O STARYM DOMU CZARNEJ MADONNY

Pełen tekst

(1)

O STARYM DOMU CZARNEJ MADONNY

(Do dziejów obrazu M atki Boskiej Częstochowskiej)

Na w iosnę 1958 r. byłem w Czechosłowacji. W planach mojego w ojażu znalazły się i Morawy, a zwłaszcza krain a zw ana ,,M oravske V alasko”, dokąd w sw ych w ędrów kach w poszukiw aniu terenów pasterskich doszli wołoscy pasterze, przeszedłszy n ajp ierw całe pol­

skie K arpaty. K iedy w tym że regionie oglądałem w ystęp ludowego zespołu taneczno-chóralnego, doznałem jako etnograf istnego w strz ą­

su. Słuchając tam tejszych melodii a zam knąw szy oczy po chw ili napraw dę nie w iedziałem , gdzie jestem , na V alasku czy w W ójtowej koło Gorlic. I ten sam ry tm tańca. A kiedy z zaciekaw ieniem p rzy ­ słuchiw ałem się opowiadaniom słynnego tam arty sty ludowego, g ra ­ jącego na piszczałkach, stanowczo lepiej zrozum iałem go, aniżeli naszych tatrzań sk ich górali, n atu ra ln ie nie tych z Zakopanego, ale z praw dziw ych górskich wsi. Z jaw iskam i tym i zostałem w prost za­

skoczony. Ściśle — to kulturow ym i stycznym i m iędzy M orawam i a południow ą Polską. Dawniej m usiało ich być niew ątpliw ie znacz­

nie więcej.

Jednym ze szczególnych moich planów było odwiedzenie m iasta U herskiego B rodu, a w nim mego przyjaciela d ra Ja n a Pavelćika, d y rek to ra tam tejszego m uzeum im. Ja n a Komeńskiego, słynnego pedagoga, k tó ry urodził się w tym że mieście. Toteż u w ejścia do M uzeum stoi jego potężny, brązow y pom nik na w ysokim cokole.

U hersky B rod jest cichym, spokojnym pow iatow ym m iastem , liczącym dziś zaledw ie kilkanaście tysięcy m ieszkańców, m ającym jed n ak bardzo bogatą przeszłość. Po zw iedzeniu dużego i bogatego muzeum, różnych zabytków , a m iędzy nim i w spaniałego kościoła farnego, stojącego dosłownie w rynku, skierow aliśm y się na p rze­

ciwległy jego kraniec, gdzie było w idać wieże innego kościoła.

W krótce znaleźliśm y się w im ponującej św iątyni, o w ystroju baro- kowo-rokokow ym z m nóstw em ołtarzy. U w stępu przyjaciel objaśnił mnie, że do r. 1951 był to kościół dom inikański, następnie został od­

dany pod opiekę miejscowego proboszcza.

W eszliśmy do praw ej, bocznej naw y i stanęliśm y przed jednym z -ołtarzy. Ze środkowego obrazu spoglądała w naszym kieru n k u poważna, sm utna C zarna Pani, z dw iem a szram am i na p raw ym Policzku. Ta sama, jak a m ieszka w Polsce na Jasnej Górze. K iedy

(2)

przyglądałem się tem u niespodziew anem u zjaw isku, ta k odległem u od Polski, posłyszałem głos ... po czesku:

— Tak, tak! M atka Boska Częstochowska, tylko że tu taj od d aw ­ na czczona jako M atka Boska Różańcowa i to znacznie w cześniej, aniżeli w Częstochowie. I to jest w łaśnie oryginał, a u Was w P o l­

sce jest tylko kopia.

M usiałem się żachnąć, nie słowem, lecz ruchem , bo przew odnik mój jak b y m nie chciał uspokoić, dodał: — T ak w ierzą tu taj, tak mówią tutejsi. M nie się w ydaje, a naw et jestem tego pewien, że ten obraz to kopia i praw dopodobnie wielokroć napraw iana. Ale niew ątpliw ie kopia bardzo stara.

Znalazłszy nieco wolnego czasu udałem się do proboszcza, któ ry sam jeden obsługuje oba kościoły. Człowiek raczej młody, pow tórzył mi panującą opinię, legendę czy podanie, że w łaśnie U hersky Brod jest daw niejszą siedzibą M atki Boskiej, w Polsce zw anej Często­

chowską ale tu ta j Różańcową. On jed n ak bliżej tej spraw y nie zna, bo jest tu taj niedaw no.

Całą tą spraw ą zostałem żywo zaintrygow any. Ostatecznie uspo­

koiłem się przypuszczeniem , że na pew no nie znalazłem jakiejś re ­ w elacji; że w Częstochowie muszą o tym w iedzieć doskonale i jest uw zględnione w dziejach Obrazu. P rzynajm niej na m arginesie, jako jedno z podań czy legend. Przypom niałem sobie bowiem, że jeszcze dzieckiem będąc słyszałem opow iadanie ojca, skąd się wzięły szra­

my na policzku M atki Bożej; że są to ślady cięć husyckiej szabli.

A wiadomo w ogóle, że ruch husycki by ł ruchem społecznym czysto czeskim. P rzeglądnąw szy jednak lite ra tu rę dotyczącą dziejów O bra­

zu jasnogórskiego, nigdzie nie znalazłem ani w zm ianki o tym , co słyszałem w Uh. Brodzie. Przecież problem pochodzenia Obrazu Częstochowskiego jest spraw ą bardzo ważną. Dotyczy ona nie dwóch miejscowości, n aw et nie dwóch klasztorów w tym sam ym k raju , ale dw u odrębnych państw . Zaciekaw ienie więc wzrosło tym b a r­

dziej, że w międzyczasie dow iedziałem się o kulcie M atki Boskiej Częstochowskiej rów nież na Słow acji, także na Orawie, i to już od XVII w., gdzie znajdow ała się kopia obrazu ufundow ana przez W ilczków 1. Zw róciłem się znów do d ra P avelćika, czy nie ma w tej

1 Wizerunek Matki Boskiej, zwanej w Polsce Matką Boską Często­

chowską, a może tylko typ w izerunku, w ydaje się że na południe od P ol­

ski był bardzo popularny. Jak stw ierdza artykuł w „Słowie Pow szech­

nym ”, w dodatku „Życie K atolickie” nr 2 1968, pt. „Kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej na W ęgrzech”, sygnow any H. B.: „(...) w w iosce Sopronbaufalva w tam tejszym kościele znajduje się kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej nazywanej na Węgrzech Czarną Madonną, i to kopia z X V w iek u ”. I ciekawe: tenże obraz już w X V w ieku był pod opieką paulinów. Autor artykuiu nie podaje, aby była z nim związana legenda, że go m alow ał św. Łukasz. Można by puścić wodze wyobraźni

m aterii jakichś dokum entów, kronik, lite ra tu ry itd. Na to w szystko otrzym ałem spory pakiet, a w nim cały plik odpisów ze starych kronik i innych źródeł. Obok tego spory tom pt. P a m a tk i m esta Brodu Uherskeho Vaćlava Fr. Le toc h y z r. 1724, w ydany drukiem już pow tórnie, a m ianowicie w roku 1942. Zanim jed n ak zajm iem y się tym i m ateriałam i i zestaw im y je z oficjalną polską, tj. często­

chow ską w ersją dziejów O brazu Czarnej Madonny, przypom nijm y je sobie n ajp ierw w zasadniczym skrócie, opierając się na w y d aw ­ nictw ach polskich, a ściśle jasnogórskich.

N ajstarszą publikacją, jaką mi się udało zdobyć, to: K r ó tk ie po ­ danie historii sta rożytnego Obrazu B ogarodzicy M ary i na Jasnej G órze p r z y Częstochowie, p r z e z W ła d y s ła w a Xiążęcia O polskiego w r. 1382 złożonego ..., w ydaną w r. 1820. Więc: Obraz nam alow ał św. Łukasz E w angelista na stoliku cyprysow ym . W czasie zburzenia Jerozolim y w r. 72 obraz cudem un ik n ął zniszczenia. Znalazła go ok. r. 320 cesarzow a H elena i przeniosła do K onstantynopola. K iedy cesarz K arol w r. 803 pow racał z w ojny przeciw Saracenom , ów obraz łącznie z innym i cennym i pam iątkam i otrzym ał w darze od cesarza Nicefora i złożył je w A kw izgranie. Jedynie obraz M atki Bożej „u stąp ił” Leonowi księciu ruskiem u w nagrodzę za pomoc.

Książę Leon obraz złożył na zam ku w Bełzu. K iedy W ładysław Opolczyk zajm ow ał z ram ienia K azim ierza W ielkiego Ruś Czerwoną i łam iąc opór książąt ruskich zdobyw ał ich zamki jeden po drugim , znalazł się w śród nich i Bełz ze znanym nam obrazem . Książę um ieścił go w zamkowej kaplicy. Z kolei oblęgli zam ek Tatarzy.

W ładysław ow i udało się ujść z oblężenia. Uchodząc zabrał przede w szystkim piękny, cudow ny obraz i złożył go na Jasnej Górze w r. 1382; od tego czasu do dziś tam przebyw a.

W broszurze pt. Historia Jasnej G óry, w ydanej nakładem i d ru ­ kiem F. D. W ilkoszewskiego w Częstochowie, bez podania roku, ale praw dopodobnie w 1936 lub 37, pow tórzono w ersję dosłownie. Czyli że w ciągu przeszło 100 lat nie znaleziono czy naw et nie poszuki­

w ano źródeł do historii obrazu, pozostając na tych najdaw niejszych.

To sam o znajduje się w innej broszurce pt. Jasna Góra, w ydanej przez W ydaw nictw o A postolstw a P rasy w Częstochowie 2.

i postaw ić hipotezę, że nam alow ali go ci sami malarze, którzy odtworzyli obraz Madonny z Częstochowy. A le sam problem istnienia tylu w izerun­

ków w ym aga specjalnych badań.

2 Już po napisaniu niniejszego studium, najzupełniej przypadkowo zapoznałem się z pracą o. Sykstusa S z a f r a ń c a pt. Jasna Góra — S t u ­ d iu m z d z i e j ó w k u lt u M a t k i B o s k ie j C z ę s t o c h o w s k ie j , zamieszczoną w „Sacrum Poloniae M illennium ”, t. 4, Rzym 1957. Autor studium w za­

sadzie przyjm uje oficjalną w ersję polską dziejów obrazu, jednak nic nie w ie o istnieniu w ersji m orawskiej, o kopii obrazu w Uherskim Brodzie ani o tam tejszych m ateriałach. Autor jednak stwierdza, że naw et w w er­

sji polskiej istnieją nieścisłości, czem u daje wyraz w swej pracy na s. 31:

„Żadne źródła nie uprawniają do twierdzenia, że obraz został przekazany

(3)

A teraz przejdźm y do w ersji m oraw skiej. O pierał się będę nie na trad y c ji uherskobrodzkiej, ale na odpisach z kronik, między innym i:

1. A nnotationes M atyaśe H aśkonia z ro k u 1666, 2. P am etni kniha M artina L eżaka z r. 1683,

3. P am atk i m esta B rodu U herskeho V aclava Fr. Letochy z r. 1724, 4. B reve chronicor hunobrodense z r. 1755,

5. K ronika dom inikanskeho klastera w Uh. B rodś z r. 1780, 6. Pam eti kral. m esta Uh. B rodu z r. 1903 3.

Zacznijm y od najstarszego przekazu, tj. kroniki M atiasa Hasko- niusa, zakończonej 15 lipca 1666 r. A utor jej był w Uh. Brodzie n ajp ierw rektorem szkoły, później radnym i w ielokrotnym b u r­

m istrzem a także w ielkorządcą państw a uherskobrodzkiego. K ronikę zakończył słowami:

„Te wiadom ości są wyszukane z rozlicznych pism, które jeszcze po częstych i niszczących pożogach i zniszczeniach m iasta dały się odnaleźć, jak rów nież przez godnych zaufania, żyjących dotychczas ludzi były i są opowiadane”.

Co tedy ów kronikarz mówi o interesującym nas obrazie:

„W roku 1262 w Uh. Brodzie założono klasztor reguły św. Dominika pod w ezw aniem W niebowzięcia N ajśw iętszej Maryi Panny. W tym że klasztorze został złożony cudowny obraz NMP nam alowany przez św. Łu­

kasza Ew angelistę. Do klasztoru ściągały liczne pielgrzym ki nie tylko z Czech ale i z Węgier, Austrii, z Polski i ze Śląska. Ale kiedy powstały wojny tureckie, tatarskie i innych narodów, które Morawy przyw iodły do ruiny, zakonnicy bojąc się, aby cudowny obraz nie wpadł w pogańskie ręce, przenieśli go do Polski i um ieścili w Częstochowie nie podając w którymby to mogło być roku. Że nie został z Częstochowy odebrany i przeniesiony z powrotem do Uh. Brodu, to tylko na skutek długotrwa­

łych wojen, w czasie których nie tylko klasztor ale i całe m iasto w ielo­

krotnie było burzone i palone. Wreszcie, m iastem przez 200 lat w ładali kacerze i dopiero w r. 1630 oddano klasztor dom inikanom ”.

Tyle M. Haska. Z powyższego w ynikałoby w’ięc, że obraz do Polski dostał się już w w ieku XIV, jak to zresztą mówi w ersja pol­

ska. Dalej, jeśli legenda polska o autorstw ie obrazu pokryw a się całkow icie z w ersją m oraw ską, to opierając się na om aw ianej k ro ­ nice przyszłaby do Częstochowy łącznie z obrazem, a więc z Uh.

Brodu.

przez Opolczyka w r. 1382. W braku [? — uwaga autora] innych relacji należy przyjąć jedyną, w tym wypadku podaną przez Risiniusa: 31 sierp­

nia 1384 r.”.

3 Wykazane powyżej odpisy w yjątków kronik autor otrzymał w Mu­

zeum w Uherskim Brodzie i na tym m iejscu składa drowi Janowi Pa- velćik ow i serdeczne podziękowanie; odpisy są w posiadaniu autora.

A j

17. Uherski Brod, klasztor Dominikanów(do r.1951)

(4)

19. Uherski Brod, Matka Boska Różańcowa.

W publikacji: P a m atki mesta Brodu Uhers- kćho Vealava Letochy z r. 1724, wydanej w r. 1942, reprodukcja tego obrazu podpisa­

na jest słowami: „Kopia obrazu P. Maryi C zęstochow skiej”

(5)

KRÓTKIE PODANIE

HISTORYI

Starożytnego Obra za , Boga-Rodzicy M A­

RYI, na Jasney-Gorze p r z y Częstochowie.

p r z e z

" W Ł A D Y S Ł A W A Xi§źęcia Opolskiego, W r o k u i382. złożonego.

Z O P I S A N I E M

*

Kościoła, K la sz to ru W arowni, i PSrzywileiow, Mieysca teg o ;

p r z e z wiciu K rolow , i Pa- p i e ż o w , n a d a n y c h ,

do Roku 1 8 2 0 .

3HESW*

»>

20. Karta tytułow a najstarszej publikacji, zaw ierającej hi­

storię Cudownego Obrazu na Jasnej Górze

Młodszym od powyższego przekazu jest „Księga pam iątkow a M arcina L eżaka z r. 1683”, w którym to roku oddziały Tokolego 4 zdobyły m iasto Uh. Brod, spaliły je a znaczną część m ieszkańców w ym ordow ały. Leżak, który był wówczas burm istrzem i ocalał z po­

grom u, po ukończonych zam ieszkach w specjalnej księdze spisał ciężkie stra ty , jak ie miasto wówczas poniosło. P rzy sposobności za­

mieścił w owej księdze krótką historię m iasta, a w niej pow tórzył za swoim poprzednikiem , tj. Haską, wiadom ości o klasztorze dom i­

nikańskim i cudow nym obrazie. W iadomości te uzupełnił jednak tradycją, ja k ą przechow yw ali starzy ludzie oraz zakonnicy, którzy po zamieszkach w ojennych w rócili do m iasta. Przeorem dom inika­

nów a rów nocześnie i proboszczem by ł w tym czasie A braham C a­

le vsky.

Między innym i wiadom ościami dom inikanie przekazali autorow i treść pochodzącego z Polski dokum entu, względnie przyw ileju, mocą którego Częstochowa m iała w ypłacać klasztorow i w Uh. Brodzie (najpraw dopodobniej rocznie) 300 złotych m oraw skich:

„...nie z innej przyczyny, jak za ten cudowny obraz NMP, który stąd do Częstochowy podczas w ojennej zaw ieruchy był przew ieziony i złożony w depozycie. Podaje pan Erazim, m ieszczanin uherskobrodzki, że pamięta, jak jego ojciec Marcin Erazim, jeżdżąc z furm aństwem do Polski, takie pieniądze z Częstochowy już po szwedzkim najeździe do tutejszego klasz­

toru przywoził. Jak się potem zm ieniło, nie wiadom o”.

N astępnym kronikarzem , a może raczej historykiem m iasta Uh.

B rodu jest W acław Franciszek Letocha, któ ry w r. 1692, m ając do­

piero 23 lata życia, został pisarzem m iejskim . P orządkując arch i­

w u m po burzliw ych czasach zapoznał się z przeszłością m iasta i w 1724 w ykończył obszerną pracę pt. „Zabytki m iasta U herskiego B rodu” , k tó ry to rękopis w chw ili obecnej znajduje się na m iejscu, w archiw um m iejskim . W r. 1942 Bogum ił Sobotik w ydał Z a b y tk i i opatrzył je krytycznym i uw agam i. A oto dzieje obrazu w edług Letochy (s. 7—9):

4 W ciągu XVI w. w ęgierscy, a szczególnie siedmiogrodzcy magnaci przeszli na różne w yznania reform atorskie, zwłaszcza na kalwinizm . Doszło do zam ieszek na tle religijnym , bardzo ostrych za Rudolfa II, po czym nastąpił okres tolerancji. Prześladow anie innow ierców w ęgierskich nabrało na sile za cesarza Leopolda I, na skutek czego w r. 1667 w y ­ buchło pow stanie, którego jedną z najgłów niejszych postaci był Stefan Tókoly. Przeciw Habsburgom stanęła przeważająca ilość w ęgierskich magnatów, jednak ostatecznie pow stanie zostało stłum ione; uczestnicy albo zginęli w walkach, albo dali głow y pod miecz. 30 IV 1671 r. w W ie­

ner N eustadt zostali ścięci dwaj głów ni przywódcy, tj. Piotr Zrinyi i jego szw agier Franciszek Frangepani. N ielicznym tylko, ew ent. rodzinom udało się zbiec do siąsiednich krajów, w tym i do Polski (rodzina Kadyi).

A że w czasach w ojen religijnych ma m iejsce m asowe niszczenie św iątyń przeciw ników wyznaniowych, ucierpiał też i Uh. Brod. — Pow yższe w ia ­ dom ości uzyskałem od dra Stanisław a Kadyia, za które mu dziękuję.

■9 — N a s z a P r z e s z ł o ś ć X X X I I I

(6)

K ról A n d rz e j5, otrzym aw szy od cesarza konstantynopolitańskie­

go obraz Najśw. Bożej Rodzicielki, m alow any przez św. Łukasza, zbudow ał kościół dla tego obrazu i bogato go wyposażył. A jak ,,... ojcowie dom inikanie o tym jednom yślnie przekazują, że tenże obraz za czasów herezji był stąd zabrany przez ich w łasnych kon- fratrów , którzy podobno byli Polakam i. Ci będąc ścigani przez ka- cerzy obraz ze sobą do Polski zabrali i w Częstochowie złożyli” . A utor kroniki przytacza następnie polską w ersję dziejów O brazu aż do czasu, kiedy znalazł się w Częstochowie. Ale podkreśla, że są to polskie tradycje, których on nie uznaje. Opowiada się natom iast za tym, że Obraz darow ał klasztorow i król A ndrzej, że w Uh. B ro­

dzie przebyw ał 255 lat, ale nie ma pewności, jak im sposobem znalazł się poza Uh. Brodem . W yraża też w ątpliw ość, aby go z m iasta za­

b ra li i aż do Częstochowy w yw ieźli polscy m nisi tej samej reguły, gdyż inni zw iązani z tutejszym klasztorem takiego skarbu ze swoich rą k by nie oddali.

Natom iast, pow ołując się na przekazy W acław a H ajeka i Ja n a B eckovskiego6, dając im w iarę opowiada, że kiedy w r. 1315 żupan Mateusz, zbuntow aw szy się przeciw ko królow i Karolowi, napadł na M orawy i usiłow ał zdobyć Uh. Brod, zakonnicy nie czując się bez­

pieczni, załadow ali na wozy co cenniejsze rzeczy, a przede w szyst­

kim cudow ny obraz i chcieli uciec. A le złapani przez W ęgrów s tra ­ cili wszystko i obraz również. K ról K arol, pokonaw szy z kolei żu- pana M ateusza, skonfiskow ał w szystkie jego dobra. W ten sposób również cudow ny obraz stał się jego własnością. Za szczególne za­

sługi dla korony polskiej podarow ał te n obraz W ładysław ow i ks.

Opolskiemu. A u to r podkreśla wreszcie, że powyższe opow iadanie jest praw dopodobniejsze od tego, które głoszą polscy pisarze 7.

Nasz kronikarz zajął się rów nież owym i 300 złotym i, które w y ­ dają m u się problem atyczne. P rzytacza w praw dzie zapiskę z k an ­ celarii m iejskiej, o której powyżej była mowa, że „...niejaki Marcin Erazim , k tó ry do P olski jeździł za handlem i pieniądze te z Często­

chowy przywoził, nie jest to jed n ak pew ne”. A tłum aczy to tak:

K ról K a ro l8, któ ry był dobrodziejem dom inikanów w Uh. Brodzie,

5 B. S o b o t i k w: P a m d tk y mesta Brodu Uherskeho Fr. L etochy z r. 1724, na s. 136, przypis 6 w yjaśnia, że Andrzej I (1046—1061) król w ęgierski, nie był królem czeskim i że w ersja o założeniu przez tegoż kościoła powtarza Letocha za w cześniejszym i kronikarzami.

6 B. S o b o t i k na s. 136 w przypisie 9 powołuje się na: V a c l a y

H a j e k z Liboćan, Kronik a ćeska, r. 1541, f. 258. Jan B e c k o v s k y , Poselkyne ..., r. 1700 s. 491.

7 Kronikarz m ówi, że Karol podarował obraz Opolczykowi, jako król Polski. Jest to pomyłka, Karol był faktycznie ojcem Ludw ika króla pol­

skiego.

8 W odnośniku 12, s. 137, Sobotik za Letochą wyjaśnia, że to Karol IV jako margrabia m orawski, 25 III 1338 r. darował dominikanom uhersko-

gdy ty lk o dowiedział się, że cudow ny obraz znalazł się w Często­

chowie i tam został zatrzym any,... „w skutek czego dom inikanie s tra ­ cili w iele dochodów, nie tylko zw iększył ich in traty , ale i nadał im przyw ilej [był w kancelarii m iejskiej ale zaginął — w yjaśnienie au ­ to ra kroniki], na mocy którego m iano im płacić rocznie 300 złotych”

(być może z jakichś królew skich dóbr).

Letocha w yjaśnia jeszcze w swej krom ce, skąd wzięły się szram y na policzku M atki Boskiej (jak w iem y w ersja polska tłum aczy je cięciami szabli), a pow ołuje się tu na św iadectw o ojca N orberta Ratinowkyego, zm arłego w m iejscow ym klasztorze w r. 1693 w w ie­

ku 80 lat. W edług trad y c ji klasztornej, kiedy w czasie zaburzeń w ojennych dom inikanie opuszczali klasztor w Uh. Brodzie i cu­

dow ny obraz spiesznie rzucili na wóz, konie z m iejsca nie chciały ruszyć. Woźnica sm agając je biczem dw ukrotnie przypadkow o u d e­

rzył w tw arz M atki Boskiej, z czego pow stałe ślady do dziś są w i­

doczne na obrazie 9.

C zw artą z kolei kronikę, raczej rów nież historię m iasta Uh.

Brodu, w której przedstaw ione są losy obrazu, napisał ok. 1730 r, o. M etody Danke. Znów opierając się na m ateriałach klasztornego archiw um . W swej pracy podtrzym uje poprzednie przekazy, że to Andrzej II, król węgielski w ystaw ił kościół dla cudownego obrazu, któ ry otrzym ał w darze od cesarza carogrodzkiego. Obraz ten w cza­

sie zaw ieruchy w ojennej dostał się do Polski, do Częstochowy.

Danke, podobnie jak inni kronikarze, dobrze zna polską w ersję h istorii obrazu, widocznie spraw a ta była wciąż aktualna; akcen­

tu je jednak, że m ieszkańcy Uh. B rodu nie uznają jej. Sam uznając m iejscową opinię opowiada się za w ersją W acława H a jk a 10. Ta zaś, ja k już uprzednio przedstaw iono tw ierdzi, że w r. 1315, do­

m inikanie uciekając z zagrożonego m iasta w padli razem z obrazem w ręce w ojsk króla K arola. Ten ofiarow ał obraz W ładysław ow i Opolczykowi. Kończąc au to r akcentuje, że obraz został m iastu siłą złupiony.

W szystkie wyżej w ym ienione kroniki, ta k m iejskie ja k i klasz­

torne, zajm ują się na w stępie zagadnieniem czasu założenia m iasta Uh. Brodu, ja k i osobą założyciela. Dla naszego zagadnienia jest

brodzkim łąkę, należącą do miasta. Oryginalny dokument znajduje się w archiwum klasztoru CDM VII. 195.

9 Stare pokolenie na Rzeszowskiem Podgórzu •— z których to terenów ludzie przez w iele w ieków m ieli liczne kontakty ze Słow acją i Mora­

wam i — do niedaw na jeszcze śpiew ali, bądź też odm awiali w form ie

„domowej m odlitew ki” zabytek folklorystyczny, m ający w szelkie cechy ludowego apokryfu (zob. Aneks). W naszym apokryfie-m odlitew ce przede

"wszystkim uderza jakieś ściślejsze pow iązanie nie z polską w ersją histo­

rii Obrazu Częstochowskiego, ale w łaśn ie z morawską.

10 Vaclav H a j e k z Liboćan, K ronika ćeska, 1541 f. 285. Podaje o tym S o b o t i k w w ydaniu kroniki Letochy, s. 136 przypis 11.

(7)

to spraw a w łaściw ie nieistotna. B. Sobotik 11 mówi, że w archiw um m iejskim Uh. B rodu znajduje się oryginalny akt lokacyjny z roku 1272, w ydany przez króla P rzem yśla O tokara II.

Om aw iane kroniki dużo m iejsca pośw ięcają cudow nem u o bra­

zowi M atki Boskiej, w edług w szystkich nam alow anego przez św.

Łukasza E w angelistę — w czym zgadzają się z w ersją polską. Róż­

nią się m iędzy sobą jedynie ustaleniem czasu, kiedy obraz m iał się

•dostać do Uh. B rodu. Zgodne są natom iast, że jego opiekunam i byli od początku dom inikanie, a wiadom o, że to oni byli in icjato ­ ram i i propagatoram i nabożeństw a różańcowego. Mimo tego, że obraz znalazł się ostatecznie w Polsce, w Częstochowie, o czym dobrze w iedzą X V II-w ieczni kronikarze uherskobrodzcy, to jednak M atki Boskiej tej nie nazyw ają Częstochowską, ani też U hersko- brodzką, lecz Różańcową, zresztą do dnia dzisiejszego.

M orawskie kroniki zgodne są n astępnie w tym , że nie uznają polskiej w ersji, podającej ja k ą drogą obraz znalazł się w Często­

chowie. N atom iast tw ierdzą, że cudow ny obraz został Uh. Brodowi zrabow any w czasie zaburzeń w ojennych i z tą stra tą m iasto się nigdy nie mogło pogodzić; wciąż czuło żal po jego utracie.

Ja k nam doskonale wiadomo, polska w ersja dziejów obrazu nic nie mówi o tym , jakoby obraz ten przebyw ał i to przez dłuższy czas w U herskim Brodzie. Czy wobec tego ten przekaz, ta k zgodnie brzm iący w źródłach m oraw skich, można zdecydow anie odrzucić i nie uznać go?

Jest faktem , że k u lt pew nych św iętych przenosił się z k ra ju do k raju. S pecjalnym kultem cieszyły się rów nież z k ra ju do k ra ju przenoszone w izerunki św iętych, rzeźbione czy m alowane. W n a ­ szym w ypadku sytuacja w ydaje się bardzo specyficzna, a to ze w zględu na ogrom ną sławę, jaką obraz cieszył się n ajpierw na Mo­

raw ach, n astępnie w Polsce. W ydaje się więc, że należy uznać fakt, iż nasz obraz przebyw ał dłuższy czas w Uh. Brodzie, skąd dopiero dostał się do Polski. Ja k ą zaś drogą do nas przybył, jest in te re su ją ­ cym zagadnieniem . A by je rozwiązać, należałoby podjąć szersze b a ­ dania, przede w szystkim na M orawach.

Z astanaw iającym jest również przekaz, że klasztor w Częstocho­

w ie płacił klasztorow i w Uh. Brodzie coś w rodzaju odszkodowania, w cale znacznego, bo w wysokości 300 złotych; o czym świadczy n otatka w archiw um m iasta Uh. B rodu. Zakw estionow anie tego przekazu przez późniejszego kronikarza, zdaje się być w ynikiem jakiegoś zażenow ania. O tej opłacie słyszałem rów nież w czasie mej bytności w Uh. Brodzie, nie jestem jed n ak pew ien, czy jest to rze­

czywiście tradycja, czy też tylko znajomość lite ra tu ry przez ta m te j­

11 F. L e t o c h a , P a m a t k i m e s ta ... w w ydaniu B. Sobotika, Uh.

Brod 1942 s. 136 przyp. 8.

szych m ieszkańców. Ciekaw ą więc rzeczą byłoby zbadać, czy po­

dobne zapiski znajdują się w kronice częstochowskiej.

Powyższą notatkę można jeszcze inaczej traktow ać; może być ona echem nie tyle sporu m iędzy obu klasztoram i, ile śladem p re ­ tensji w ysuw anych przez dom inikanów z Uh. Brodu. W ysuwanie p reten sji mogło trw ać naw et dłuższy czas i być może zubożałem u klasztorow i dom inikańskiem u zamożny klasztor na Jasnej Górze przesyłał pieniądze w form ie zapomogi. Wreszcie być może, że osta­

tecznie Częstochowa owe p re te n sje skw itow ała, przesyłając uhersko- brodzkim dom inikanom kopię cudownego obrazu i to jeszcze' w XVII w. Bowiem Leżak, w kronice m iejskiej z r. 1683 pisze, że ołtarz różańcowy jest ozdobiony kopią cudownego obrazu M atki Boskiej Częstochowskiej (już Częstochowskiej!), który jest celem trad y c y jn ej różańcowej pielgrzym ki, odbyw anej corocznie w p ie rw ­ szą niedzielę października. Jeśli tedy kronikarz w II połowie XVII w., a więc w niedługi czas po odbudowie klasztoru pisze o tradycyjnych pielgrzym kach, to być może była to jeszcze trad y c ja średniow ieczna, a która została wznowiona po uzyskaniu kopii obrazu.

Jeśli uznam y m oraw ską w ersję, że nasz cudow ny obraz dostał się do Częstochowy nie jako dar, ale jako depozyt na czas w ojenny, to w konsekw encji m usielibyśm y uznać, że pretensje Uh. B rodu d c odzyskania skarbu były słuszne. Przypuszczać też można, że klasztor jasnogórski w zbraniał się przed oddaniem obrazu i ew entualnie mógł się powoływać na przedaw nienie. Przecież m oraw skie kroniki mówią o w ojnach i zaburzeniach, trw ający ch ponad 200 lat. A jest to czas bardzo długi. I wreszcie, p re te n sje dom inikanów m ogły być w ysunięte nie wcześniej, jak dopiero po w ojnach szwedzkich, po obronie klasztoru, kiedy to sław a obrazu stała się w prost im ponu­

jąca i szeroka.

Gdyby ta k przeprow adzić szczegółowe badania, kto wie, czy nie znalazłoby się w Polsce sporo analogii do powyższej historii. Może tak ą będzie wieś W ietrzno w pow. Krosno, w woj. rzeszowskim.

Otóż w tam tejszym kościele znajduje się obraz M atki Boskiej, zw a­

nej tu taj Koszycką, a któ ry w edług trad y cji został do W ietrzna przyw ieziony z Koszyc na Słowacji. Obraz jest niew ątpliw ie gotycki, w ym aga jed n ak przebadania. W okresie do I w ojny św iatow ej na odpusty do W ietrzna przychodziło bardzo wielu, dosłownie tysiące Słowaków, ja k to pam iętają starzy ludzie i stw ierdzają zapiski w kronice p arafialnej. Czy obraz M atki Boskiej Koszyckiej nie zo­

stał przechow any na Podgórzu rów nież na czas wojny?

W ietrzno od Słow acji leży stosunkowo niedaleko. Znacznie dalej leży S tara Wieś koło Brzozowa, gdzie znajduje się klasztor jezuitów , zaś obok klasztoru kościół z cudow nym obrazem , przedm iotem w iel­

kiego k u ltu i celem licznych pielgrzym ek w czasie odpustów. Obec­

nie są to pielgrzym ki w yłącznie z Polski, ale przed I w ojną św ia­

(8)

tową, ja k pisze au to r m onografii kościoła i klasztoru „...od w ieków corocznie przybyw ały stam tąd [tj. ze Słow acji] kom panie pątników w liczbie od 400 do 1000 osób na dzień 8 w rześnia...” 12. Dlaczego? — narzuca się pytanie.

W tejże m onagrafii czytam y dalej (s. 14):

„Wieść głosi, że obraz, jak w iele podobnych, zjaw ił się na drzewie w drugiej połow ie 14 w., a m iał do S tarejw si przywędrować z m iasteczka Homonny na Słow acji. N iebaw em też m ieli przybyć sami Słow acy, by skarb swój zabrać z powrotem...”.

Musi się przyznać, że analogia z dziejam i obrazu częstochowskie­

go — w edług w ersji uherskobrodzkiej — nadzw yczajna.

Trzecim znanym mi analogicznym przykładem to K obylanka koło Gorlic, rów nież w w ojew ództw ie rzeszowskim . W tam tejszym kościele znajduje się obraz C hrystusa Ukrzyżowanego, cieszący się także nadzw yczajnym kultem , co jest przyczyną bardzo licznych pielgrzym ek. Te daw niej przybyw ały rów nież i ze Słowacji, zw łasz­

cza z okolic B ardiow a, a składały się dosłownie z tysięcy ludzi.

P rzybyw ały, ja k i do innych tego ty p u m iejsc odpustowych, aż do I w ojny św iatow ej. W śród słow ackich pielgrzym ów wciąż u trzy m y ­ w ała się w iara, że obraz pochodzi ze Słow acji i, jeśli tam tejsi miesz­

kańcy będą m u w ierni, będą go odw iedzali i m odlili się do niego, to kiedyś pow róci na daw ne swoje m iejsce 1S.

Do szeregu m iejsc odpustow ych na Podgórzu, licznie odw iedza­

nych w czasie odpustów , należy Tarnow iec koło Jasła. W kościele w Tarnow cu znajduje się gotycka fig u ra M atki Boskiej, o której tak czytam y:

■ „Statua ta już na początku XV stulecia znajdowała się w kościele OO. K arm elitów w Jaśle i już w tedy czczoną była jako cudowna; po spaleniu się tego kościoła w r. 1785 ocalawszy przeniesioną została do Tarnowca. Istnieje podanie, że pochodzi z Węgier i nosi w okolicy miano Matki Boskiej W ęgierskiej; lud z Węgier, osobliw ie z okolicy Stropkowa licznie niegdyś do Jasła uczęszczał i teraz do Tarnowca uczęszcza dla pom odlenie się u tej Statuy” 14.

12 K s . J. P a c h u c k i T. J., M a tk a Miłosierdzia..., Kraków 1927 s. 14.

13 Inform acji udzieliła mi w r. 1959 rodaczka i m ieszkanka K obylanki A niela C z a j a , lat 75.

u przytoczony tekst znaduje się na odwrocie kolorowego obrazka

<■w posiadaniu autora), w ykonanego techniką litograficzną w zakładzie Tt. Waldheima w Wiedniu, prawdopodobnie w końcu X IX w. Wówczas to Słow acja w chodziła w skład królestw a Węgier, a te z kolei w m onar­

ch ię austro-w ęgierską, do której należała też tzw. Galicja, południowa część Polski. Do Tarnowca bynajm niej nie przychodzili Węgrzy ale Sło­

w acy. Stropków leży w Słowacji, kilkanaście kilom etrów na południe od Polski i w ojew ództw a rzeszowskiego. Podobnie blisko leży Homonna fdziś Humenne), skąd ma pochodzić Matka Boska Starowiejska. Zresztą Słow acy przychodzili do nas nie tylko na odpusty, także na jarmarki.

Chociażby już na podstaw ie powyższych przykładów śm iało moż­

n a w ysunąć hipotezę, że Polska, jako k ra j słynny z tolerancji w w ie­

kach XV i XVI, był m iejscem schronienia tak dla katolików , jak i innow ierców , uchodzących z krajów , gdzie nie tylko nie było tole­

rancji, ale jeszcze toczyły się zacięte i pełne nienaw iści w ojny religijne. I dalej, ja k w idać z przytoczonych faktów , do Polski chronili się nie tylko ludzie. W razie niebezpieczeństw a, ja k do kasy pancernej przywożono tu cenne przedm ioty. W naszym w y­

padku cudow ne obrazy czy fig u ry razem z kultem z nim i związa- nym , k tó ry trw a ł dalej na now ym m iejscu. Św iadczyłoby to o dużej jedności kulturow ej tych stron, mimo takiej przegrody, jak ą sta ­ now iły góry. A że zamieszki w ojenne, z silnym i akcentam i re lig ij­

nym i n a południe od K arpat, trw a ły w łaściw ie kilka w ieków , p rzy ­ wiezione przedm ioty k u ltu w m iejscach schronienia w m iędzyczasie zadom ow iły się już na dobre i zyskały sobie pełne p raw a obyw a­

telstw a. Ich starożytności n ik t nie kw estionuje, owszem, badania konserw atorskie, gdzie były przeprow adzone, potw ierdzają a u te n ­ tyczność tych zabytków .

Po tej dygresji w róćm y do naszego, zasadniczego zagadnienia;

opierając się już nie tylko na tradycji, ale i na przedstaw ionych powyżej m oraw skich kronikach, śm iało można przyjąć, że obraz M atki Boskiej Uherskobrodzko-Częstochow skiej w inien być rzeczy­

wiście bardzo stary. F rap u jący m jest więc zagadnienie, czy obraz, k tó ry znajduje się w Częstochowie, podobnie ja k w w ym ienionych m iejscach w Małopolsce, jest tym sam ym , który podobnym kultem był otoczony w U herskim Brodzie od X III wieku.

W latach 1948—52 została przeprow adzona gruntow na konser­

w acja obrazu M atki Boskiej Częstochowskiej pod opieką prof. R u ­ dolfa Kozłowskiego, który też w tym czasie dokonał szczegółowych badań technologicznych. W yniki tych badań prof. Kozłowski ogłosił drukiem 15. Jego zdaniem obecny obraz jest późniejszego pochodze­

nia, ściśle z XV w., i jest pow tórzeniem daw nego m alow idła enkau- stycznego (póżnostarochrześcijańskiego), k tóre uległo zniszczeniu praw dopodobnie w czasie ra b u n k u klasztoru w roku 1430. Wobec takiego postaw ienia spraw y obraz nasz nie byłby tym , k tó ry dom i­

nikańscy zakonnicy wyw ieźli z zagrożonego Uh.* B rodu gdzieś w XIV w., obojętnie jakim sposobem; ale stanow iłby pow tórzenie, dokonane być może naw et na sam ej Jasnej Górze w XV w. A przeto posiadałby wszelkie praw a do nazw y „M atki Boskiej Częstochow­

sk iej” 16.

15 Sprawozd. PAU, t. 53: 1952 nr 6 s. 333.

16 Tutaj znowu muszę odwołać się do studium o. S. S z a f r a ń c a, który na s. 12-—13 pisze, że na polecenie króla W ładysława Jagiełły znisz­

czony obraz poddano naprawie. Tenże sam autor na s. 28 twierdzi: „Obec­

ne m alow idło jest dziełem m alarzy niekrajow ych, w ykonanym w Krako­

w ie po 16 IV 1430 a przed 30 V 1434 r. Pierw otne m alowidło zostało zdarte

(9)

Pochodzenie Częstochowskiego O brazu rozstrzyga właściw ie prof.

K arol E streicher, tw ierdząc że pow stał w Czechach. Niezależnie od szczegółowej analizy form alnej i technologicznej pow ołuje się na częstochowskie źródło, a to rękopis z A rchiw um Klasztornego. Jest nim rękopis z r. 1474, noszący tym czasow ą sygnaturę „s. Ł”. W rę ­ kopisie znajduje się najstarsza h istoria Obrazu, rozpoczynająca się od słów: „Translatio tabulae Beatae Mariae ąuam Sanctus Lucas depin xit propris m anibus” 17.

N aw iązując do poprzednich moich w yw odów w ydaje mi się, że uherskobrodzcy dom inikanie, kiedy w reszcie pow rócili na swoje miejsce, pobudow ali się z pow rotem i na dobre zadomowili, dow ie­

dziawszy się o w ielkim kulcie i rozgłosie Czarnej M adonny i posia­

dając niew ątpliw ie do obrazu daw ne p ra w a w ysunęli żądanie zw rotu 18. Czy jed n ak wiedzieli, że w Częstochowie jest czczony już nie pierw otny obraz, ale jego pow tórzenie? Bez szczegółowych badań tru d n o dać na to odpowiedź, naw et przypuszczalną.

Jest rzeczą praw dopodobną — ja k to już nadm ieniłem — że Częstochowa p reten sje do Uh. B rodu skw itow ała, niezależnie od

przy ówczesnej konserw acji wraz z pierwotnym płótnem . Pozostały jed y­

nie deski”. Autor na s. 13 pisze dosłownie: „Restaurację zniszczonego obrazu poruczono malarzom krajowym , którzy stosow ali technikę w schod­

nią, tzn. m alow ali m ore graeco. Dokonują oni dzieła, lecz nazajutrz spo­

strzegają, że praca ich okazała sę daremną, bo farby spłynęły z w ize­

runku. Ponaw iają w ysiłk i, lecz na próżno. Znowu to samo. Donoszą o tym królowi, który stw ierdza ich nieum iejętność i w zyw a m alarzy zagranicz­

nych. Przybywają oni do Krakowa z pism em cesarskim i wobec rady m iejskiej biorą się do pracy, kończą ją, po czym udają na posiłek śm iejąc się z nieudolności m alarzy krajowych. A toli dnia następnego spostrzegają, że daremna ich praca, bo farby spłynęły z m alowidła. Ponow nie przy­

stępują do dzieła, kończą je pom yślnie, naprawiają obraz należycie”.

Jednak moim zdaniem należy odrzucić opinię, jakoby położona przez krajowych m alarzy farba spłynęła, a co miało dotknąć też pierwszej próby m alarzy zagranicznych. N iew ątpliw ie i jedni i drudzy m usieli być w ybitnym i fachowcam i. Czy krajowi nie byli malarzami ruskimi, których przecież król używ ał do m alowania św iątyń, a których dzieła dochowały się do dziś? Można przypuszczać, że w rekonstrukcji zniszczonego obrazu chodziło przede w szystkim o podobieństwo do starego m alowidła. Być może malarzom’ krajowym nie udało się to mimo kilku prób. Ale, czy w idzieli oni obraz Czarnej Madonny przed zniszczeniem? Jeśli zaś chodzi o malarzy zagranicznych, źródła przytoczone przez o. S. Szafrańca nie podają, jakiej byli narodowości. Tyle jedynie, że n iew ątpliw ie za zezw o­

leniem cesarza, głow y cesarstwa rzym skiego narodu niem ieckiego, w skład którego poprzez A ustrię w chodziły również Czechy. Czy nie dlatego, że tam tejsi m alarze m ogli znać jeśli nie oryginał zniszczonego obrazu, to przynajmniej jego replikę lub kopię? Takie przypuszczenie pozwala przy­

jąć tw ierdzenie Karola Estreichera o czeskim pochodzeniu częstochow ­ skiego obrazu (o czym poniżej).

17 K. E s t r e i c h e r , Madonna Częstochowska, Sprawozd. PAU, t. 53:

1952 w. 5, s. 249.

18 Annotationes Matyase Haskonia z r. 1666.

zapomogi pieniężnej, również obrazem. A ściślej to kopią z kopii, wzgl. kopią z pow tórzenia pierw otnego obrazu.

C ytow ana już w ielokrotnie i w ydana w r. 1942 kronika L etochy zaw iera w iele rycin odnoszących się do dziejów Uh. Brodu, w śród nich do dziejów klasztoru dom inikańskiego. Ryc. 9 przedstaw iająca om aw iany obraz jest podpisana: „K opie obrazu Censtochovske P. M arie v dom inikanskem kostele”. W ydawca kroniki dobrze już sobie zdaw ał spraw ę ze stanu faktycznego; rzecz nazw ał po im ieniu, mimo że w śród ludu może i jest lansow ana inna w ersja, a to o o ry ­ ginalności obrazu przedstaw iającego M atkę Boską Różańcową. Jeśli porów nać obraz z Uh. B rodu i M atki Boskiej Częstochowskiej (zob.

ryciny), to kopista — przyjm ujem y że X V II-w ieczny — sta ra ł się niby oddać ch a rak ter oryginału, ale o szczegóły zupełnie m u nie chodziło. Stw orzył tedy dzieło ja k najbardziej XVII-wieczne, a więc ze swojego czasu. Zastosował też, zwłaszcza przy m alow aniu szat, kolory żywe, jasne. Chodziło m u w idocznie o efekt w edług w spół­

czesnej konwencji.

S zukając argum entów na poparcie swojej hipotezy o przybyciu do Polski ta k czczonego obrazu, jak M atki Boskiej Częstochowskiej, posłużyłem się również analogiam i z teren u dzisiejszego w ojew ódz­

tw a rzeszowskiego. Na zakończenie sw ych wywodów zwrócę uw agę czytelnika jeszcze na jedno zjaw isko, które w naszym zagadnieniu w ydaje mi się bardzo ważne. W yjdę od fa k tu oblężenia Jasnej G óry przez Szwedów i skutecznej jej obrony przez nieliczną załogę.

O zw ycięstw ie niew ątpliw ie zadecydow ała postaw a obrońców. Ta zaś m usiała być w ynikiem z jednej strony ogrom nej w iary w cu­

downość obrazu, z drugiej poczucia odpowiedzialności załogi tw ier­

dzy, że są obrońcam i skarbu narodowego.

Teraz znów przejdźm y na Podgórze Rzeszowskie, gdzie w tymże sam ym XVII w. było w iele kościołów klasztornych i świeckich, c h lu ­ biących się posiadaniem cudow nych obrazów, będących przedm io­

tem k u ltu i celem pielgrzym ek ta k krajow ych, jak i zagranicznych.

Ale też równocześnie bogate Podgórze było celem licznych najazdów tatarskich, raz rabunkow ych, to znów politycznych. N ajstraszn iej­

szym z nich był w r. 1624, prow adzony przez K antym ira-m urzę.

Sięgnął rów nież i daleko na Podgórze 19. S kutki najazdu były strasz­

ne: niezależnie od setek m iast i wsi spłonęło wówczas dziesiątki kościołów, niszczonych ze szczególną pasją przez mongolskich m a­

1S A. K a m i ń s k i i F. K o t u l a , S ta tu t dla wsi Ś w ilc zy i Woliczki z roku ok. 1628, Rzeszów 1948 s. X —XII. Pisarz m iejski łańcucki, Szymon Gbaur, opisując straszne zniszczenia dokonane w tym czasie przez Tata­

rów, twierdzi: „...wpadli Tatarowie na Podgórze aż po K r o s n o . O s s o ­ lineum rkps 11-2092.

(10)

hom etan 2°. Mimo tego naw et na głów nych szlakach pochodu ocalała pew na liczba kościołów, n atu ra ln ie łącznie z wyposażeniem. Z tym i kościołami zw iązanych jesjt w iele podań i legend, często na tem at cudow nej obrony w ty m nieszczęsnym 1624 r o k u 21.

F akt te n szczególnie m nie zainteresow ał. P rzeprow adziw szy szczegółowe badania topograficzne, folklorystyczne, archiw alne a n a ­ w e t archeologiczne, zagadkę rozwiązałem . Otóż pew ne kościoły zo­

stały zbudow ane albo na daw nych grodach, albo na m iejscach obronnych, specjalnie w ybranych. B yły też otoczone w ałam i i p a r­

kanam i z potężnych belek. Toteż, kiedy w ieś przez T atarów nie została zaskoczona, a ludzie mieli jeszcze pew ną ilość czasu, grom a­

dzili się wokół obronnego kościoła i podejm ow ali walkę. A ponieważ T atarzy, stosując błyskaw iczny pochód nie m ieli czasu na dłuższe obleganie naw et p rym ityw nych tw ierdz, więc pędzili dalej, pozo­

staw iając zdeterm inow anych obrońców.

Jeśli chodzi o K obylankę, to w tam te strony T atarzy nie sięgnęli.

Byli jed n ak koło K rosna, spalili Brzozów i w iele okolicznych koś­

ciołów. W zw iązku z faktem , że zachow ały się obrazy w S tarej Wsi i W ietrznie można przypuszczać, że zostały przez chłopów obro­

nione, podobnie ja k to m iało miejsce w H yżnem i Bliznem —. Znowu bardzo przejrzy ste analogie.

W brew tytułow i, poruszyłem w niniejszym arty k u le nie jedno ale dwa zagadnienia, które jed n ak ściśle ze sobą się wiążą. Jednym z nich to dzieje M atki Boskiej Częstochowskiej, drugim jakiś bardzo ścisły związek kulturow y, łączący południow ą Polskę z M orawam i

20 S c h e m a t y z m d ie c e z ji p r z e m y s k i e j na r. 1908, Przem yśl 1907.

W schem atyzm ie tym zamieszczono dzieje poszczególnych kościołów. Mó­

w ią o strasznych zniszczeniach w r. 1624.

21 W Bliznem k. Brzozowa zachował się kościół drewniany z koń­

ca XIV lub pocz. XV w ieku. Ks. W. M i c h n a w sw oim „Pamiętniku historycznym ” (rękopis znajduje się w Prez. PRN w Gorlicach) pisze 0 w alce z Tatarami w tej w si i o zw ycięstw ie nad nimi za przyczyną św. Michała Archanioła. W Hyżnem k. Rzeszowa, kiedy Tatarzy po spa­

leniu „dolnego kościoła” chcieli zdobyć drugi kościół w tej w si, stojący na górze, biciem pędzili chłopów aby podpalili okalające go parkany.

Wówczas Matka Boska z cudownego obrazu pogroziła berłem tatarskie­

mu wodzowi. Ten tak się tym przeraził, że padł m artwy, a jego w ojow ­ nicy odstąpili od oblężenia. — Kronika kościoła paraf, w Hyżnem i: Ks.

W. B o g d a n , M a t k a B oska ła s k a m i słyn ą ca w H y ż n e m , Rzeszów 1929.

Przytoczona legenda wskazuje na obronę kościoła i w yniesienie obrazu między obrońców, podobnie jak w Częstochowie w czasie szturmów.

22 F. K o t u l a , W a r o w n i e ch ło p s k ie z X V I I w. w Z i e m i P r z e m y s k i e ] 1 S a n o c k ie j, Studia i m ateriały z dziejów w ojskow ości, Wyd. MON t. VIII cz. 1. Udokum entowałem tam kilkadziesiąt w arow ni chłopskich, w prze­

w ażnej części w okół kościołów. W warow niach tych chłopi w ielokroć skutecznie się bronili.

i ze Słow acją 23. Ale też obu tych problem ów nie uw ażam za roz­

strzygnięte, a przytoczone zjaw iska głów nie jako sygnał, że w tym k ieru n k u trzeba zwrócić większą uwagę. Należy poświęcić więcej w ysiłków na badania po obu stronach K arpat.

Nie m am tu na myśli jedynie badań archiw alnych w obu k ra ­ jach , zwłaszcza w Uh. Brodzie i Częstochowie, bowiem nie w szyst­

kie w ydarzenia w ciągu w ieków znalazły udokum entow anie. Po drugie, ileż to źródeł archiw alnych przepadło bezpow rotnie! Chodzi mi o przeprow adzenie bad ań terenow ych, również troskliw ych i w szechstronnych. Przede w szystkim o zebranie podań i przekazów ustnych, zw iązanych z k o nkretnym i obiektam i. Bowiem podanie w ielokroć byw a jedynym źródłem , k tóre z czasem też może znisz­

czeć lub przepaść.

ANEKS

A P O K R Y F Z E S T R O Z Y

Poniższy apokryf został zapisany w Stróżach pow. Gorlice a ma tra­

dycję bardzo starożytnego. Jest rzeczą w ielce prawdopodobną, że apokryf ten spełniał rów nież rolę zam ów ienia na pew ne choroby.

23 W ielu historyków kultury ludow ej i etnografów po obu stronach Karpat, coraz częściej używa dziś term inu „kultura karpacka”. Słyszy się też coraz głośniejsze W ezwania do rozpoczęcia intensyw nych w spól­

nych badań nad tą kulturą uczonych polskich, słowackich, czeskich, ukraińskich, naw et rumuńskich. Nie tu m iejsce na rozważanie tego za­

gadnienia, do którego posiadam zresztą w iele m ateriału. Zwrócę tylko uw agę na jedno zjawisko, czasowo bardzo bliskie poruszonemu powyżej.

W archiwum m iasta Bardejowa na Słow acji zachował się tzw. „List druźiny Fedora H lavateho z 25. jula 1493”, a który w tłum aczeniu brzmi:

„Wy źli, niespraw iedliw i bardejowscy ludzie, którzyście naszych braci kazali pow iesić, ludzi dobrych i niew innych, jako w rogow ie bez czci, którzy nikom u nic nie byli w inni, i dlatego: jeśli nam przyjaciołom i ich rodzinom nie złożycie czterysta złotych w złocie do trzech niedzieli w klasztorze w Mogile koło Krakowa, albo u kartuzjanów w Lechnicy, tedy będziem y się m ścić na w aszych gardłach, na w aszym m ajątku i na waszych poddanych, czy zaraz, czy później, dopóki ród nasz będzie istniał.

Ten list pisano w górach, w dzień św iętego Jakuba. Waśko niew inny, Tym ko niew inny (imiona straconych). Orawa, Murań, Dunajec, Sanok, Przem yśl, Rim awa”. Według nauki słow ackiej (patrz: A leksander H u ś- c a v a, O cin n osti z b o j n ic k y c h d r u ż in na s e v e r o v y c h o d n o m S lo v e n s k u na ko n c i X V stor., Historicke śtudie II SAV, Bratislava 1956 s. 181—215), jest to pism o zbójnickiego bractwa — sam i nazywają się rodem — sto­

w arzyszenia antyfeudalnego, które m iało silne powiązania z Polską, jak to zresztą w ynika z treści listu. Podpisy pod listem są w yliczeniem pro­

w incji czy gmin, solidaryzujących się z jego treścią. Z sześciu w ym ien io­

nych m iejscow ości, trzy leżą na terenie Polski. Jak w ykazuje autor ww. rozprawy, do stowarzyszenia należeli Słowacy, Polacy, Rusini. Ten problem rów nież w ym aga przebadania ze strony polskiej, bo na Słow acji tym zagadnieniem bardzo się interesują.

(11)

Św ięty Łukasz E w angelista — Malował obraz Panny Maryi

Czystej.

Nie mógł ci go namalować, Musiał się nad nim zdrzemnąć.

N ajśw iętsza Panna przystąpiła, Sama ten obraz przyozdobiła.

Zaprzęgajcie cztery konie, Zaprzęgajcie cztery woły,

Wieźcie ten obraz do Częstochowy!

Jadą przez las ...

Przez bory ...

W yleciało zbójców czterech, Wzięli rąbać ...

Wzięli siekać ...

Św ięty Łukasz w ziął uciekać.

Słoneczko się dowiedziało, Od obłoków zawołało:

Nie rąbajcie!

N ie siekajcie!

Bo tam złota nie znajdziecie!

Sam i ranni poginiecie!

N ie rąbali, nie siekali, Postanęli,

Podum ali ...

Jak w oźnica w yciął z bicza — N ajśw iętszą Pannę uciął w lica.

A jak ci ją w lica w yciął — Zaraz się kam ieniem stał.

Jak ten obraz zawieziem y, Gdzie Go teraz postawim y?

P ostaw im y na trawniczku, Na zielonym koperniczku.

Tam się ludzie zw iadywali, N ajśw iętszej Panny obraz od w ie­

dzali.

Ślepi Chromi U trapieni

B yli od Tej Pani uzdrowieni.

A P O K R Y F Y Z T R Z E S N IO W A

Dwa apokryfy o Obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej z Trześniowa pow. Brzozów (na Podgórzu Rzeszowskim), m imo że pochodzą z jednej wsi, wykazują znaczne różnice. Trzeba tutaj dodać, że w Trześniowie stoi figura na m iejscu, na którym w edług legendy m iała odpoczywać figura Matki Boskiej uchodząca ze Słow acji do Starej Wsi koło Brzozowa.

Legenda o Matce Boskiej Starowiejskiej i apokryfy o obrazie Matki Bo­

skiej Częstochowskiej wskazują na znaczenie tych stron dla kultu Matki Boskiej w ogóle.

Przekazała Ludw ika Kaczor w roku 1966 (mająca w ówczas 86 lat) z objaśnieniem , że dawniej tę m odlitew kę odmawiano przy różnych oko­

licznościach i okazjach.

Św ięty Łukasz w angielista, N ajśw iętsza Panna przystąpiła do

M alował obraz Pannie Czystej. Łukasza

Malował go małą ch w ilę — I przemówiła:

Dwadzieścia lat i godzinę. Wstań Łukaszu spracowany, Nie mógł ci go nam alować — Podnieść obraz m alowany.

Aż się m usiał nad nim zdrzymać. Zaprzęgajcie cztery woły,

W ieźcie obraz do Częstochowy!

W yjechali oni w pole — Wyszło do nich trzy rozboje.

Zaczli rąbać, zaczli siekać — N ajśw iętszej Pannie obrazu nie dać.

N ie rąbajcie! Nie siekajcie!

N ajśw iętszej Pannie obraz dajcie!

Ona nad nami jest pomocna, Wszystkim ludziom pożyteczna.

Bo tam idą ślepi, chrom i — Stam tąd idą uzdrowieni.

Tam na kulach dosiągają, Łaski Boskiej doznawają.

M odlitewka-apokryf w ykazuje liczne ślady rozstrojenia. N iew ątpliw ie na skutek tego, że w ciągu w iek ów była i aktualizowana, i być może uzu­

pełniana. W ydaje się również, że pew ne partie, w danej ch w ili mało zrozumiałe, mogły być wypuszczone. Podobnie dzieje się zresztą z innym i utw oram i ludowym i.

II

Przekazała Bronisława Kołodziej (lat ok. 70 w roku 1967) również z Trześniowa, w łaścicielka szerokiego w achlarza różnego rodzaju folkloru słow nego.

A gdzie jest ten św ięty Łukasz, Co m alow ał św ięty obraz?

Malował go małą chwilę:

Trzydzieści lat i godzinę.

I nie m ógł go wym alować — A ż się m usiał nad nim zdrzymać.

Przyszła tedy do niego Matka Jego;

Wzięła obraz, m aluje go.

W stań Łukaszu tak zaspany, Obraz Twój w ym alowany, Do Częstochowy go damy.

Zaprzęgajcie cztery woły,

Zaw ieźcie obraz do Częstochowy.

W yjechali oni w pole — Wyszło do nich trzy rozboje.

W zięli rąbać, w zięli siekać — N ajśw iętsza Panna w ziena płakać Hej, w y zbóje!

N ie rąbcie tak, nie sieczcie tak!

M iecze w ziem ie powtykajcie, A sami spać polegajcie!

N iezależnie od m niejszego czy w iększego rozstrojenia na skutek dzia­

łalności czasu w ydaje się, że brak tu jest zakończenia. Mimo poszukiwań nie udało się go odnaleźć. A w łaśn ie ta wersja w ydaje się być autentycz­

niejsza od poprzedniej.

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :