Kraszewskiego. Tytan pracy dla Polski

W dokumencie Nowe Zagłębie, 2012, nr 6 (24) (Stron 26-30)

Literatura

strofa po strofie, moja babcia. Godzi się go przytoczyć w całości:

Był sobie dziad i baba, Bardzo starzy oboje, Ona kaszląca i słaba, On skurczony we dwoje.

Mieli chatkę maleńką, Taką starą jak oni, Jedno miała okienko I jeden był wchód do niej.

Żyli bardzo szczęśliwie I spokojnie jak w niebie, Czemu ja się nie dziwię, Bo przywykli do siebie.

Tylko smutno im było, Że umierać musieli, Że się kiedyś mogiłą Długie życie rozdzieli.

I modlili się szczerze, Aby Bożym rozkazem, Kiedy śmierć ich zabierze, Zabrała dwoje razem.

– Razem? To być nie może, Ktoś choć chwilę wprzód skona!

– Byle nie ty, nieboże!

– Byle tylko nie ona!

– Wprzód umrę! – woła baba.

– Jestem starsza od ciebie, Co chwilę bardziej słaba, Zapłaczesz na pogrzebie.

– Ja wprzódy, moja miła.

Ja kaszlę bez ustanku I zimna mnie mogiła Przykryje lada ranku.

– Mnie wprzódy! – Mnie, kochanie!

– Mnie, mówię! Dośćże tego, Dla ciebie płacz zostanie!

– A tobie nic, dlaczego?

I tak dalej, i dalej Jak zaczęli się kłócić, Jak się z miejsca porwali, Chatkę chcieli porzucić.

Aż do drzwi, puk, powoli:

– Kto tam? – Otwórzcie, proszę, Posłuszna waszej woli, Śmierć jestem, skon przynoszę!

– Idź, babo, drzwi otworzyć!

– Ot to, idź sam, jam słaba, Ja pójdę się położyć – Odpowiedziała baba.

– Fi! Śmierć na słocie stoi I czeka tam nieboga!

Idź, otwórz z łaski swojej!

– Ty otwórz, moja droga.

Baba za piecem z cicha Kryjówki sobie szuka, Dziad pod ławę się wpycha…

A śmierć stoi i puka.

I byłaby lat dwieście Pode drzwiami tak stała, Lecz znudzona, nareszcie Kominem wejść musiała.

Łatwo zauważyć, że w wierszu tym mógł mnie pociągać, i rzeczywiście mnie pociągał, swego rodzaju dowcip, ton za-bawowy, ludyczny, oraz jego dydaktyzm, który można przełożyć na maksymę, iż nigdy nie należy się pochopnie zarzekać.

Życie pokaże prawdę, ujawni nasze praw-dziwe wnętrze i nasz charakter…

Kraszewski żył i tworzył w epoce ro-mantyzmu, w którym przede wszystkim rozwijała się wspaniała poezja i dramatur-gia narodowa. Jednak wybitnym poetą nie był. Stworzył natomiast wspaniałą, różno-rodną prozę, zwłaszcza powieść. Gatunek ten rozwijał się z powodzeniem na Zacho-dzie, zwłaszcza we Francji, w Niemczech, w Anglii. W Polsce ten gatunek zaczął się rozwijać w wieku XVIII i był reprezentowa-ny przez dokonania Ignacego Krasickiego.

Później przyszły dzieła Fryderyka Skarb-ka, Klementyny z Tańskich Hoffmanno-wej, Gabrieli Żmichowskiej. Wiek Oświe-cenia rozwinął pasje poznawcze Polaków, rozwinął kult wiedzy, spopularyzował czy-telnictwo czasopism, książek naukowych i beletrystyki, z której w przyszłości miał zasłynąć Kraszewski.

Józef Ignacy Kraszewski, syn Jana i Zo-fii z Malskich urodził się w Warszawie 28 lipca 1812 roku, a więc dwieście lat temu.

Zmarł w Genewie 19 marca 1887 prze-żywszy 75 lat.

Pochodził z rodziny ziemiańskiej pie-czętującej się herbem Jastrzębiec. Był naj-starszym z pięciorga rodzeństwa. Wycho-wywał się w Romanowie pod opieką babki.

Wiedzę zdobywał w Akademii Podlaskiej,

w szkole wojewódzkiej w Lublinie, a na-stępnie uczęszczał do gimnazjum w Świsło-czy, gdzie uzyskał świadectwo dojrzałości.

W roku 1829 podjął studia w Uniwersy-tecie Wileńskim, najpierw na wydzia-le wydzia-lekarskim. Wkrótce wybrał literaturę.

Aresztowany za udział w ruchu spisko-wo-niepodległościowym, na szczęście uniknął zsyłki. Otrzymał natomiast na-kaz osiedlenia się w Wilnie pod dozorem policyjnym. W tym czasie prowadził ba-dania nad historią Wilna. Cenił ideę wal-ki o niepodległość Polswal-ki, ale nie bardzo wierzył w jej skuteczność.

Założywszy rodzinę z Zofią Woro-niczówną, poślubioną w 1838 roku, na Wołyniu próbował gospodarzyć na roli.

Przeżywał trudności i rozliczne kłopoty.

Przeniósł się do Żytomierza. W tym wiel-kim ośrodku istniały urzędy carskie, ale polskie środowiska były stosunkowo sil-ne. Tutaj kwitło życie towarzyskie i kultu-ralne szlachty w takim stopniu, w jakim na to pozwalały władze zaborcy. Bierze w nim udział Kraszewski, staje się praw-dziwym autorytetem, zdobywa sławę jako pisarz, publicysta społeczny, redaktor zna-czących gazet. Odbywa w 1858 roku dłu-gą podróż po Europie, staje się zwolen-nikiem przemian demokratycznych oraz gospodarczych, wspiera wnioski o nada-nie chłopom ziemi.

Poróżniony ze szlachtą wołyńską prze-niósł się do Warszawy, gdzie redagował

„Gazetę Codzienną”, propagował kapitali-styczne przemiany społeczno-gospodarcze, angażował się w życie polskiej emigracji na Zachodzie. Mimo, że nie był przeko-nany do walki zbrojnej, był podejrzewany o sprzyjanie powstańcom. Wskutek tego pod koniec stycznia 1863 roku musiał opu-ścić Warszawę. Tak skończył się okres wo-łyńsko-warszawski w życiu pisarza.

Osiedlił się w Dreźnie. Tutaj jako Bo-lesław BoBo-lesławita wspierał piórem pol-skich powstańców. Od tego momentu nie mógł już do Warszawy powrócić. W tym

„okresie drezdeńskim” przeżywał boleśnie klęski narodowe, a także trudności finan-sowe i rodzinne nieszczęścia. W celach leczniczych wędrował po Europie. Starał się osiedlić w wymarzonym Krakowie, ale plany się nie powiodły z powodu nieprzy-chylności konserwatystów. Prowadzenie założonej w Dreźnie w 1868 roku dru-karni zakończyło się stratami i jej likwi-dacją w 1871. Jubileusz

pięćdziesięciole-Literatura

cia pracy literackiej w roku 1879 przyniósł Kraszewskiemu entuzjastyczne przyjęcie zgotowane przez mieszkańców Podwawel-skiego Grodu. Potem znów przyszła nie-dola. W 1883 roku został przez Niemców oskarżony o działalność szpiegowską na rzecz Francji i skazany na trzy i pół roku więzienia w Magdeburgu. Zwolniony wcze-śniej za kaucją na skutek choroby, wyje-chał do San Remo. Zmarł w Genewie 19 marca 1887 roku. Zniewolony przez za-borców naród polski oddawał swojemu pisarzowi hołd przez pochówek w naro-dowym sanktuarium na Skałce. Następ-ne pokolenia sięgały po owoce jego tru-du, by za jego sprawą umacniać poczucie narodowej tożsamości.

Kiedy z początkiem lat pięćdziesią-tych XX wieku studiowałem polonisty-kę na Wszechnicy Jagiellońskiej, miałem szczęście słuchać przez cały rok wykładów wybitnego znawcy romantyzmu, Juliusza Kleinera (1886–1957), wykładów zakoń-czonych egzaminem 21 czerwca 1954 roku.

Do dzisiaj pamiętam głos tego przednie-go retora, mistrza polskiej mowy. „Ju-lek” – bo tak ciepło nazywaliśmy profe-sora – nie tylko wielbił Mickiewicza, czy Słowackiego. Cenił także tak zwanych

„romantyków krajowych” – w tym szcze-gólnie Kraszewskiego. Nazywał go „tyta-nem pracy dla Polski”. Cenił w Kraszew-skim to, że w swych utworach ukazał on życie różnych stanów, stworzył bogatą

ga-lerię ludzkich postaci, był zwolennikiem demokracji, a jednocześnie wielbicielem, sarmatyzmu. Wprawdzie brakowało jego powieściom stylistycznego wycyzelowa-nia, ale miały one wielekroć smak pysz-nego „razowego chleba”.

Kraszewski nie zabiegał o wsparcia róż-nych partii. Dla niego najszlachetniejszą

„partią” była ojczyzna. Po prostu – POL-SKA. Dzięki sztuce pisarskiej, działalno-ści literackiej i twórczodziałalno-ści plastycznej Kra-szewskiego w wyobraźni i w sercu naszych rodaków zmartwychwstawała Polska w ca-łej urodzie i potędze, mimo, że – po Kon-gresie Wiedeńskim w 1815 roku – nie było jej na oficjalnej mapie dziewiętnastowiecz-nej Europy. W jego powieściach historycz-nych staje przed naszymi oczyma Polska czasów minionych. Nawet gdy pisał o sta-rożytności (Rzym za Nerona), zawsze my-ślał o swojej ojczyźnie, Polsce i Polakach.

Tworzył literackie wizje o początkach pań-stwa polskiego, o naszych dziejach wieku XV, wieku XVIII i początkach wieku XIX.

Największe znaczenie w twórczości Kra-szewskiego mają powieści, których napisał 231. Mamy w tym aż 144 powieści o tematy-ce obyczajowej, społecznej, a także chłopskiej.

Trzeba podkreślić ten fakt, że Kraszewski stworzył poniekąd od podstaw autentycz-ną powieść ludową. To w jego prozie po-jawia się chłop jako główny bohater, a nie jako postać drugorzędna, marginalna. Do najwartościowszych powieści tej

odmia-ny gatunkowej trzeba zaliczyć takie utwory, jak: Ulana, Historia Sawki, Budnik, Ostap Bondarczuk, Jaryna, Ładowa Pieczara, Cha-ta za wsią, Jermoła, Historia kołka w płocie.

W swoim czynnym, aktywnym życiu pisarz doskonale poznał życie polskiej wsi pod za-borami i ukazywał ją oraz lud na sposób ro-mantyczny. Chłop w jego wizjach literackich jest żywym wcieleniem pierwotności, natu-ralności, nie skażonej przemianami cywili-zacyjnymi. Podobnie jak natura, bywa do-bry i zarazem okrutny. Przyjazny i niekiedy przebiegły i wyrachowany. Pisarz pokazu-je z wielką maestrią dwoistość natury ludu wiejskiego, jego zwierzęcość i jednocześnie zadziwiającą subtelność. Z czasem tematy-ka wiejstematy-ka zaczęła znitematy-kać z warsztatu pisar-skiego autora Ulany. Pisarz coraz intensyw-niej wchodził w świat HISTORII.

W latach 1876-1890 wyszedł w druku cykl Dzieje Polski złożony z 29 powieści Kraszewskiego przedstawiających historię naszego narodu w porządku chronologicz-nym. Są to: 1. Stara baśń (1876), 2. Lubonie:

powieść z X wieku (1876), 3. Bracia Zmar-twychwstańcy: powieść z czasów Chrobre-go (1876), 4. Masław (1877), 5. Boleszczy-ce: powieść z czasów Bolesława Szczodrego (1877), 6. Królewscy synowie: powieść z cza-sów Władysława Hermana i Krzywouste-go, 7. Historia prawdziwa o Petrku Właście palatynie, którego zwano Duninem: opo-wiadanie historyczne z XII wieku, 8. Stach z Konar: powieść historyczna z czasów Ka-zimierza Sprawiedliwego, 9. Waligóra: po-wieść historyczna z czasów Leszka Białego (1880), 10. Syn Jazdona: powieść histo-ryczna z czasów Bolesława Wstydliwego i Leszka Czarnego, 11. Pogrobek: powieść z czasów przemysławowskich, 12. Kraków za Łoktka: powieść historyczna, 13. Jelita:

powieść herbowa z r. 1331, 14. Król Chło-pów: powieść historyczna z czasów Kazi-mierza Wielkiego, 15. Biały książę: czasy Ludwika Węgierskiego, 16. Semko: cza-sy bezkrólewia po Ludwiku : Jagiełło i Ja-dwiga, 17. Matka królów: czasy Jagiełłowe (1883), 18. Strzemieńczyk: czasy Włady-sława Warneńczyka, 19. Jaszka Orfanem zwanego żywota i spraw : Jagiełłowie do Zygmunta, 20. Dwie królowe, 21. Infant-ka (1884), 22. Banita: czasy Stefana Bato-rego, 23. Bajbuza: czasy Zygmunta III, 24.

Na królewskim dworze: czasy Władysława IV, 25. Boży gniew: czasy Jana Kazimierza, 26. Król Piast: (Michał książę Wiśniowiec-ki), 27. Adama Polanowskiego, dworzanina

Literatura

Biała Podlaska. Pomnik Józefa Ignacego Kraszewskiego. Fot. G. W. Tężycki

króla Jegomości Jana III notatki, 28. Za Sa-sów, 29. Saskie ostatki: August III.

Otwierająca ten cykl Stara baśń (1876) poświęcona jest legendarnym początkom państwa polskiego. Chodzi o okres przed objęciem władzy przez pierwszego władcę Polan – Siemowita Piastowica. Rzecz roz-grywa się w IX wieku, kiedy to miejsce księ-cia Popiela zajęła dynastia Piastów. Powieść składa się z trzech tomów (30 rozdziałów).

Książka zawiera sporą ilość archaizmów (np. skórznie, tok, dziewiarz) oraz wyrazów zapożyczonych z innych języków słowiań-skich (np. hradyszcze, korowaj) ale także neologizmów stworzonych przez Kraszew-skiego i wykorzystanych w formie wyra-zów przestarzałych (np. kneź, podziomek, witeź). Prace autora nad powieścią zbiegły się z jego licznymi badaniami etnograficz-nymi. Także z lekturą prac Joachima Lele-wela i Karola Szajnochy. One w znacznej mierze wpłynęły na twórczość Kraszew-skiego. Dzieło to cechuje maestria pisarska, wysokiej klasy artyzm. Nic dziwnego, że już sam początek Starej baśni (1876) uka-zującej nasze dzieje w IX wieku, robił na mnie wrażenie przy kolejnych, właściwie bezustannych lekturach powieści:

Poranek wiosenny świtał nad czarną la-sów ławą otaczającą widnokrąg dokoła. W po-wietrzu czuć było woń liści i traw młodych, zlanych rosą, świeżo w ciągu kilku takich poranków z nabrzmiałych pączków rozwi-tych. Nad strumieniami wezbranymi jesz-cze resztką wiosennej powodzi złociły się ło-tocie jak bogate szycie na zielonym kobiercu.

Wschód słońca poprzedzała uroczysta cisza – tylko ptastwo zaczynało budzić się w gałę-ziach i niespokojnie zrywało się z noclegów...

Już słychać było świergot i świsty, i nawoły-wania drobnej drużyny. Wysoko pod chmu-rami płynął orzeł siwy, kołując i upatrując pastwy na ziemi. Zawiesił się czasem w po-wietrzu i stał nieruchomy, a potem dalej ma-jestatycznie żeglował... W borze coś zaszele-ściło i umilkło... Stado dzikich kóz wyjrzało z gąszczy na polankę, popatrzało czarnymi oczyma i pierzchnęło... Zatętniało za nimi – cicho znowu.

Z drugiej strony słychać łamiące się gałę-zie, zaszeleściał łoś rogaty – wyjrzał, podniósł głowę, powietrza pociągnął chrapami – zadu-mał się, potarł rogami po grzbiecie i z wolna poszedł w las nazad... I znowu słychać było łom gałęzi i ciężkie stąpanie.

Spod gęstych łóz zaświeciło oczów dwoje – wilk ciekawie rozglądał się po okolicy... tuż

poza nim, położywszy uszy, pierzchnął prze-lękły zając, skoczył parę razy i przycupnął.

I milczenie było, tylko z dala ozwała się po-ranna muzyka lasów... Trąciło o nie skrzydło wiosennego powiewu i gałęzie grać zaczęły...

Każde drzewo grało inaczej, a ucho miesz-kańca puszcz rozeznać mogło szmer brzozy z listki młodymi, drżenie osiczyny bojaźliwe, skrzypienie dębów suchych, szum sosen i ża-łośliwe jodeł szelesty.

Szedł wiater stąpając po wierzchołkach puszczy i głośniej coraz odpowiadały mu bory, coraz bliżej, silniej coraz muzyka gra-ła pieśnią poranną.

Ponad lasy płynęły zarumienione chmu-ry jak dziewczęta, które się ze snu zerwa-ły zbudzone i uciekazerwa-ły, czując, że obcy pan nadchodzi. Szare zrazu niebo błękitniało u góry, pozłacało się u dołu; obłoczki bia-łe, jak z rąbka obsłonki pościeli, rozwiewał wiater po lazurach. Słońce strzeliło promie-niami ku górze... noc uciekała. Widać było ostatki cieniów i mroków roztapiające się w dnia blasku. Nad strumieniami i łąkami jak dymy ofiarne zakipiały pary przejrzyste, ulatując z wolna ku niebu i ginąc w powie-trzu. Ukośne promienie słońca ciekawie za-glądały w głębiny, śledząc, co się przez noc rozrosło, zazieleniało, wykwitło.

Razem z szumem lasu zawtórował chór ptaków – wszczął się gwar wielki, ożyły w świetle łąki, zarośla, puszcze i powietrzne szlaki – wracało życie.

W promieniach wirowały, zwijały się, krę-ciły niespokojnie skrzydlate dzieci powietrza...

coś szczebiocąc do siebie, do chmur i do lasów.

Kukułki odezwały się z dala, dzięcioły ko-wale już kuły drzewa. Był dzień...

U skraju lasu, nad rzeką leniwą, która go przerzynała, wśród gęstych drzew, gdzie cień schował się jeszcze, widać było kupkę gałęzi niby szałas naprędce sklecony; kilka kołków wbitych w ziemię, a na nich nacięte kona-ry jodłowe... Obok, tuż, było wygasłe ogni-sko, spopielałe, i kilka w nim nie dopalonych głowni. Poniżej, w zielonych bujnych trawach, na sznurach do kołów poprzywiązywanych, pasły się dwa małe, grube, gęstym i najeżo-nym jeszcze zimowym włosem okryte konie.

Szelest jakiś w lesie znać je nastraszył, po-znały nieprzyjaciela, nastawiły uszy, rozdę-ły chrapy, zaczęrozdę-ły niecierpliwie nogami ko-pać w ziemię; jeden z nich zarżał, a echo po lesie poniosło ten dziki głos, który się rozległ i powtórzył słabiej za łąką...

Te cudowne fragmenty, z zapałem prze-ze mnie czytane w odległym już

dzieciń-stwie, jeszcze do dzisiaj tkwią w mej pa-mięci, dźwięczą w moich uszach, jak żywe.

Fascynowały mnie także przygody głów-nych postaci ukazagłów-nych na dramatycznym i zarazem heroicznym wątku historycznym.

Kraszewski zmarł 125 lat temu. Pocho-wany został na Krakowskiej Skałce obok Jana Długosza, Lucjana Siemieńskiego, Wincentego Pola. A przecież na swój spo-sób żyje. Wciąż czytamy jego dzieła, litera-turoznawcy badają problematykę, tematykę, poetykę i recepcję utworów Kraszewskie-go. Profesor Wincenty Danek (1907-1976) stworzył krakowską szkołę badań nad Kra-szewskim. Skupił wokół siebie ambitnych badaczy młodszego pokolenia (Stanisław Burkot i inni). Sam wydał drukiem mię-dzy innymi książki:

Publicystyka Józefa Ignacego Kraszew-skiego w latach 1859–1872 (1957), Powie-ści historyczne Józefa Ignacego Kraszewskie-go (1966), Józef Ignacy Kraszewski. Żywot i dzieła (1967), Matejko i Kraszewski. Dwie koncepcje dziejów Polski (1969), Pisarz wciąż żywy (1969), Józef Ignacy Kraszew-ski (1973), Józef Ignacy KraszewKraszew-ski. Zarys biograficzny (1976).

Z tego życiodajnego matecznika myśli humanistycznej, spod Wawelu, spod Skał-ki wyszły pokolenia badaczy dzieła Kra-szewskiego. Wydana drukiem za sprawą Wydziału Polonistyki Uniwersytetu War-szawskiego książka pod znaczącym tytułem Kraszewski – pisarz współczesny (Warszawa 1966) zawiera artykuły historyków literatu-ry, którym jest bliska osoba autora Starej ba-śni. Żaden z nich nie zajmuje się wyłącznie Kraszewskim, ale o autorze Hrabiny Cosel każdy ma coś ciekawego, oryginalnego do powiedzenia. Ich artykuły zebrane w książ-ce mówią o trwałych wartościach pisarstwa tego „tytana pracy”.

Od ponad stu dwudziestu lat z różnych krańców polskiej ziemi, oraz z różnych stron świata ciągną nasi rodacy w patrio-tycznych pielgrzymkach ku krakowskiej Skałce, aby pochylić się z zadumą nad sarkofagami wielkich Polaków. Od kilku dziesięcioleci i ja co pewien czas z potrze-by serca nawiedzam ten narodowy Pan-teon. Przystaję przy sarkofagu Wyspiań-skiego, Lenartowicza, SzymanowWyspiań-skiego, Miłosza i innych WIELKICH. Zawsze w myślach zostawiam tu szczególne po-dziękowania pochylając się przed sarko-fagiem Kraszewskiego, który tak cierpli-wie uczył mnie Polski. I polskości…

Literatura

Prof. zw. dr hab. Włodzimierz Wój-cik – urodzony 29 maja 1932 roku w Będzinie-Łagiszy, ukończył polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie pracował w latach 1969–1973. Od 1973 roku związany z Uniwersytetem Śląskim, organizował nowo powołany Wydział Filologiczny. Był prodziekanem (1973–

1975, 1977–1978) i dziekanem Wydzia-łu Filologicznego (1984–1987), dyrek-torem Instytutu Literatury i Kultury Polskiej (1987–1991), twórcą i kierow-nikiem Zakładu Literatury Współcze-snej (1981–2002). Przewodniczył Radzie Naukowej Instytutu Literatury i Kultu-ry Polskiej (1987–1991). Koordynował badania w Uniwersytecie Śląskim nad literaturą polską XX w. Był członkiem Komisji Historycznoliterackiej PAN – oddziałów w Krakowie i Katowicach, Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza, Związku Literatów Pol-skich i Górnośląskiego Towarzystwa Li-terackiego. Przez wiele lat pełnił funkcję opiekuna naukowego Muzeum Emi-la Zegadłowicza w Gorzeniu Górnym.

Profesor Włodzimierz Wójcik na-leżał do wąskiego grona założycie-li najpierw zagłębiowskiej, a później śląskiej polonistyki uniwersyteckiej.

Jako prodziekan Wydziału Filolo-gicznego Uniwersytetu Śląskiego, a w późniejszych latach wicedyrektor i dyrektor Instytutu Literatury i Kul-tury Polskiej, wreszcie twórca i przez dwie dekady kierownik Zakładu Lite-ratury Współczesnej, odcisnął trwały ślad na formule poszukiwań literatu-roznawczych oraz postawach badaw-czych wielu dzisiejszych polonistów zagłębiowskich i śląskich. Wychowaw-ca uczonych i młodzieży, był jednym z najbardziej szanowanych Mentorów naszego środowiska.

Dokonania Profesora Włodzimie-rza Wójcika dla nauki w Zagłębiu

Dą-browskim i na Górnym Śląsku są wyso-kiej rangi. Był on jednym z głównych architektów świetności śląsko-zagłę-biowskiej polonistyki, zasłużonym organizatorem dydaktyki i życia na-ukowego Wydziału Filologicznego Uni-wersytetu Śląskiego. Twórca uniwer-syteckiej szkoły badań nad literaturą polską XX wieku. Zasłużony dla inte-gracji uniwersyteckiego środowiska na-ukowego i szkolnictwa średniego, orę-downik współpracy ze środowiskami samorządowymi. Laureat licznych na-gród naukowych i regionalnych, m.in.

Nagrody Miasta Sosnowca (2002). 

Zasługi Profesora Włodzimierza Wój-cika w kształceniu kadry naukowej są imponujące. Wypromował oko-ło 1000 magistrów filologii polskiej i 18 doktorów nauk humanistycznych, zrecenzował 6 wniosków o tytuł na-ukowy profesora, 8 rozpraw habili-tacyjnych i 25 rozpraw doktorskich.

Promotor doktoratu honoris causa dla Tadeusza Różewicza w Uniwer-sytecie Śląskim (1999). Odznaczony został m.in. Krzyżem Kawalerskim i Krzyżem Oficerskim Orderu Odro-dzenia Polski, Medalem Komisji Edu-kacji Narodowej, Odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej.

Autor 15 książek własnych, redak-tor naukowy 15 prac zbiorowych, au-tor około 80 rozpraw i ponad 200 szki-ców popularnonaukowych. Wszystkie książki Profesora spotkały się z apro-batywnym przyjęciem w gronie polo-nistycznym, czego dowodem są liczne recenzje i cytacje. Szczególnie zasłu-żony dla badań nad prozą polską XX wieku w obydwu odłamach: literatury krajowej i emigracyjnej. Twórca pod-stawowych prac o twórczości Zofii Nał-kowskiej, Tadeusza Borowskiego, Zofii Romanowiczowej, twórczości poetów kręgu „Skamandra” i pisarzy

związa-nych z regionem śląskim. Moderator badań nad literaturą regionalną (ślą-ską i zagłębiow(ślą-ską), uczestnik wielu konferencji środowiskowych. Wielo-letni popularyzator polskiej literatury w ramach akcji odczytowej Towarzy-stwa Literackiego im. Adama Mickie-wicza. Redaktor serii wydawniczych (m.in. Obrazy Literatury XX Wieku), zasłużony działacz kultury.

W roku 2012 Profesor Włodzimierz Wójcik obchodził jubileusz osiemdzie-sięciolecia urodzin. Rada Miasta So-snowca przyznała mu Odznakę Zasłu-żony dla Miasta Sosnowca, honorując w ten sposób Jego ponad półwiekowe działania na rzecz nauki, oświaty i kul-tury polskiej w Zagłębiu Dąbrowskim i na Górnym Śląsku.

Cześć Jego pamięci!

Notę biograficzną przygotował Pro-fesor Marian Kisiel

Pożegnaliśmy Pana Profesora

W dokumencie Nowe Zagłębie, 2012, nr 6 (24) (Stron 26-30)