KSIĄDZ BISKUP HENRYK GRZONDZIEL (1897—1968) SUFRAGAN OPOLSKI

Pełen tekst

(1)

KS. JAN KOPIEC

KSIĄDZ BISKUP HENRYK GRZONDZIEL (1897— 1968) SUFRAGAN OPOLSKI

Postać biskupa Henryka Grzondziela, sufragana opolskiego w latach 1959—1968, zasługuje na uwagę przede wszystkim ze względu na łącze­

nie w sobie ważnych elementów rodzimego wychowania i religijności z piastowaniem różnych stanowisk kościelnych, do godności biskupiej włącznie. Stosunkowo długa, bo 45-letnia praca kapłańska na wielu od­

cinkach, w zmieniających się okolicznościach, daje możliwość dostrze­

żenia w losach biskupa Grzondziela skomplikowanego splotu sytuacji i czasów, w których mu przyszło żyć i pracować. Pragnienie ukazania tej pięknej sylwetki biskupa, a nade wszystko człowieka, zdetermino­

wało do zajęcia się opracowaniem niniejszej biografii.* 1

Lata 1897—1923, wyznaczone urodzinami i przyjęciem święceń wypa­

dły w trudnym okresie zmian w całej Europie związanych z I wojną światową, powstaniem państwa polskiego i niekonsekwentnie przepro­

wadzoną sprawą śląską.

Lata następne, 1923—1968, określone rozpoczęciem pracy kapłańskiej i zgonem, rysują się jako trzy etapy życia i pracy:

1 O biskupie Grzondzielu nie ukazała się w języku polskim do tej pory pełna monografia. Jedynie z racji jego zgonu podano ogólne zary­

sy drogi życiowej biskupa: Bp F. J o p , Odezwa... do duchowieństwa i wiernych, wydana w związku ze śmiercią śp. Księdza Biskupa Sufra­

gana Henryka Grzondziela, „Wiadomości Urzędowe Kurii Biskupiej Ślą­

ska Opolskiego” 1968, R. 23 s. 240—241 (cyt. dalej: „Wiad. urz. Kurii Sl. Opól.”, rocznik i strona); Ks. J. W i e c z o r e k , K siądz Biskup Hen­

ryk Grzondziel, „Przewodnik Katolicki” 1968 s. 286; to samo także w „Gościu Niedzielnym” 1968, R. 46 s. 154. W języku niemieckim uka­

zała się praca A. S a b i s c h a , Dr Heinrich Grzondziel, gestorben 1968 als Weihbischof des Ordinariats Oppeln, w „Archiv für schlesiche Kir­

chengeschichte”, Hildesheim 1975, Bd 33, s. 189—204, z tendencją do niepożądanej sensacji. Niektóre materiały wykorzystane w niniejszej pracy pochodzą z Archiwum Archidiecezjalnego we Wrocławiu (AAWr), z Archiwum Uniwersytetu Wrocławskiego (AUWr), Kuru Arcybisku­

piej i Seminarium Duchownego we Wrocławiu oraz z Kurii Biskupiej w Opolu. Pomocą były też schematyzmy diecezji wrocławskiej i opol­

skiej. Dużo' materiału dostarcza obfita korespondencja H. Grzondziela z rodzicami w latach 1914—1945, nadto informacje krewnych i osób z pa­

rafii, związanych z jego tam pobytem. Wreszcie trzeba wspomnieć o cyklu autobiograficznych artykułów, zamieszczonych w latach 1962—

—1965 na łamach „Przewodnika Katolickiego”.

(2)

260 K S . J A N K O P I E C

[ 2 ]

a. lata 1923—1945 — praca w diecezji wrocławskiej w okresie nie­

mieckim,

b. lata 1945—1953 — praca w archidiecezji wrocławskiej w warun­

kach powojennych zmian, związanych z przejściem tego terenu do Pol­

ski, oraz

c. lata 1953—1968 — praca w diecezji opolskiej.

Uwzględniając te główne podziały życia biskupa, biografię jego ujmie­

my w czterech okresach, starając się wydobyć najważniejsze cechy oso­

bowości i pracy.

1. ŚRODOWISKO RODZINNE, LATA DZIECIĘCE I OKRES STUDIÓW

Rodzicami H enryka, przyszłego biskupa, byli Ja n Grzondziel i F ranciszka z dom u C zakańska.2 Ojciec wywodził się z rodziny górniczej z Załęża, obecnej dzielnicy Katow ic, w m om encie n aro ­ dzin H enryka pracow ał w pobliskiej kopalni „K leofas”. M atka po­

chodziła z niedalekiej Załęskiej H ałdy.3 H enryk był najm łodszym z trojga rodzeństw a.4 Urodził się 26 lipca 1897 r. w Załężu i ochrz­

czony został w m iejscow ym kościele parafialn y m 1 sierpnia tego roku przez w ikarego ks. F ranciszka Ballona. Rodzicami chrzestnym i byli E d w ard Thielle i Rozalia Kenapik. Na chrzcie otrzym ał im iona H enryk Innocenty.5 W krótkim czasie po urodzeniu H enryka Grzon- dzielowie przenieśli się do Orzegowa, a zaraz potem do R udy Ś lą­

skiej, gdzie zam ieszkali przy ulicy Polnej 14 (obecnie N orw ida).6 Z tym m iastem i kościołem p arafialnym Sw. Józefa zw iązane były najm łodsze lata H enryka i najw ażniejsze podstaw y w ychow ania re ­ ligijnego.

2 Ojciec ur. 1867, zmarł nagle 23 III 1923, pochowany w Rudzie. Mat­

ka ur. 1869, zm. 19 VI 1949, pochowana w Panewnikach. Warto przy tej okazji wspomnieć, że trzech kuzynów ze strony matki obrało stan duchowny: ks. Józef Thielle (zm. 1975) oraz księża Bernard i Henryk Czakańscy.

3 Załęże należało od początku do Bogucic, miejscowa parafia Św. Jó­

zefa powstała w r. 1896. Załęska Hałda, będąca częścią Załęża została wyodrębniona jako parafia dopiero w r. 1945. „Rocznik Diecezji Kato­

wickiej” r. 1970 s. 98, 106

4 Najstarszym był Ignacy, ur. 1890, zginął w czerwcu 1915; siostra Salomea ur. 1892, zginęła w Oświęcimiu w r. 1942.

5 Księga chrztów parafii Załęże, t. 1 (lata 1896—1905) s. 34 nr 366 6 Orzegów, obecnie dzielnica Rudy Śląskiej, należał do parafii NMP w Bytomiu, następnie Św. Trójcy, własny kościół powstał tam w r. 1894,

„Rocz. Diec. Katów.” 1970 s. 171. Istniejący w Rudzie jeden kościół pod wezw. M. B. Różańcowej nie wystarczał wzrastającej liczbie lud­

ności i dlatego w r. 1904 wybudowano mowy p.w. Sw. Józefa, „Rocz.

Diec. Katów.” 1970 s. 172. Por. J. J a r o s , O dziejach Rudy Sl. w okre­

sie uprzemysłowienia, w: Ruda Śląska. Zarys rozwoju miasta, oprać.

A. S z e f e r . Katowice 1970 s. 44—64

[3] K S . B P H E N R Y K G R Z O N D Z I E L 261

Rodzina przyszłego biskupa była obrazem rodziny górniczej z przełom u X IX i XX w ieku. Życie takiej rodziny było mocno osa­

dzone w realiach ciężkiej egzystencji górniczej. Rodzaj pracy w y­

m agał h a r tu i sam ozaparcia, postępująca szybko w państw ie p ru ­ skim, a n a G órnym Śląsku szczególnie, industrializacja i u rb aniza­

cja powodowały niebyw ałą chłonność rą k do pracy, chętni ściągali ze w szystkich stron, a w ślad za ty m następow ało p rzeludnienie m iast i osiedli przem ysłow ych, nisk a stopa życiowa, nierzadko w id­

mo bezrobocia i biedy. Ówczesne życie n a Śląslku było mocno ze­

spolone z n u rtem życia religijnego. W yrażało się to najogólniej w szacunku okazyw anym przez ludność władzom i praw om Ko­

ścioła, w ypełnianiu podstaw ow ych p ra k ty k religijnych, podporząd­

kow aniu swojego postępow ania i zachow ania wymogom kościel­

nym .7 W yraźne lekceważenie czy pom ijanie elem entów religijnych należało do rzadkich w yjątków . W efekcie daw ało to dość specyficz­

ną religijność, zasługującą w opinii badaczy tego Okresu na w yso­

ką ocenę i równocześnie upow ażniającą do stw ierdzenia, że w ierno­

ści takiem u m odelow i religijności zawdzięcza Kościół katolicki n a G órnym Śląsku swoją silną pozycję i na pewno bardziej św iadom ą i konsekw entną religijność.

W R udzie Śl. uczęszczał H enryk do sżkoły podstaw ow ej, w m iej­

scowym kościele był m inistrantem . W 1908 r. zaczął naukę w gim ­ nazjum im. K rólow ej Luizy w Zabrzu, dokąd dojeżdżał pociągiem.

W tym Okresie w Rudzie pracow ał w ikary ks. Józef Czempiel, roz­

poczynający pracę jako neoprezbiter. W życiu H enryka postać tego kapłana zaznaczyła się bardzo mocno i nie zaw aha się go po latach nazw ać swoim ojcem duchow nym .8 Do pierw szej kom unii św. przy­

stąpił 5 m aja 1910 r., w tym że ro k u 13 lipca p rzy jął sak ram en t bierzm ow ania z rą k biskupa K arola A ugustyna, sufragana w ro­

cławskiego. Uzupełnieniem przeżyć religijnych były pielgrzym ki do P anew nik, dokąd ściągały one po założeniu dużego klasztoru i k a l­

w a rii przez Franciszkanów .9 N auka w szkole nie spraw iała H enry-

7 Przykładem badań nad religijnością ówczesną na Górnym Śląsku jest rozprawa doktorska ks. R. B i g d o n a , Religijność mieszkańców Bytomia w dobie industrializacji (na przykładzie parafii NMP w By­

tomiu od połowy XIX wieku do I wojny światowej), Lublin 1968 (maszynopis). W tym miejscu można przytoczyć zachowanie się ojca przyszłego biskupa w kopalni, odmawiającego punktualnie o wskaza­

nym czasie modlitwę Anioł Pański razem z podwładnymi sobie górni­

kami, niezależnie od tempa i rodzaju pracy.

8 Ks. Józef Czempiel ur. 1883, wyświęć. 1908, zginął w Dachau w roku 1942. Por. H. G r z o n d z i e l , Ksiądz Dziekan Józej Czempiel. W spom­

nienia, „Wiad. Urz. Kurii Sl. Opól.” 1961 R. 16 s. 144—148; H. G r z o n ­ d z i e l , Mój ojciec duchowny [wymowny tytuł!], „Przewodnik Katolic­

ki” 1963 s. 353-354; E. W i c h u r a-Z a j d e 1, Z dziejów duchowieństwa śląskiego w czasie wojny 1939—1945. Warszawa 1968 s. 114—116

9 Placówka w Panewnikach powstała w początkach XX wieku, ko­

ściół konsekrowano w r. 1908, w r. 1911 erygowano Drogę Krzyżową,

(3)

262 K S . J A N K O P I E C

W

kow i żadnych kłopotów i poszczególne jej etapy przechodził bez najm niejszych zaległości. Częste nagrody otrzym yw ane w szkole

były widom ym znakiem czynionych w nauce postępów.10

Na lata n au k i w gim nazjum przypadł w ybuch pierw szej wojny św iatow ej, 1 sierpnia 1914 r. Już we w rześniu znalazł się w Eise­

nach, gdzie przebyw ał na przeszkoleniu w ojskow ym .11 Z pierw szej korespondencji w ynika um iłow anie domu rodzinnego, do którego pow rócił w początkach grudnia i dzięki tem u mógł kontynuow ać przerw aną n au k ę .12

W listopadzie 1915 r. otrzym ał H enryk powołanie do służby woj­

skowej w arm ii prusk iej.13 W atm osferze o k ru tn ej w ojny i pod w rażeniem śm ierci starszego b ra ta 'Ignacego (praw dopodobnie w czerwcu 1915 r. n a froncie wschodnim), los 18-letniego chłopca nie w ydaw ał się szczęśliwym aini dla H enryka ani dla jego rodziny.

W dodatku jeszcze H enryk był bezpośrednio przed uzyskaniem św iadectw a m aturalnego. W korespondencji jest przerw a, ale w ie­

m y, że w 1916 r. ukończył gim nazjum , a św iadectw o m atu ra ln e nosi datę 8 listopada 1916 r. z ogólną oceną dobrą.14

Po m aturze stacjonow ał w Gliwicach, przydzielony do konnicy (używa w stosunku do siebie określenia ułan). 13 listopada o trzy­

m ał konia im ieniem „B erta”. P obudka była codziennie o 4,30, od 5 do 7 zajęty by ł w sta jn i przy koniu, następnie odbyw ały się prze- w idzianie zajęcia. Ta zm iana try b u życia nie odpow iadała H enryko­

wi i n ajbardziej było m u przykro, że nie m a możliwości pójścia na Mszę św .15 W praw dzie w niedzielę od 7 do 12 nie było zajęć, ale nie było to jednoznaczne z możliwością w yjścia poza koszary. Zdro-

która dała początek dzisiejszej Kalwarii, „Rocz. Diec. Katów.” 1970 s. 96 10 Informacje kuzynki biskupa Grzomdziela, H. Kuna, zamieszkałej w Panewnikach.

11 Por. list do rodziców z 24 XI 1914. Musiał mieć dość dużo czasu skoro uczęszczał regularnie do kościoła, zwiedzał okolicę, m. in. pobli­

ski Wartburg, dużo się uczył, prosił nawet o przysłanie gramatyki ję­

zyka hebrajskiego.

12 Zachowana korespondencja jest bogata. Posiadamy 21 listów z r. 1914, 1 (do brata) z 1915, 24 z 1916, 151 z 1917, 77 z 1918, 40 z okresu studiów 1919—1923 oraz 33 z okresu od maja 1923 do grud­

nia 1945. Materiał bardzo obfity, zasługujący na osobne opracowanie, znajduje się w Archiwum „Naszej Przeszłości”.

13 Posiadamy dopiero list z 15 II 1916, w którym mowa o równych trzech miesiącach pobytu w wojsku.

14 AUWr — w rejestrze przyjętych na Wydział Teologiczny w latach 1906—1926, pod pozycją 26, figuruje jako przyjęty H. Grzoindziel na podstawie świadectwa gimnazjalnego z datą 8 XI 1916 z oceną dobrą;

por. A. Z a w i s z a , Studenci Polscy na Uniwersytecie Wrocławskim w latach 1918—1939. Katalog zachowanych archiwaliów, Wrocław 1972 s. 82

15 W liście z 14 XI 1916 podaje: „Ich habe es hier nicht schlecht.

Nur manchmal befällt mich eine tiefe Wehmut hier, dass ich so ganz ohne Kirche, ohne hl. Messe und Kommunion leben muss”.

[5] K S . B P H E N R Y K G R Z O N D Z I E L 263

w ia najlepszego nie m iał i gdy z końcem listopada zgłosił się do lekarza z gorączką, do czego doszło jeszcze niezupełnie zdrow7e ser­

ce — otrzym ał skierow anie do wojskowego szpitala. H enryk kw i­

tu je ten stan jako oczywisty, „bo ja zawsze byłem chory” — w li­

ście do rodziców z 27 listopada 1916 r. Dnia 5 grudnia przeniesiony był dla dalszego leczenia do sierocińca '(może celem lepszej pielęg­

nacji?), gdzie była możliwość pójścia do kaplicy sióstr. Z takiego przebiegu spraw y H enryk był niezm iernie zadowolony, korzystał też z każdej okazji, by usługiw ać jako m in istra n t celebrującem u kapłanow i. Z końcem stycznia 1917 r. powrócił do koszar i norm al­

nych zajęć wojskowych. O kres pobytu w leczeniu posłużył m u do n ab ran ia sił, a równocześnie skrócił nieco służbę w ojskową. W tym też czasie rodzice i siostra odw iedzali go często, co złagodziło ostrze okresu w ojny.

W lutym 1917 r. był w N euham m er na przeszkoleniu w posługi­

w aniu się gran atam i ręcznym i. Do gliw ickich koszar wrócił 23 lu­

tego, by 16 m arca w yruszyć na w schodni front na L itw ę w o d ­ dziale piechoty.

Zachow ana korespondencja do rodziców pozwala odtw orzyć trasę oddziału, w którym znajdow ał się H enryk. W szystkie posyłane w i­

dokówki i listy m ają w sobie coś z fascynacji dalekim i stronam i, do których po raz pierw szy dane było m łodem u człowiekowi zaw i­

tać. B ystry zmysł obserw acyjny przysłużył się cennym spostrzeże­

niom. 24 m arca przesłał pozdrow ienia z Brockau, 25 z Elbing, tegoż dnia wieczorem z Dirschau, 26 z Schneidem iihl, 29 m arca pisał już z L itw y z Okruszek, a następnie z Kowna, gdzie udało m u się n a ­ być egzem plarz Pisma św., z którym nie rozstaw ał się n aw et na je ­ den dzień. Na przedm ieściu Kowna, Niszni-Szanci, zakw aterow ał się oddział H enryka w daw nym zam ku, m iłym drew nianym budynku o pięciu pokojach i dw u pomieszczeniach pomocniczych. Na prze­

bieg służby w Kotwnie nie n arzekał, dysponow ał naw et w iększą ilo­

ścią czasu niż w Gliwicach (list z 15 IV 1917), co — ja k stw ierdzał kilk ak ro tn ie -— daw ało m u więcej możliwości do rozm yślania nad głupotą w ojny. Od 1 czerwca 1917 r. był pisarzem w sztabie, z któ­

rej to zm iany był bardzo ucieszony. 16 czerwca oddział w yruszył z Niszni Szanci i przez Koszedairy przybył do Schlottenhof, wioski położonej o trizy dni m arszu od dotychczasowych k w ater. Jako pi­

sarz otrzym ał swoje miejsce w m ałym w iejskim dom ku z pięknym ogrodem.

Aż do końca m arca 1918 r. przebyw ał już na froncie wschodnim, w ypełniając w iele różnych zadań wojskowych, o których m am y wiadomości w listach.

W arunki życia n a froncie w schodnim nie należały do łatw ych, jed n ak H enryk zawdzięczał ich polepszenie troskliw ości rodziców, którzy przesyłali m u często paczki z żywnością, cieplejszą bielizną

(4)

264 K S . J A N K O P I E C

i odzieżą. W sum ie w ciągu roku p obytu ¡na L itw ie otrzym ał ok. 140 paczek. Ta pomoc pośrednio może świadczyć o tru d n e j sytuacji wojsk niem ieckich w ty m rejonie działań wojennych.

Z bogatej korespondencji tego okresu skierow anej do rodziców uderza nas głębokie przeżyw anie przez H enryka w ielu problem ów . Żadna kw estia nie uchodzi jego uw agi. Nie m a praw ie listu, by nie było refleiksji o Bożej Opatrzności, o spraw ach śmierci, grzechu i łaski, a nade w szystko gorącego pragnienia, by zawsze być blisko Boga. Ileż jest głębokiego wczucia się w każdą spowiedź, w każdą możliwość odw iedzenia kościoła i pośw ięcenia trochę czasu na ado­

rację C hrystusa Obecnego w N. S akram encie. Każde św ięta czy też w ydarzenie rodzinne służyło H enrykow i do przekazania określonej treści religijnej. P ojaw iają się też myśli o chęci przebyw ania „w do­

m u Bożym po w szystkie d n i swego życia”. W ty m św ietle nie za­

skoczy n as decyzja zapisania się n a W ydział Teologiczny u niw ersy­

te tu we W rocław iu.

W olny czais poświęcał zw iedzaniu Okolic. 13 m aja 1917 r. podo­

bało m u się Kow no i jego kościoły: w kościele K arm elitów uw agę jego zatrzym ał o łtarz NM P przygotow any pięknie do nabożeństw a m ajowego; piękna k ated ra praw osław na aktualnie była zam knięta i mógł tylko z zew nątrz podziwiać jej architek tu rę; w stąpił też do katolickiego kościoła garnizonowego. N iebyw ałe w rażenie zrobiła na H enryku k ated ra katolicka, z pięknym i m alow idłam i, gdzie czło­

wiek czuje się n ap raw d ę bliski obecnym innym ludziom i Bogu.

W pobliżu k a te d ry odw iedził także kościół Sw. Trójcy, gdzie a k u ra t odpraw iane było nabożeństw o m ajowe. W spom niał też o innych kościołach praw osław nych, k tórych los był raczej sm utny.16 Z po­

czątkiem czerwca odwiedził kam edulski klasztor w Pożajściu. Po­

łożony w lesie, w ydał się H enrykow i bardzo miły. W ybudow any w XVII w., przez kam edułów którzy po pow staniu listopadow ym w 1832 r. zostali stam tąd w ygnani, a n a ich m iejsce sprow adzono m nichów praw osław nych (stąd na klasztorze znajduje się podw ój­

ny praw osław ny krzyż — zauw ażył w liście). W 1915 r. osiadły w nim w ojska niem ieckie i ten stan zastał H enryk.17

Mimo niełatw ego wojskowego try b u życia H enryk nie zapom inał o studiach. Dowodem tego mogą być książki, które posiadał — od gram atyki hebrajskiej, łacińskiego O naśladow aniu C hrystusa, egzem plarza Pism a św. i innych pozycji, do poszukiw ania tow arzy­

szy wojskowego życia, którzy jako studenci mogli stanow ić rozm ów ­ ców i bliskich duchow o p artn eró w (list z 22 I 1917). Nie zapom inał o prenum eracie „Schlesische V olkszeitung”, wychodzącej we W ro­

cławiu, prosząc rodziców z początkiem roku 1917 o opłacenie k w a r­

talnej ceny w wysokości 3,05 m k na jego adres wojskowy.

IÖ]

16 Por. list z 14 V 1917 17 Por. list z 12 VI 1917

36. Ks. bp Henryk Grządziiel, sufragan opolski

(5)

37. Rodzina Grządzdelów w <r. 1900, w środku (obok matki) — syn Henryk

K S . B P H E N R Y K G R Z O N D Z I E L

265

W zw iązku z zawieszeniem broni na froncie wschodnim, wynego­

cjow anym z now ą radziecką władzą, w ojska niem ieckie zostały w m arcu i kw ietniu 1918 r przerzucone n a fro n t zachodni, na teren Francja i F landrii. To samo spotkało także H enryka.

W dniu 4 kw ietnia wojslko opuściło D ynaburg i skierow ało się na zachód. 7 kw ietnia pisał z Poznania, 8 przesłał pozdrow ienia z dw orca w Ztwickau, 13 m aja ze S trasburga.

W m aju za pośrednictw em rodziców załatw ił H enryk swoją im ­ m atry k u lację n a W ydział Teologiczny we W rocławiu. Nic bliżej o tych czynnościach nie możemy powiedzieć, ale 24 m aja 1918 dzię­

k u je rodzicom za załatw ienie w szystkich jego spraw , zw iązanych ze studiam i.is Dnia .5 czerwca 1918 r. w yruszył do L otaryngii, w iip- cu był we F landrii, gdzie 21 sierpnia został aw ansow any do stop­

nia starszego szeregowca. W tym okresie przeżył bardzo ciężkie w alki z A nglikam i w początku w rześnia (10 w rześnia relacjonow ał

„fu rch tb are N acht m eines L ebens”) i został ra n n y w nogę. Z tego względu znalazł się w szpitalu w ojskowym i dzięki tem u uniknął dalszych Okrucieństw wojny. Z początkiem października oddział H enryka w yruszył w k ierunku Gliwic, naw et w którym ś z listów zapowiedział rodzicom, że zaw ita do dom u na nocleg. Z początkiem listopada był w Głubczycach. Tam z pew nością zastała go dem obili­

zacja, gdyż stam tąd poinform ow ał rodziców, że n ajp ierw jeszcze nieco zapracuje a potem podejm ie studia.

H enryka zakończył się bardzo ważny i istotny okres życia.

21-letn i młodzieniec na studia teologiczne poszedł bogatszy o w iele doświadczeń i jako dojrzalszy człowiek będzie mógł lepiej przygo­

tow ać się do niełatw ego kapłaństw a.

P rzyjęty już wcześniej na W ydział Teologiczny, przybył do W ro­

cław ia na początku 1919 r.19 W lutym był już w pełni p racy nad przygotow aniem się do czekających go egzaminów. Równocześnie m usiał pozałatw iać w iele sp raw m eldunkow ych i w rocław skim zw y­

czajem 99 zam ieszkał w pryw atnym m ieszkaniu kupcow ej P rudlo przy ulicy Solnej 26. S tam tąd m iał blisko do uniw ersytetu, z czego był bardzo zadowolony.21 Codziennie ran o uczęszczał n a Mszę św., w racał do domu na śniadanie ok. ósmej, i n a dziew iątą szedł do uniw ersytetu. Czas w ykorzystyw ał pilnie na naukę i nie zaniedby­

wał zajęć. Z byt wiele o przebiegu studiów H enryka nie wiemy, je- iioKt”Icłl dai ^ € Euc*l dafiir, dass Ihr die Universitatssache erledigt

T kŚCle Z 29 maj'a pisze 2 dum£ł: „Jetzt kann ich mich also stud. theol. nennen und nicht ewig Abiturient”.

19 Pierwszy list posiadamy z 1 II 1919

20 Studenci teologii we Wrocławiu przez pierwsze lata mieszkali albo n

Wn f " lk« Teologów przy Placu Katedralnym 14, lub w kwaterach prywatnych mogli także przez semestr lub dwa studiować w innym

s ytucie. Na ostatni rok przybywali do alumnatu, który najpierw mie- scił się przy PI. Katedralnym 9, a od r. 1935 na Karłowicach

21 O tym w liście z 20 II 1919

U ]

(6)

266 K S . J A N K O P I E C

[8]

dynie z zachow anych ak t w A rchiw um U niw ersytetu W rocław skie­

go w ynika, że studia nie w ykazyw ały braków . Nie spotykam y żad­

nych próśb o przesunięcie term in u egzaminów, upom nień o uzupeł­

nienie czy decyzji o konieczności popraw y. Egzam in „philosophi- cum ” 22 zdał 15 m arca 1920 r. z ogólną oceną dość dobrą, „bibli- cum ” 2 m arca 1923 r. z cceną bardzo dobrą.23 Św iadectw o odejścia n r 1123 w ydano Grzondzielowi 20 m aja 1922 r., podpisane przez dziekana w ydziału dr. Nickla.24 Z pewnością b ra ł udział w w ielu im prezach życia studenckiego, o czym słabe tylko echo znajdujem y w korespondencji, tru d n o więc podać szczegóły.

Od początku stycznia 1920 r. m ieszkał już w konwikcie przy P la ­ cu K ated raln y m 14. Z korespondencji w yłania się szczere przygo­

tow anie się do kapłaństw a i zadowolenie z w ybranej przez siebie drogi życia.

W ażnym rysem osobowości H enryka było żywe uczestniczenie we w szystkich przeżyciach swojej rodziny i teren u Górnego Śląska.

Na okres pobytu we W rocław iu przy p ad ają brzem ienne w skutki pow stania n a Śląsku, plebiscyt d now y rozdział granic, w w yniku czego do Polski dostała się w schodnia część diecezji w rocław skiej.

Dla H enryka i w ielu alum nów pochodzących z tere n u „polskiego"

Śląska stanął do rozw iązania w ażny problem przyszłej przynależ­

ności diecezjalnej. Problem ten nie był błahy. Nowo pow stająca jednostka kościelna na Górnym Ś ląsku (przyszła diecezja katow ic­

ka) kw estię powołań kapłańskich tra k to w a ła bardzo poiważnie i b ra­

ła pod uw agę studiujących alum nów we W rocław iu.25 K w estia ta n u rto w ała H enryka aż do m om entu przyjęcia święceń. Jeżeli po długich w ahaniach zdecydował się na pozostanie w granicach die­

cezji w rocław skiej to dlatego, że w idział tam możliwości dla swej pracy naukow ej.26

22 Na Wydziale Teologii Katolickiej były egzaminy tzw. pierwszego stopnia „Philosophicum”, drugiego „Biblicum” oraz trzeciego „Concur- sum”. Po złożeniu pierwszego student otrzymywał tytuł kandydata nauk teol. katol. Po złożeniu egzaminu końcowego miał prawo do święceń kapłańskich, ponadto uprawnienia do nauczania w szkole. Por. A. Z a- w i s z a, Studenci Polscy..., s. 82 przypis 38.

23 AUWr, Księga egzaminów philosophicum i concursum 1915—1932, egz. 15 II 192i0, poz. 12; egz. 2 III 1922, poz. 11. Uikład zapisów jest chro­

nologiczny, strony nie paginowane.

24 AUWr, Księga egzaminów...; Por. A. Z a w i s z a , Studenci Pol­

scy... s. 83.

25 Por. F. Ż e b r o k , Dzieje Śląskiego Seminarium Duchownego, „Na­

sza Przeszłość” 1975 t. 44 s. 9—27

26 Z wielu słów skierowanych do rodziców w tej kwestii na uwagę zasługują następujące: „...Wegen meiner späterem Zugehörigkeit zu Deutschland oder Polen mache ich mir augenblicklich schwere Kopf­

schmerzen. Ich habe mich zwar schon halb für Polen entschieden, aber in diesem Falle werde ich wohl in Breslau keine Stelle bekommen können. Und ich möchte doch gar zu gern promovieren, zumal doch die Hauptsache dabei schon getan ist. Wie stellt Ihr Euch dazu, wenn

19] K S . B P H E N R Y K G R Z O N D Z IE L , 267

W czerw cu 1922 r. zam ieszkał w alum nacie, w którym przez n a j­

bliższy ro k m iał przygotow yw ać się pod względem ascetycznym i praktycznym do święceń. T onsurę otrzym ał 29 czerwca tego roku z rą k sufrag an a w rocław skiego biskupa W. W ojciecha, a w n ajbliż­

szą niedzielę, 2 lipca, niższe św ięcenia. Rok n astępny był okresem w ytężonej pracy w dziedzinie przygotow ania się do kapłań stw a — liczne kazania po polsku i niem iecku wygłaszane w różnych ko­

ściołach, lekcje religii, prow adzenie nabożeństw . W szystko przecho­

dziło bez zakłóceń, a H enryk tra k to w a ł te spraw y poważnie.

św ięcenia kapłańskie p rzy jął w dniu 17 m arca 1923 r. w katedrze w rocław skiej św . Ja n a C hrzciciela z rą k k ard . A dolfa B ertram a.

W uroczystość św . Józefa odpraw ił Mszę św. prym icyjną w swoim kościele parafialn y m w Rudzie Śl.27 Z tej okazji w ydrukow ał 2000 obrazków z napisem polskim i 1700 z napisem niem ieckim . Jako m otto do uroczystości i posługiw ania kapłańskiego w y b rał sobie zdanie z listu św. P aw ła do F ilipian: „Sam się poniżył sta wszy się posłusznym aż do śmierci, a śm ierci krzyżow ej” (2, 8). Za tym wzo­

rem chciał pójść H enryk i możemy powiedzieć, że życie jego u k ła­

dało się jako realizacja tego zdania. Uroczystości odbyły się n a ple­

banii w Rudzie. K u w ielkiej radości kazanie po polsku wygłosił bardzo łubiany ks. Czempiel, świeżo m ianow any proboszczem w H ajdukach (obecnie Chorzów -Batory), który n a propozycję H enryka odpow iedział ochotnie i z przejęciem ; „Mój drogi H enrysiu! Twoje szczęście — to m oje szczęście, T w oja radość — to m oja radość”.28 Z am knął się dla H enryka bardzo w ażny etap życia. B ilans tego 26-letniego okresu można z pew nością ocenić jako dodatni. P rzy­

szła p raca kapłańska owocowała głów nie dzięki dobrem u w ychow a­

n iu i pow ażnie trak to w an em u przygotow aniu.

2. PRACA W DIECEZJI WROCŁAWSKIEJ W LATACH 1923—1945

Bezpośrednio po św ięceniach ks. Czempiel zaprosił neoprezbiitera ks. G rzondziela do pomocy w siwej now ej parafii. Za tę propozycję był m u ks. H en ry k wdzięczny, gdyż mógł pod okiem gorliw ego ka­

płana w pełni uczestniczyć w życiu p arafialnym .29 * * P rzebyw ał w H ajdukach przez pół roku, do końca w rześnia 1923 r., chociaż no­

m inacja biskupia na pierw sze stanow isko nosi datę 15 m aja. Wolą

ich ganz in Deutschland bleibe. Sagt mir einmal alle Eure Meinung:

Vater, Mutter u. Salomea. Vergangene Woche war ich bei Professor Geyer. Der möchte mich sehr gern in Deutschland haben. Betet auch in dieser Meinung für mich” — list z 21 III 1923.

27 Cała korespondencja od stycznia do połowy marca poświęcona jest tej uroczystości. Uderza wspólne decydowanie o szczegółach przez rodzi­

ców i Henryka.

28 Słowa te zacytował Henryk w liście do rodziców z dnia 23 II 1923.

29 H. G r z o n d z i e l , Mój ojciec duchowny, s. 354

(7)

268 K S . J A N K O P I E C

[10]

biskupa w rocław skiego ks. Grzondziel skierow any został do p ra cy w konw ikcie teologicznym z przeznaczeniem uczenia języka polskie­

go oraz pew nych zagadnień filozoficznych.30 Znając język polski mógł się przyczynić do rozpowszechnienia jego znajomości wśród duchow ieństw a diecezji w rocław skiej, a równocześnie pogłębić jeg o znajomość.

K w estia uczenia języka polskiego przyszłych duszpasterzy w die­

cezji w rocław skiej, ze w zględu na rozległe teren y głównie Górnego Śląska o przew adze ludności posługującej się tym językiem, była bardzo istotna i w ładze diecezjalne nie m ogły tego problem u pom i­

jać.31 M łody ks. G rzondziel p otraktow ał to zajęcie poważnie, o czym można wnioskow ać chociażby n a podstaw ie obszernego p rojektu, który skierow ał z datą 10 grudnia 1924 r. do d yrektora konw iktu.

A nalizując różnego rodzaju nied o statk i w poziomie znajomości j.

polskiego w śród studentów teologii w ysuw a wskazania:

1. utrzymanie obowiązku nauki języka polskiego będzie miało sens, je­

żeli nałoży się studentom pewien przymus w farmie egzaminu, aby przez to dać podstawy, potrzebne do zrozumienia języka,

2. Proponuje egzaminy:

a. dla studentów już mówiących po polsku:

w trzecim semestrze klauzurowa prac aw formie prostej katechezy na podstawie historii biblijnej albo katechizmu, w siódmym semestrze referat na podany uprzednio temat;

b. dla studentów bez uprzedniej znajomości polskiego:

w trzecim semestrze ustny egzamin z gramatyki polskiej i znajomo­

ści słówek, w siódmym semestrze ustny egzamin z tłumaczenia tek­

stu Biblii Herdera albo katechizmu, ewentualnie także pisemne opo­

wiadanie na podstawie przeczytanego tekstu. Najważniejszym powi­

nien być pierwszy egzamin dla nie znających uprzednio języka pol­

skiego. Kto dobrze opanuje gramatykę i słówka, ten nie będzie miał trudności w dalszym studium. W razie konieczności powtórzenia egza­

minu, powinno to nastąpić na początku następnego semestru.

3. Należałoby rozważyć, czy zajęcia semestralne nie można cokolwiek złagodzić, dla lepszego opanowania przez studentów języka polskie­

go. Bardzo stosownym byłoby przyśpieszenie końca semestru o dwa

30 „Ich habe hier Unterricht in Polnisch und in Philosophie zu er- teilen”, list z 31 V 1923. Por. także: Schematyzmy diecezji wrocławskiej z laf 1923—1927.

31 AAWr, Archiwum Kardynała Bertrama, sygn. I A, 25-z 21: Nau­

ka języka polskiego w konwikcie, por. wypowiedzi i dyskusje w tej spra­

wie w latach 1915—1924. Ówczesny, od r. 1914, biskup wrocławski kard.

Bertram był uprzednio biskupem diecezji Hildesheim, w której przeby­

wało wtedy 15—17 tysięcy Polaków. Starał się wtedy bp Bertram o za­

pewnienie tym ludziom duchownej opieki, sprawowanej przez polskich kapłanów. Por. Bp F. J o p , Ksiądz Biskup Jan Kanty Lorek biskup sandomierski 1886■—1967, „Rocznik Teologiczny Śląska Opolskiego” 1970 II s. 10. Z tym problemem, chociaż o większym zasięgu spotkał się w diecezji wrocławskiej, dlatego rozumiał konieczność nauki języka pol­

skiego przez przyszłych kapłanów. Najpierw stosowano samokształcenie, dopiero za biskupa Bertrama wprowadzono obowiązek nauki jęz. pol­

skiego.

[U ] K S . B P H E N R Y K G R Z O N D Z I E L 269

lub trzy tygodnie. Wtedy można prowadzić intensywną naukę języka przez cały dzień i nie będzie zaniedbywania normalnych zajęć seme­

stralnych.

4. Są plebanie na Górnym Śląsku, gdzie mówi się bardzo dobrze po pol­

sku — można by przynajmniej najpilniejszych studentów podczas fe­

rii tam posyłać i oni praktycznie nabiorą wprawy w posługiwaniu się tym językiem. Ta metoda — zdaniem ks. Grzondziela — da naj­

lepsze efekty.32

T roska o nauczenie przyszłych duszpasterzy języka pow ierzanej im ludności przeb ija w tym dokum encie. Późniejsze lata, aż do 1945 r., w ykazały, że w iele w ysiłków ks. Grzondziela i jego następ ­ ców w ydało dobre owoce.

W organicznym zw iązku z zadaniam i re p eien ta w konw ikcie po­

zostaw ały zajęcia duszpasterskie ks. Grzondziela w śród Polaków na terenie diecezji w rocław skiej. N ajpierw był duszpasterzem Polonii w rocław skiej zgromadzonej wokół kościółka Sw. M arcina od listo­

pada 1923 r. do 27 kw ietnia 1924 r.33 * *

D uszpasterstw o Polaków, sezonowych i stałych robotników w róż­

ny ch ośrodkach na teren ie diecezji w rocław skiej, przejaw iało się w częstych w yjazdach do poszczególnych miejscowości, w których ks. G rzondziel odpraw iał Msze św., głosił polskie kazania i słuchał spowiedzi Polaków . T rzeba przyznać, że przez ten rodzaj pracy zy­

skiw ało się życzliwość ludzi, którzy niekiedy z dala od w łasnej ro­

dziny pozbaw ieni byliby zupełnie możliwości korzystania z podsta­

w ow ych posług religijnych, do czego koniecznym w arunkiem jest zrozum iały dla nich język. P racę swoją m usiał ks. G rzondziel lu ­ bić, skoro w listach kierow anych do rodzicórw spotykam y ciepłe sło­

w a i spraw ozdania z wyjazdów. Dla przykładu w liście datow anym we W rocław iu 17 w rześnia 1924 r. pisał:

W Szabenowie (k. Góry Sl.) pokochałem bardzo moich Polaków. Na ostatnim kazaniu przedłożyłem im parę treściwych myśli z naszej sta­

ropolskiej pieśni Serdeczna Matko, co tym czułym rodakom tak do serca przypadło, przede wszystkim gdy o ich sieroctwie i tułaczym życiu na wygnaniu mówiłem, że się rozpoczął taki „bek”, że sam nie mogłem się wstrzymać od łez. Ale się potem wygadałem do suchszego końca.

Tego rodzaju try b życia do spokojnego nie należał. Oprócz nor­

m alnych zajęć w konw ikcie ze studentam i, uw zględniać m usiał ks. G rzondziel rozplanow anie wyjazdów, które były stosunkow o

liczne. I ta k dla przykładu:

...w dzień św. Barbary (4 XII 1924) byłem w małej wiosce za Lignicą na odpust. Miałem dużo spowiedzi do słuchania i wygłosiłem niemiec­

kie i polskie kazania... W uroczystość Niepokalanego Poczęcia pomaga­

łem w Thomaskirch (k. Oławy)... Jutro (21. 12) wyjeżdżam do Tscham-

32 AAWr, Arch. Kard. Bertrama, I A, 25-z 21.

33 Ks. J. S o s s a l l a , Parafia polska we Wrocławiu w latach 1919—

— 1934 i jej kościół, „Wiad. Urz. Kurii Sl. Opól.” 1963 R. 18 s. 236—

—239

(8)

270 K S . J A N K O P I E C

[ 1 2 J

meindorf. Nie wiem co tam będzie za dziura, ani nie wiem gdzie to leży, czy to wieś ozy tylko folwark. Przed kilku dniami był tutaj jakiś właści- ciel dóbr zaproponował i zaprosił mnie do siebie abym dał jego robot- nikom polskim sposobność do spowiedzi. Robił on na minie bardzo dobre wrażenie. Na miejscu nie ma kościoła, ale on posiada kaplicę domową.

W toku naszej rozmowy prosił mnie, żebym im urządził niby rekolekcje, na co się chętnie zgodziłem. Będę więc miał jutro dwa wykłady i w po­

niedziałek dwa. Liczba robotników polskich jest bardzo mała, tym grun­

towniej będzie można się zajmować obecnymi.34

Podobnego n aw ału pracy m ożna w skazać w ięcej i nie jest w y k lu ­ czone, że z biegiem czasu tak i try b życia był dla ks. Grzondziela męczący. Nigdy m ocnym zdrowiem się nie cieszył, a w yjazdy m ogły jaszcze pogłębiać niektóre dolegliwości. Oprócz dających znać o so­

bie niew ydolności serca pojaw ił się w 1926 r. nieżyt żołądka, w y­

m agający intensyw nego leczenia. To może spowodowało, że p ra g n ął nieco odpocząć i w yjechać w celach leczniczych. W lipcu tego roku był w Czernej koło K rakow a, w sierpniu p rzebyw ał w P radze i M a­

riańskich Łaźniach, we w rześniu spotykam y go u Sióstr U rszulanek w B ardo Si. W zgląd zdrow otny b ra ł pod uw agę gdy otrzym ał pro­

pozycję objęcia urzędu d yrektora C aritasu w Raciborzu — co w ra z z pragnieniem ukończenia także prac naukow ych podyktow ało od­

mowę.35

Na okres pracy we W rocław iu przypada sm utne w ydarzenie n a ­ głej śm ierci ojca, 23 m arca 1926 r. Od tego czasu pozostanie z m a t­

ką i siostrą.

Życie pełne pracy jeszcze w yraźniej ulkaże się, gdy dodamy, że w 29. ro k u życia ks. Grzondziel obronił pracę doktorską. Ze swoimi zainteresow aniam i naukow ym i zdradzał się jeszcze w czasie studiów . Obecnie, mimo naw ału pracy, Okazał silną wolę i konsekw entnie zm ierzał do uw ieńczenia sw ych w ysiłków . Zam yślał o doktoracie już wcześniej, ale dopiero w 1926 r. mógł go zrealizować. W dniu 24 lutego zdał pom yślnie przepisane egzam iny doktorskie: z p a tro ­ logii i historii starożytnej Kościoła u ks. prof. B ertolda A ltan era, z Nowego T estam entu u fcs. prof. F ry d ery k a M aiera, z h istorii no-

34 List z 20 XII 1924

36 „Przed kilku dniami ofiarowano mi zaszczytną posadę. W Raci­

borzu zamierza się utworzyć osobną centralę Związku Dobroczynności i chciano mnie zrobić dyrektorem. W biurze miałbym odpowiednich po­

mocników, moim zadaniem byłoby przede wszystkim objeżdżać cały tjorny Śląsk, zakładać nowe towarzystwa dobroczynne i zachęcać z am­

bony lud do ofiar miłosiernych, zajmować się ludem biednym i znę- rizonym. Szlachetne zadanie! Już mnie też ciągło dać odpowiedź przy­

takującą ale _ żal mi _ rozpoczętych prac naukowych. Żal mi było mej małej izdebki, pomyślałem sobie, że i przez ciche studia można się przysłużyć Kościołowi i ludowi. Rozważyłem potem jak bardzo już to podróżowanie w duszpasterstwie polskich robotników osłabia i mar­

nuje mi zdrowie, gdybym jeszcze więcej miał się poniewierać, czy bym to wytrzymał? Odmówiłem więc”, list do rodziców z 3 V 1925.

[13] K S . B P H E N R Y K G R Z O N D Z I E L 271

w ożytnej Kościoła u prof. F ranciszka Seppelta, z dogm atyki u ks.

prof. G eyera, z teologii pastoralnej u ks. prof. F ranciszka S chuber­

ta, z teologii m oralnej u ks. prof. F ry d ery k a W agnera, z praw a ka­

nonicznego u ks. prof. F ranciszka Trieibsa i ze Starego T estam entu u k s . prof. Alfonsa Schulza. Ogólną ocenę cum laude potw ierdził dziekan w ydziału L bhr.30 P racę doktorską pt. Die E n tw icklu n g der U nterscheidung zw ischen der potentia Dei absoluta und der poten- tia Dei ordinata von A ugustinus bis A lexander von Halles w ydał n ajp ierw drukiem u Rosińskiego we W rocław iu (na ul. Sw. Krzyża), a 2 sierpnia 1926 r. publicznie bronił jej w A uli Leopoldina w U ni­

w ersytecie W rocław skim .36 37 F inalizując swoje zainteresow ania n a u ­ kowe doktoratem dał dowód, że tra k tu je je poważnie. Nie zanie­

dbyw ał t^kże przeglądu współczesnego dorobku naukow ego w dzie­

dzinie teologii, czego w yrazem może być pren u m erata „P rzeglądu Teologicznego” ze Lwowa, co było dodatkow ym obciążeniem dla siostry, k tó ra n a w łasne nazw isko i w łasnym i pieniędzm i p re n u ­ m era tę opłacała. Do ¡końca życia pozostał też dogm atykiem w m y­

śleniu i w artościow aniu.38

Te pierw sze lata pracy ks. G rzondziela we W rocław iu w ysunęły go do rzędu znanych kapłanów ówczesnej diecezji w rocław skiej.

Niezależnie od późniejszych innych zajęć, będzie się cieszył sza­

cunkiem w śród duchow ieństw a i •przychylnością w ładz diecezjal­

nych.

Po czterech latach pracy re p ety to ra w konwikcie we W rocławiu,.

2 m arca 1927 r. ks. G rzondziel został m ianow any w ikarym przy p a ­ rafii Sw. Jacka w B ytom iu.39 Już w lutym tego ro k u zastępow ał chorego nauczyciela D urynka w szkole średniej przy ul. P iekarskiej, dojeżdżając w określone dni z W rocław ia. Uczył reiig ii a talkże h i­

storii i geografii. Liczył się już w tedy z możliwością pozostania p rz y parafii NM P w B ytom iu.40 Je d n a k ze w zględu na zwolnione m iej­

sce w p arafii Sw. Jacka, ks. Grzondziel otrzym ał nom inację do tej parafii. O statnie egzam iny przeprow adził w konw ikcie w końcu lutego 1927 r. i od razu wszedł do pracy duszpasterskiej, której

36 AUWr, Księga promocji z lat 1909—1932 na Wydziale Teologii Ka­

tolickiej; por. Z a w i s z a , Studenci Polscy ... s. 82

37 A. S a b i s c h , Dr Heinrich Grzondziel ... s. 190—191; W aktach AUWr nie ma żadnych materiałów dotyczących pracy doktorskiej, re­

cenzji i obrony. . . , ,, _

38 Jako biskup przy bierzmowaniu pytał dzieci trudno, ścisie według sformułowań naukowych — informuje ks. Sossalla.

39 Schematyzmy diecezji wrocławskiej z lat 1927—1929. Parafia Sw.

Jacka na Rozbarku, przedmieściu Bytomia, do r. 1915 należała do pa­

rafii NMP przeważała ludność polska. Proboszczem był ks. Franciszek Strzybny (w latach 1915—1936). Szarlej należał już do diecezji katowic­

kiej i tym samym do Polski. Bytom pozostał jednak pewnym ośrod­

kiem także i dla mieszkańców miejscowości leżących za granicą.

40 Por. w tej sprawie listy do rodziców z 18 X 1926 i 7 II 1929.

(9)

•272 K S . J A N K O P I E C [16]

w w ielkiej, w dodatku przygranicznej p arafii nie brakow ało. Pew ien klim at ówczesnej pracy oddają autobiograficzne arty k u ły spraw o­

zdawcze z różnego rodzaju spotkań z w yjątkow ym i penitentam i, z w alki z chuligaństw em i pijaństw em .41 Ten jedyny wiikariuszow- ski okres p racy duszpasterskiej ks. Grzondziela dostarczył m u w iele cennych doświadczeń, o których pam iętał do końca i którym i dzie­

lił się, szczególnie z m łodymi księżmi.

Po dw u latach pracy w B ytom iu otrzym ał 16 stycznia 1929 r.

nom inację n a okręgow ego dyrek to ra C aritasu z siedzibą w Zabrzu- -Bisikupicach, k tórą proponow ano m u już wcześniej.42 M ieszkał w pryw atnym m ieszkaniu, tylko odpraw iał Msze św. i niekiedy pom a­

gał w m iejscow ym kościele parafialn y m św . Ja n a Chrzciciela. Był jed n ak częstym gościem „ukochanego księdza proboszcza, starszego k ap łan a”, którym był ks. A. B ertzik.43 Rodzaj p racy był chyba ten sam, o którym w spom inał rodzicom przed czterem a laty: m iał za­

chęcać lud do o fiar m iłosierdzia, zajm ow ać się ludem biednym i nędznym . O konkretnych zadaniach w iem y ze w spom nień; m iał w tedy żywe k o ntakty z niew idom ym i, i to zarówno z pojedynczym i osobami ja k i zw iązkiem niew idom ych.44 W arto też wspomnieć, że z okresu pracy ks. Grzondziela w B iskupicach pochodzi „w ykaz księży n a Śląsku Opolskim przyznających się do polskości”, gdzie wśród dw unastu innych podany^jest ks. Grzondziel jako dobry ka­

znodzieja, m ów iący dobrą polszczyzną.45

Dnia 1 lipca 1931 r. 34-letni ks. H en ry k G rzandziel został m iano­

w any proboszczem p arafii Sw. A ntoniego w W ójtowej W si koło Gliw ic.46 B yła to jego pierw sza sam odzielna placów ka duszp aster­

ska. P a ra fię ob jął po ks. B orku w nie najlepszej sytuacji i atm osfe­

rze, stąd przed ks. Grzondzielem stanęły dość delikatne zadania.47 W św ietle w yników jego czteroletniej pracy w tej p arafii można stw ierdzić, że z zadania w yw iązał się należycie. Oprócz norm alnych zajęć zw iązanych z funkcjonow aniem p arafii jako instytucji, na uw agę zasługuje w yraźna gorliwość duszpasterska i szukanie kon­

ta k tu z w iernym i. W łączności z tym nastaw ieniem pozostaje zaan­

gażowanie w w ygłaszaniu polskich kazań, różnych n au k i katechi-

41 Por. H. G r z o n d z i e l , Mo pan przyw ilej być mężczyzną, „Prze­

wodnik Katolicki” 1962 s. 675; H. G r z o n d z i e l , Wspomnienia z mej walki z chuligaństwem i pijaństwem , „Przewodnik Katolicki” 1962 s. 138

42 Por. przypis 35.

43 Ur. 1864, proboszczem w Biskupicach był w latach 1897—1941.

44 H. G r z o n d z i e l , Spod progu wieczności, „Przewodnik Katolicki”

1965 s. 387

45 A. Z a w i s z a , Studenci Polscy ... s. 27

46 Schematyzmy diecezji wrocławskiej z 1. 1931—1935. Parafia Wój­

towa Wieś została wydzielona z parafii Wszystkich Świętych w Gliwi­

cach w r. 1918. Kościół Sw. Antoniego zbudowano w latach 1925—

— 1927. W r. 1935 parafia liczyła 5200 mieszkańców.

47 Informacje p. Fulczyk z Wójtowej Wsi.

(10)

38. Henryk Grządzael z siostrą Salomeą (1916)

(11)

40. Ks. biskup H. Grządziel

[17] K S . B P H E N R Y K G R Z O N D Z IE L 273

zacji.48 W opinii byłych p arafian ks. Grzondziel mówił po polsku pięknie i płynnie, czym im ponow ał m ieszkańcom . Z aangażow any był tak że silnie w pracy p arafialnych związków: Sodaiicji M ariańskiej, III Zakonu św. Franciszka, Żywego Różańca i chóru kościelnego.

Istniały zawsze w parafii dwie gru/py tych związków ze względów językow ych — polskie prow adził zawsze ks. Grzondziel. Organizo­

w ał w iele pielgrzym ek i wycieczek p arafialnych i związkowych;

Góra Św. Anny, P iekary, Łany, Sośnicowice — to najczęstsze m iej­

sca wyjazdów. D aw ało to ks. Grzondzielowi dodatkow ą okazję do ściślejszego k o n tak tu i oddziaływ ania na wiernych".

Życie religijne w parafii za czasów proboszcza ks. Grzondziela nie odbiegało od innych p arafii w górnośląskim oikręgu przem ysło­

wym i zdeterm inow ane było dwujęzycznością w iernych. S tąd układ poszczególnych nabożeństw i odpraw ianych Mszy św. m usiał ten fa k t uw zględniać. I tak w niedziele o g. 6 odpraw iana była Msza św. polska, o 7,30 niem iecka i o 9.30 sum a polska. Nieszpory były o 15 po polsku, niem ieckie tylko w w iększe św ięta. N abożeństw a okresow e (majowe, różańcowe i in.) na przem ian były polskie i nie­

mieckie. Um ożliwiało to w szystkim uczestniczyć w życiu parafii.

Nie ulega wątpliwości, że okres spraw ow ania funkcji proboszcza przez ks. Grzondziela w W ójtowej Wsi przypadał n a lata konsoli­

dow ania się sił narodow ego socjalizm u w Niemczech. Odbijało się to także na życiu wspólnot parafialnych, w ram ach których w pierw szym rzędzie atakow ano polskie nabożeństw a. W W ójtowej Wsi już w r. 1932 odczuwano te nastroje, które z biegiem czasu przybierały na sile. W pam ięci parafian p rzetrw ały liczne stosun­

kowo akcje, przew ażnie o chuligańskim charakterze (naw et podczas nabożeństw), w których jedynie silny au to ry tet ks. Grzondziela ochładzał napięcie między m ieszkańcam i. W tym śiwietle decyzja o przeniesieniu do W rocławia, dość nagła i zaskakująca 4®, w iązana była przez mieszkańców W ójtow ej Wsi w yłącznie z postaw ą ich proboszcza w spraw ie języka polskiego i zdecydow aną obroną inte­

resów polskiej ludności.

Do spraw gospodarczych ks. Grzondziel nie m iał zacięcia i nie lu­

bił ich. Z pobytu jego w W ójtow ej W si można wskazać na ołtarz M atki Bożej, grotę lourdsiką przy kościele i powołanie kom itetu budow y organów .50 * P rzy tym to, że był bardzo w rażliw y n a potrze­

by biednych, hojny dla nich, wręcz rozrzutny — staw iało go nieraz w kłopotliw ych sytuacjach finansow ych. Na szczęście dla ks. Grzon-

48 Do I Komunii św. ks. Grzondziel przygotowywał zawsze grupę pol­

ską.49 Informowano mnie w Wójtowej Wsi o fakcie zamówienia jeszcze zimą czy wczesną wiosną r. 1935 Mszy św. na lipiec z okazji urodzin ks. proboszcza Grzondziela. Odpowiedział, że nie będzie już potrzebna i nie mógł ukryć wzruszenia.

50 Ukończone w r. 1936 za następnego proboszcza.

18 — N a s z a P r z e s z ł o ś ć t . 47

(12)

274 K S . J A N K O P I E C [18]

dzieła, blisko była m atka i siostra, które troskliw ie um iały zaradzać doraźnym brakom .

Dla pełności obrazu ks. Grzondziela jako młodego proboszcza w a r­

to nadm ienić o niezw ykłej jego skrom ności i spokojnym usposobie­

niu. P ara fian znał; urządzał częste spacery przez wioskę, często z góry zaplanow ane, w ykorzystując je na żywe rozmow y z n ap o t­

kanym i ludźmi. Był cenionym spow iednikiem . Przez cztery lata pobytu w p arafii dał się poznać jako człow iek Boży.

N om inacją z dnia 5 m aja 1935 r. kard. B ertra m skierow ał 38-let- niego ks. Grzondziela na bardzo odpow iedzialne stanow isko ojca duchownego alum nów we W rocławiu, do nowego gm achu alum natu na K arłow icach 51. Człowiekowi o głębokim życiu w ew nętrznym , ja ­ kim był w łaśnie ks. Grzondziel, stanow isko to daw ało szerokie moż­

liwości form ow ania sylw etek przyszłych duszpasterzy. P rac a w tam tym okresie we W rocław iu była specyficzna. K ażdy kandydat do stan u duchow nego studiow ał n a jp ie rw na w ydziale n a rów ni z innym i studentam i, m iał okazję także kilka sem estrów odbyć w innym uniw ersytecie, dopiero n a ostatni rok przychodził do alum natu, w ciągu którego przyjm ow ał w szystkie święcenia, od ton- su ry począwszy, oraz uzupełniał w ykształcenie liturgiczne i asce­

tyczne. Nie ulega wątpliwości, że ta k krótki okres czasu zobowią­

zywał w szczególny sposób ojca duchow nego do m aksym alnego w y­

siłku w kieru n k u dobrego w ypełnienia swoich obowiązków. P raca była ściśle u ję ta w pew ien stały rytm , wyznaczona obowiązkiem spraw ow ania religijnych czynności dla alum nów, głoszenia konfe­

rencji, rekolekcji i innych ćwiczeń duchow nych, ze szczególnym za­

akcentow aniem osobistych spotkań z alum nam i. N adto ks. G rzon­

dziel w alum nacie prow adził w ykłady dogm atyki, starając się b a r­

dzo przystępnie i pod k ątem przyszłej pracy duszpasterskiej przed­

staw ić system praw d w iary. W opinii ksdęży-wychowanków ks.

Grzondziela, spełniał on te funkcje przez 10 la t wzorowo.

Przez ponowne przyjście do W rocław ia i piastow anie ważnego stanow iska diecezjalnego ks. Grzondziel znalazł się w gronie n a j­

bardziej prom inentnych osób diecezji w rocław skiej. Dotychczaso­

we jego zasługi duszpasterskie, potw ierdzone przez wzorowe speł­

nianie aktualn y ch obowiązków z pew nością czyniły z jego osoby k an dydata do wyższych godności kościelnych. Już w Okresie wojny od 1942 r. był n a liście kandydatów w ysuw anych przez konferencję E piskopatu niem ieckiego w Fuldzie do godności biskupiej. Używano go do w ypełniania poufnych zadań zlecanych przez n u n cjatu rę w B erlinie.52 B ył równocześnie zaangażow any w tłum aczenie listów pasterskich kard. Beirtrama na język polski, obok sufragana bisku-

51 Por. Schematyzmy diecezji wrocławskiej od r. 1936.

62 A. S a b i s c h , Dr Heinrich Grzondziel ..., s. 199

[19] K S . B P H E N R Y K G R Z O N D Z I E L 275

pa W. W ojciecha i ks. dra P. Łukaszczyka.53 Na ten okres przypa­

da odznaczenie godnością ra d cy duchow nego.54

Ptrzez cały okres w ojny m ieszkał ks. Grzondziel we W rocław iu w alum nacie na K arłow icach, w ypełniając swoje duchow ne obo­

wiązki. Tam też w początkach 1945 r. był św iadkiem likw idacji w ładztw a niem ieckiego na Śląsku oraz przejm ow ania ty ch terenów przez w ładze polskie.

T ragicznym dla ks. H enryka przeżyciem w czasie w ojny była śm ierć siostry Salom ei w Oświęcimiu, dokąd dostała się za prow a­

dzenie p racy dobroczynnej n a rzecz Polaków w R udzie Śl.55 Sam H enryk był niepokojony przez gestapo we W rocław iu kilka razy.

W tym sam ym roku zginął w D achau ukochany przez niego ks. Jó ­ zef Czempiel.

3. PRACA W ARCHIDIECEZJI WROCŁAWSKIEJ W LATACH 1945—1953

W w y n ik u zakończenia 'II w ojny św iatow ej n astąp iły daleko id ą­

ce zm iany na tere n ie daw nej archidiecezji w rocław skiej. Oprócz zm iany przynależności państw ow ej, rów nież w dziedzinie adm ini­

stracji kościelnej w prow adzono now e podziały. Śląsk Opolski w y­

łączono jako sam odzielną jednostkę kościelną z siedzibą w Opolu, m ianując dla niej adm in istrato ra apostolskiego. O krojona archidie­

cezja w rocław ska obejm uje odtąd te re n nowego w ojew ództw a w ro ­ cław skiego, 2 pow iaty śląsko-dąbrow skiego i 4 zielonogórskiego. W y­

łonił się także problem obsady personalnej tej p ra sta re j stolicy ko­

ścielnej. W dodatku 6 lipca 1945 zm arł kard. B ertram . N ajpierw zarządzał archidiecezją w rocław ską ks. in fu ła t K arol M ilik (1945—

51), po nim ks. Kazim ierz Lagosz (1951—56). Nie trzeb a wspom inać o olbrzym ich obowiązkach stojących przed Kościołem w ty ch latach pow ojennych. Zniszczone w większości m iasta Dolnego Śląska, ko­

nieczność nowej polityki personalnej, związanej z napływ em ludno­

ści i kapłanów z w ielu stron kraju, głównie ze w schodnich rejo ­ nów, zw iązanie ich z now ym teren em — w ym agały postaw ienia tych sp raw n a plan pierw szy 56 * *. K apłanów pracujących przed 1945 r. n a

53 Informacje ks. ¡Sossalli.

54 Adnotacja o tej godności ks. Grzondziela pojawia się po raz pierw­

szy w schematyzmie na r. 1942 s. 11

45 Akcję charytatywną na rzecz jeńców wojennych i więźniów pol­

skiego pochodzenia na terenie Rudy organizował tamtejszy wikary ks.

Jan Macha (1914—1942), ścięty w Katowicach 3 XII 1942, E. W i c h u r a - - Z a j d e l , Z dziejów duch. polsk. ... s. 126—128. Do tej akcji należała także Salomea aresztowana w lutym 1942., zm. tegoż roku w Oświęci­

miu. Por. odpis urzędowego aktu zgonu, który jest w posiadaniu H. Ku­

ny w Panewnikach.

** Bp W. U r b a n , Archidiecezja wrocławska w latach 1945—1965,

„Nasza Przeszłość” 1965 t. 22 s. 69—76; A. S a b i s c h , Dr Heinrich Grzondziel, s. 194.

(13)

276 K S . J A N K O P I E C [20]

terenie archidiecezji pozostało w zm ienionej rzeczywistości niew ie­

lu. Masowe w yjazdy i w ysiedlenia spow odow ały ten stan. Między pozostałym i znalazł się ks. Grzondziel, który pozostał w iem y swojej diecezji m im o zmian, przez które przeszła.

M ieszkanie i bibliotekę na K arłow icach utracił. Zam ieszkał n a j­

p ierw w jakim ś prow izorycznym m ieszkaniu, a n astępnie u Sióstr B arom euszek przy ul. Pom orskiej 31-33. Nie pozostał biern y wobec problem ów now ej adm inistracji kościelnej. Jeszcze w 1945 r. władze niem ieckie diecezji zorganizow ały we W rocław iu k u rs teologii dla pow racających z w ojny luib niew oli studentów , których zgrom adzo­

no dw udziestu. Na W ielkanoc 1946 r. wyświęcono czterech z nich.

Ks. G rzondziel spełniał w tedy n a d a l fu nkcje ojca duchow nego dla nich.57

W iększa część św iątyń w rocław skich leżała w 1945 r. w gruzach.

Jed n ą z nich był kościół p. w. Im ienia Jezus, przy którym mieściła się p arafia Św. M acieja. Kościół ten znacznie został uszkodzony w poniedziałek w ielkanocny 1945 r. Z araz też niem iecki proboszcz tej św iątyni ks. Józef S chönauer p rzystąpił do ratow ania i odbu­

dowy kościoła. Do pomocy w duszpasterstw ie, szczególnie nad Po­

lakam i, k u ria w rocław ska przydzieliła ks. Grzondziela, który n a ­ stępnie od 16 g ru d n ia 1946 r. został adm inistratorem tej parafii.

Jed n a k nie n a długo, bo w 1947 r. ks. Miliik przekazał duszpaster­

stwo p arafii św. M acieja Jezuitom . W zw iązku z tym ks. Grzondziel otrzym ał 21 stycznia 1947 r. nom inację na duszpasterza p arafii Św.

S tanisław a i Doroty, która to św iątynia w pow ojennym okresie spełniała fu nkcje prokatedry. P rze ją ł te funkcje po ks. Lagoszu, który przedtem równocześnie by ł proboszczem p arafii Św. Bonifa­

cego. W ładza proboszczowska ks. G rzondziela została równocześnie rozszerzona na obszar p arafii Sw. W incentego i p arafii Bożego Cia­

ła.58 Kościół Sw. S tanisław a i D oroty przejął ks. Grzondziel już w stanie doprow adzonym do możliwości funlkcjonowania. P rzy po­

mocy tylko jednego w ikarego prow adził pracę duszpasterską na rozległym terenie. W spełnianiu poszczególnych obowiązków p ara­

fialnych był n ad w yraz gorliw ym kapłanem . M ieszkanie jego na drugim piętrze odbudow anej plebanii było często odwiedzane przez now ych p arafian, którzy szukali swego m iejsca w nowej rzeczyw i­

stości. Z kazaniam i często zapraszał księży z K urii, rekolekcje głosili kilka razy franciszkanie z Kairłowic. Za czasów proboszcza ks.

Grzondziela nie było jeszcze w p arafii żadnych związków relig ij­

nych, p raca była skierow ana na doprow adzenie do porządku pod-

57 Bp W. U r b a n , Archidiec. wrocł. ... s. 48; A. S a b i s c h , Dr Hein­

rich Grzondziel... s. 193. Święceń udzielił sufragan wrocławski bp J. Ferche. Por. listy do matki z 16 i 21 XII 1945.

“ W. S z e t e l n i c k i , Odbudowa kościołów w archidiecezji w ro­

cławskiej w latach 1945—1972, Roma 1975 s. 356

[21] K S . B P H E N R Y K G R Z O N D Z I E L 277

staw ow ych in sty tu cji parafialn y ch i otoczenie troską duszpasterską now ej ludności.59 60

W pierw szych latach pow ojennej reorganizacji archidiecezji w ro­

cław skiej ks. G rzondziel znalazł się w centraln y ch urzędach.

W 1947 r. pow stała D iecezjalna U nia Apostolstw a K apłanów , któ­

rej dyrektorem został ks. G rzondziel.69 B rał udział w rekolekcjach i zjazdach organizow anych przez U nię. W roku 1948 został pow oła­

ny do grona sędziów prosynodalnych w nowo tw orzącym się Sądzie D uchow nym archidiecezji w rocław skiej.61

W yrazem szczególnego uznania dla osoby ks. G rzondziela było pow ołanie go w skład w ykładow ców tw orzącego się od podstaw Se­

m inarium Duchownego.62 Obowiązek skom pletow ania k ad ry wycho­

wawców i profesorów zlecił ks. ad m in istrato r M ilik ks. Józefowi M arcinow skiem u, kapłanow i z archidiecezji w ileńskiej. Zw rócił się on n ajp ierw do ks. Grzondziela z propozycją podjęcia przez niego poprzednich obowiązków ojca duchownego, n a co ten się nie zgo­

dził. P rzy stał natom iast n a propozycję podjęcia w ykładów dogm a­

tyki. Na ro k akadem icki 1949/50 ks. M ilik zlecił tylko ustnie to za­

danie, z w ynagrodzeniem jako profesora kontraktow ego, tzn. w za­

leżności od ilości godzin w ykładow ych i w wysokości ustalonej dla w ykładow ców zleconych. N a tych sam ych w arunkach pozostaw ało zlecenie na następny rok akadem icki z zaznaczeniem jednak, aby dążyć w przyszłości do obsady stanow isk profesorskich w Sem ina­

rium przez księży w olnych od zajęć pozasem inaryjnych.63

W d n iu 19 czerw ca 1949 r. zm arła w w ieku 80 la t m atk a ks.

Grzondziela, której pogrzeb odbył się trzy dni później w K atow i- cach-Panewnifcach. Z tą chw ilą nie posiadał żadnych bliższych w ię­

zów rodzinnych poza k o n tak tam i z kuzynką, która od dłuższego czasu pielęgnow ała chorą m atkę. Również w tym czasie dołączyły się pew ne kłopoty n a tu ry finansow ej, które egzekw ow ał urząd fi­

nansow y w ładz m iejskich W rocław ia — w zw iązku z tym przez pew ien okres potrącano ks. Grzondzielowi z pensji znaczną kw otę 146 zł, przy poborach 651,95 zł.64 Zm iana rządcy diecezji w 1951 r.

zaznaczyła się też stopniow ym i zm ianam i w życiu ks. Grzondziela:

27 m arca 1951 r. został zw olniony z obowiązków duszpasterskich w p arafii Sw. S tanisław a i Doroty. W ykorzystując tę Okoliczność ks. re k to r M arcinow ski doprow adził do spisania form alnej um ow y

59 Informacje p. Szandlewicza, ówczesnego kościelnego przy parafii Św. Stanisława i Sw. Doroty.

60 Bp W. U r b a n , Archidiec. wróci. ... s. 35

61 Schematyzm duchowieństwa i kościołów archidiecezji wrocławskiej 1952, s. 14

92 O odbudowie seminarium por. Bp W. U r b a n , Archidiec. wróci. ...

s. 48—50.

93 Informacje ks. infułata J. Marcinowskiego; Archiwum Seminarium Duchownego we Wrocławiu, teczka: Profesorowie, pismo z 10 X 1949

94 Arch. Semin. Duch. Wr., teczka: Profesorowie, listy z r. 1951.

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :