Punktem wyjścia prezentowanej analizy są konsekwencje istnienia tzw.

błędu oczywistości. Według Davida G. Myersa (2003), polega on na spo‑

strzeganiu przez ludzi zachowań innych (i własnych), które dostatecznie często się powtarzają, jako t ypow ych. Bywa to klasyfikowane jako „błąd”.

Ludzie zwykle jednak mają taką właśnie tendencję do spostrzegania — do spostrzegania przez pryzmat tego, że coś jest oczywiste, bo wszyscy (czy prawie wszyscy) z naszego otoczenia tak robią. Dotyczy to głównie zacho‑

wań, które można zaobserwować. Czego możemy oczekiwać, obserwując ludzi, którzy zachowują się w sposób typowy? Jest oczy wiste, że tak właśnie się zachowują. Tego w istocie należy się spodziewać. Taki kierunek rozumowania wydaje się świadczyć o rozsądku ludzi, którzy tak postępują.

Trudno więc stwierdzić, że takie myślenie jest „błędem”. Jest jednak dalszy ciąg takiego rozumowania, który prowokuje do nazwania tego „błędem”.

Ludzie mają mianowicie tendencję — wyjaśnia D.G. Myers — do uzna‑

wania tego, co typowe, za normalne, a tego, co uznane za normalne, również za dobre. Owa „normalność” i „dobro” nie zawierają się ani w powtarzalności zachowań, ani w ich „typowości”. Są to właściwości, które zostają przypisane zachowaniom określonym jako „typowe”.

Przesłanki takiego działania można m.in. znaleźć w ustaleniach teorii atrybucji i teorii atrybucyjnych (por. Försterling, 2005). W konsekwencji uznanie, że coś jest normalne, a tym samym dobre, powoduje, że mamy tendencje do zalecania tych właśnie zachowań. Przykładowo, przejawiamy tendencję do tego, by jako typowe traktować współżycie seksualne osób odrębnej płci, bo w naszym otoczeniu dominują takie właśnie związki.

Znacznie rzadziej natomiast spotykamy ludzi tej samej płci, którzy ze sobą współżyją. Te pierwsze zachowania są „typowe”, a więc oczywiste,

3*

„oczywiste” zaś oznacza w tej mierze normalne, czyli dobre, natomiast te drugie są „nietypowe”, czyli „nieoczywiste”, a zatem nienormalne, to znaczy złe. I tworzymy normę społeczną, według której normalne jest współżycie seksualne osób przeciwnej płci, a nienormalne — współżycie seksualne osób tej samej płci. Oczywiście, w takim rozumowaniu za‑

wiera się wiele uproszczeń. Nie uniemożliwiają one jednak postawienia zasadnego dla tych rozważań pytania: Czy opiniowany, oceniając swe zachowania, posługuje się systemem „oczywistości” takim samym, jakim posługują się ci, z którymi się styka? A także sformułowania — podą‑

żając dalej tym tokiem — pytań: Czy opiniujący oraz sąd posługują się systemem oczywistości takim samym, jak opiniowany / osądzany? Jakie są tego konsekwencje dla opiniowania i dla orzekania kary? Zadanie zaś tych pytań w proponowanym paradygmacie teoretycznym sprowadza się do postawienia kolejnych pytań, brzmiących: Czy uzgodnienia społeczne, mówiące o tym, co jest oczywiste, a co nie, konfrontowane z zachowa‑

niem, które dana osoba zrealizowała, mogą wejść ze sobą w dysonans? Nie wejdą, jeśli zachowanie było z ową „oczywistością” zgodne. Czy źródła

„oczywistości” są jednakowe dla wszystkich zaangażowanych w proces opiniowania i orzekania?

Często trudno oddzielić to, co jest, od tego, co — naszym zdaniem — być powinno. W odniesieniu zarówno do innych ludzi, jak i do samego siebie prezentowane tu wnioskowanie (a w konsekwencji — przypisanie) bywa częstym doświadczeniem „naiwnego psychologa” (termin Heidera, 1958), jakim jest każdy z nas. Nie dziwi więc, że również w praktyce opi‑

niodawczej istnienie „oczywistości” wpływa na kształt opinii oraz na jej konsekwencje w postaci orzeczeń sądu. Przygotowana opinia jest jedną z istotnych przesłanek wnioskowania sądu o karze jako pochodnej winy.

Wina, a właściwie poczucie winy jest tu traktowane jako istotny wyznacznik skuteczności kary, rozumianej nie jako odwet, ale jako instrument wpływania na funkcjonowanie w przyszłości. W tej mierze pomocne są ustalenia sformułowanej przez Leona Festingera teorii dyso‑

nansu poznawczego, zwłaszcza sposób korzystania z nich, który proponuje m.in. Elliot Aronson (1978; 1997). Zgodnie z tą teorią dysonans powstaje tylko wówczas, gdy występuje niezgodność między wiedzą, działaniami, przekonaniami, sądami, oczekiwaniami itd., które jednostka już posiada, a wiedzą, działaniami, przekonaniami, sądami, oczekiwaniami itd., które do niej napływają, bądź działaniami, które jednostka zrealizowała, a które są dla niej źródłem wiedzy o niej samej. Odpowiednie, zmierza‑

jące do zlikwidowania niezgodności działanie jednostki pojawia się tylko wówczas, gdy owa niezgodność (dysonans) uzyskuje wartość niezbędną do wywołania nieprzyjemnego stanu emocjonalnego, doznawanego przez jednostkę. Jedną z form tegoż nieprzyjemnego stanu emocjonalnego jest

właśnie poczucie winy. Z ustaleń teorii dysonansu poznawczego wynika, że żadne działania nie zostają podjęte, gdy niezgodności nie ma albo jest na tyle słaba, że nie wywołuje przykrego stanu emocjonalnego. Odnosząc to zaś do poczucia winy, można stwierdzić, że nie pojawi się ono, jeśli roz‑

bieżność między działaniami opiniowanego a podzielanymi przez niego przesłankami takiego działania nie występuje bądź jest niewielka. Takimi przesłankami mogą być analizowane tu „oczywistości”. Ze względu na

„błąd oczywistości” oraz rolę opiniującego w procesie karnym konieczne staje się włączenie do rozważań również przesłanek, którymi kieruje się opiniujący. To właśnie opiniujący na podstawie poczynionych ustaleń formułuje wnioski. Wymaga to odpowiedniej interpretacji tychże ustaleń.

I na tym głównie polega rola biegłego. Jedno z takich wnioskowań może dotyczyć poczucia winy oraz skuteczności kary. W tym momencie istotne staje się to, czy biegły psycholog wniosek o rozbieżności formułuje na podstawie rozbieżności działania i jego przesłanek z własnymi „oczywi‑

stościami” czy tymi, którymi dysponował orzekany.

Na samym początku można sięgnąć do „podstawowego (fundamental‑

nego, zasadniczego) błędu atrybucji”, polegającego na poszukiwaniu prze‑

słanek działania we właściwościach jednostki, np. cechach jej osobowości (mimo że w rzeczywistości działanie mogło wynikać z uwarunkowań sytuacyjnych). Ta tendencja dominuje w kręgu kultury indywidualistycz‑

nej. W kulturach kolektywistycznych jest odwrotnie: to uwarunkowania sytuacyjne, a nie podmiotowe są częściej traktowane jako powody czyje‑

goś działania. Jeśli opiniowany i opiniujący pochodzą z tego samego kręgu kulturowego, to można oczekiwać, że mieli możliwość posługiwania się tymi samymi przesłankami wnioskowania o poczuciu winy. Nie byłoby to takie oczywiste, gdyby pochodzili z różnych kręgów kulturowych.

Mimo że i badacze, i opiniujący wyposażeni są w reguły metodologiczne, których celem jest minimalizowanie wpływu takich błędów, to jednak

— podkreśla D.G. Myers (2003) — popełniają je. Co więcej, obracając się w takim samym kręgu kulturowym, nie mają możliwości weryfikacji przesłanek ani nawet nie dostrzegają, że jest to błąd. Przykład stanowi definiowanie „podstawowego błędu atrybucji”. Został on w takim kształ‑

cie po raz pierwszy opisany i nazwany w kulturze indywidualistycznej.

Gdyby został przedstawiony na podstawie badań poczynionych w kul‑

turze kolektywistycznej, jego definicja zawierałaby zapewne elementy dokładnie odwrotne.

Zarówno „błąd oczywistości”, jak i „podstawowy błąd atrybucji” są tylko częścią problemu, jeśli na boku pozostawimy termin „błąd”, skupia‑

jąc się na „oczywistości”. Czy to właśnie nie owe „oczywistości” są przede wszystkim odpowiedzialne za to, czy powstanie dysonans czy też nie, a w konsekwencji — czy pojawi się poczucie winy? Jest tak, że niektóre

„oczywistości” w ramach tej samej kultury ujednolicają wnioskowanie (jak to np. pokazuje podstawowy błąd atrybucji), w odniesieniu zarówno do siebie, jak i do innych. Należałoby się jednak zastanowić, czy nie jest też tak, że w odniesieniu do poczucia winy istnieją takie „oczywistości”, które mogą prowadzić do niepojawienia się dysonansu. Przeprowadzane tu analizy zmierzają do ustalenia ewentualnych obszarów, na gruncie których takie różnice mogą wystąpić. Ogólnym zapleczem teoretycznym takiego wnioskowania byłby symboliczny interakcjonizm. Jednym z istot‑

nych postulatów tego podejścia (Ziółkowski, 1981; Pospiszyl, 2008) jest twierdzenie, że w toku porozumiewania się ludzie uzgadniają wspólne definicje rzeczywistości i reakcje na nią. Owe definicje rzeczywistości kre‑

ują — zgodnie z przyjętą tu terminologią — „oczywistości”. Można się zastanowić, czy nie jest tak, że nie tylko w porównaniach międzykulturo‑

wych, ale również w obrębie tej samej społeczności istnieją zbiorowości, które posiadają różne definicje rzeczywistości, inne zatem są ich „oczywi‑

stości”, nawet w odniesieniu do tych samych zjawisk, także w odniesieniu do stosunków międzyludzkich. Zależnie od kształtu i zawartości „oczywi‑

stości” może powstawać, lub nie, dysonans poznawczy i mogą pojawić się jego konsekwencje, w tym przypadku — poczucie winy.

Można wyróżnić kilka źródeł powstawania „oczywistości” (w ujęciu tabelarycznym zestawiono je w tabeli 1.).

Tabela 1. Obszary „oczywistości” jako źródła dysonansu

Stan rzeczy To, co jest „oczywiste” Źródło dysonansu Moja kultura Wartości związane ze społecznie

stworzoną rzeczywistością Zachowania niezgodne z wartoś‑

ciami i oczekiwaniami kulturo‑

wymi Moja grupa Cele grupy; normy grupowe;

wzorzec członka grupy Zachowania niezgodne z oczeki‑

wanymi zachowaniami członka grupy

Moja rodzina Cele do osiągnięcia; wzorzec sto‑

sunków międzyludzkich; wzorce ról społecznych

Zachowania niezgodne z wzor‑

cami ukształtowanymi przez ro‑

dzinę Reguły prawne Niepożądane zachowania; sto‑

pień niepożądania Zachowania ścigane przez policję

Źródła „oczywistości” można także nazwać „punktami odniesienia”, które umożliwiają konstruowanie terminów: „norma” i „patologia”.

W myśl przyjmowanych tu założeń tylko spostrzeganie własnego zacho‑

wania czy jego przesłanek jako patologicznych (bo patologiczne oznacza nienormalne — to zaś jest konsekwencją braku „oczywistości”) może prowadzić do dysonansu poznawczego i powodować wystąpienie poczucia

winy. Inaczej mówiąc — aby pojawiło się poczucie winy, konieczne jest zaistnienie rozbieżności między akceptowanymi (oczywistość danego działania wystarcza do jego akceptacji) i nieakceptowanymi przesłan‑

kami działania. W większości przypadków to właśnie poczucie winy jest warunkiem niezbędnym do tego, by wiązać własne działania z karą za nie wymierzoną. Jest ono także odpowiedzialne za skuteczność działań korek‑

cyjnych oraz profilaktycznych. Z czynionych na gruncie teorii dysonansu poznawczego rozważań wynika, że najłatwiej zlikwidować taką rozbież‑

ność wtedy, kiedy uzasadnienie zewnętrzne jest wystarczająco duże, aby uzasadnić podjęte działania. W tym przypadku oznaczałoby to, że gdy

„oczywistość” jest wystarczającym uzasadnieniem działania, wówczas kara nie tylko nie odgrywa swej roli naprawczej, lecz wręcz nasila poczu‑

cie niesprawiedliwości działań podejmowanych wobec sprawcy. Sprawca nie odczuwa zatem konieczności podejmowania działań w odniesieniu do samego siebie, choć oczekiwanie tegoż leży u podłoża kary traktowanej jako mechanizm korekcyjny, a nie odwet. A jeśli już powstanie niepoko‑

jące napięcie, to łatwo zostaje ono rozładowane, ponieważ „na zewnątrz”

czeka „oczywiste” uzasadnienie dla podjętych działań.

Obszarów tworzenia się „oczywistości” można z pewnością wyróżnić więcej niż tylko te zawarte w tabeli 1. Zamieszczono w niej przykładowe obszary, a nie wyczerpujący i zamknięty ich zestaw. Także kolejność wymienionych tam obszarów nie jest sztywna.

W prezentowanym zestawieniu pierwszy z obszarów tworzenia się

„oczywistości” stanowi krąg kulturowy, w ramach którego realizował się proces socjalizacji. Istotą procesu socjalizacji jest spowodowanie, by członkowie danego kręgu kulturowego przyswoili określone wartości kulturowe. Ze skuteczną socjalizacją mamy zatem do czynienia wówczas, gdy poddany jej człowiek jest w stanie odróżnić wartości „swojej” kul‑

tury od wartości kultury „obcej”. Jeśli już to nastąpi, proces różnicowania zachodzi całkowicie automatycznie i takież nieuświadamiane stają się jego przesłanki. Zwykle konsekwencją tego odróżnienia jest przeświadczenie, że tylko to, co „swoje”, jest właściwe, z kolei „właściwe” staje się na ogół synonimem „dobre”. Kultura „obca” oferuje wartości gorsze. Taką samą ofertą objęte są sposoby realizacji kulturowych wartości. Określa się je czasem mianem norm technicznych. Jeśli członkom danego kręgu kultu‑

rowego damy zbiór takich norm z prośbą o ich podział na dwie części, to jako wynik otrzymamy podział na normy „lepsze” i „gorsze”. Badani nie mają przy tym świadomości, że zastosowali takie kryterium podziału, ani nie zdają sobie sprawy z tego, że za lepsze uznali normy służące war‑

tościom własnej kultury. Normy są opisem aprobowanych kulturowo (a w konsekwencji — także nieaprobowanych) sposobów działania. Dzia‑

łania są zaś podejmowane przez reprezentantów poszczególnych kultur.

Stąd też bierze się taka łatwość dzielenia ludzi na lepszych i gorszych tylko dlatego, że działają według norm własnej bądź innej kultury. Największa porcja stereotypów, uprzedzeń i dyskryminacji dotyczy przedstawicieli innych kultur. O ile stereotypy i uprzedzenia przede wszystkim czynią szkody poznawcze i atrybucyjne, o tyle praktyki dyskryminacyjne często prowadzą do działań zmierzających do wyrządzenia szkód zarówno psy‑

chicznych, jak i fizycznych. Wartości kulturowe i sposoby ich realizacji stają się „oczywistościami”. Są to przy tym „oczywistości” całkowicie nieuświadamiane, wpływające na funkcjonowanie głównie emocjonalnie, a nie racjonalnie. To na ich gruncie przede wszystkim wyrastają uprzedze‑

nia. Z punktu widzenia opiniującego, ale także psychoterapeuty, istotne jest to, że jakiekolwiek działania pozwalające realizować wartości kultu‑

rowe nie wywołają poczucia winy. Jeśli ich obiektem stają się przedstawi‑

ciele odmiennej kultury, to podjęte wobec nich działania są niejako z góry usprawiedliwione przeświadczeniem, że w sposób „oczywisty” są one uzasadnione i „dobre”, jako że „ich” — „obcych” — działania, wierzenia, wartości, cele itd. są złe „z natury”, bo zła jest kultura, z której się wywo‑

dzą. Wszystko zatem, co przyczynia się do zwalczania przedstawicieli innej kultury, jest „dobre”, niedobrze zaś jest tego nie robić. Oczywiście, stopień owej rozbieżności może być różny, dlatego nie wszystkie działa‑

nia skierowane przeciwko innej kulturze i jej członkom jednakowo łatwo można usprawiedliwić, tym bardziej że poszczególne kręgi kulturowe nie muszą „stać po przeciwnych stronach barykady”. Przykładem mogą być tak różne — wydawałoby się — kultury, jak indywidualistyczna i kolekty‑

wistyczna (por. Hofstede, 2000). Istotne jest tu jednak przede wszystkim to, że kręgi kulturowe zawsze zawierają spory ładunek możliwości obni‑

żania poczucia winy, a często także możliwość jej powstania, zwłaszcza wszędzie tam, gdzie działanie jest wymierzone przeciwko „obcej” kulturze bądź jej przedstawicielom. Oczywistości wartości kulturowych i sposo‑

bów ich realizacji stają się czynnikami redukującymi dysonans. W efekcie zarówno karanie, jak i działania resocjalizacyjne oparte na poczuciu winy okazują się mało prawdopodobne. Trzeba jednak, gwoli sprawiedliwości, powiedzieć, że na ten czynnik mamy stosunkowo niewielki wpływ, choć jego obecność wymaga zdecydowanego odnotowania. Choćby dlatego, że w większości przypadków i opiniujący, i sąd, i obwiniany należą do tego samego kręgu kulturowego, natomiast obiekt podjętych przez obwinio‑

nego działań — już niekoniecznie.

Drugim z wymienionych obszarów wytwarzających „oczywistości” są grupy społeczne. W tym miejscu zostaną omówione tylko niektóre ele‑

menty z tego obszaru tworzenia „oczywistości”. Każdy z nas jest — i był, a pewnie również będzie — członkiem jakiejś grupy społecznej. Zarówno grupy funkcjonujące w określonym środowisku kulturowym, jak i ich

członkowie wywodzą się na ogół z tegoż właśnie środowiska. Powoduje to, że do absolutnych wyjątków należy zaliczyć sytuacje, gdy grupy pro‑

ponują całkowicie inny system wartości i metod ich realizacji niż ten, jaki obowiązuje w kulturze, w obrębie której powstały i funkcjonują.

Można raczej sądzić, że w większości przypadków będą działały à rebours.

Utworzono typologię zachowań składającą się z czterech ich rodzajów.

W tym ujęciu zachowaniom konformistycznym (takim, które są zgodne ze społecznymi oczekiwaniami) przeciwstawione są zachowania nonkonfor‑

mistyczne (będące przeciwieństwem zachowań oczekiwanych). Wartości i normy kulturowe kształtują także oczekiwane zachowania, toteż grupy funkcjonujące w ich obrębie tworzą nie tyle inne wartości i normy, ile naj‑

częściej ich przeciwstawienie. W przypadku małych grup bardzo istotny z orzeczniczego punktu widzenia staje się sposób tworzenia grupowych celów. Można w tym przypadku wyróżnić co najmniej dwa sposoby. Jeden z nich polega na wspólnym tworzeniu — przez wszystkich członków grupy

— celu grupowego. Zwykle stanowi on — w większym lub mniejszym stopniu — wypadkową celów poszczególnych osób. Nie jest ich złożeniem, lecz wypadkową właśnie. Na ogół nie jest to punkt, lecz droga, którą się podąża. Gdyby zapytać członków grupy, co jest celem działania grupy, to niewielu umiałoby — albo nawet nikt — ów cel podać. Potrafią jednak skutecznie określić, które i jakie działania są pożądane, a które i jakie nie.

Dla poszczególnych członków grupy cel grupowy staje się czynnikiem motywującym do działania i ukierunkowującym je. Ale stanowi również pewną „oczywistość” uzasadniającą podejmowane działania.

Drugim sposobem wyznaczenia celu grupowego jest przyjęcie (zaakcep‑

towanie) celu, który już istnieje (np. wówczas, gdy ktoś zostaje członkiem już istniejącej grupy), lub celu, który zostaje narzucony przez któregoś z członków. Cel narzucony zwykle jest znacznie bardziej skonkretyzo‑

wany, ma bardziej postać punktu i częściej bywa uświadamiany. Stanowi jednak nadal źródło motywacji i ukierunkowuje działania, a zarazem jest źródłem „oczywistości” ze wszystkimi jej konsekwencjami.

Z punktu widzenia opiniowania istotne jest to, że cele wytworzone przez członków grupy znacznie wyraźniej na nich oddziałują (w myśl przejętej tu terminologii — są silniejszymi „oczywistościami”, jeśli za kry‑

terium ich siły przyjąć zdolność do redukowania poczucia winy). Oczywi‑

ste jest to, po jakiej drodze się poruszamy, również to, co robimy, by się tą drogą poruszać. Punktem odniesienia dla wszystkich podejmowanych działań staje się to, co jest „oczywiste”. Podobnie oddziałują na nas cele, wytworzone w ten drugi sposób, choć mają nieco mniejszą moc. Najsła‑

biej wydają się oddziaływać cele narzucone, ponieważ w grupie część jej członków takich celów nie akceptuje. Niemniej cele grupowe w każdym przypadku są silnym źródłem „oczywistości”.

Równie duże znaczenie mają normy grupowe. Wyznaczają one stan‑

dardowe zachowania w sytuacjach, które są istotne z punktu widzenia realizacji celu grupowego. Nie tylko określają, jak powinni się zacho‑

wywać poszczególni członkowie, lecz pozwalają także przewidywać, jak zachowają się inni członkowie grupy. Umożliwiają więc ustalenie, jakie zachowania członków grupy są „oczywiste”, a jakie nie. Ktoś, kto działa według przyjętych w swojej grupie norm, nie ma poczucia winy za konse‑

kwencje takich działań. Od członka grupy oczekuje się, że będzie on dzia‑

łał według obowiązujących w niej norm. Jeśli jestem członkiem grupy, to jest „oczywiste”, że działam według jej norm. Można szczegółowo przeanalizować, jak normy i cele oddziałują na członków małych grup społecznych, a jaką rolę odgrywają one w dużych grupach, także — jakie kary i nagrody stoją na straży ich skuteczności. Było to już przedmiotem innych moich analiz (por. Domachowski, 1981).

Rodzina jest specyficzną małą grupą, toteż odnoszą się do niej wszystkie prawidłowości dotyczące „oczywistości”. Oddziałują one od momentu urodzenia, dlatego znacznie częściej normy i cele powstają drogą emocjonalną, na ogół poza obszarem świadomości. W tej mierze stają się „oczywistościami”, które działają podobnie jak „oczywistości”

kulturowe. Wyróżniono jednak ten obszar nie dlatego, by pokazać jego podobieństwa do poprzedniego. Ów obszar wyróżniają dwa, co najmniej, czynniki. Po pierwsze, kształtują obszar stosunków międzyludzkich na podobnej zasadzie, jak działa wdrukowanie. O ile jednak wdrukowanie — przynajmniej w takim rozumieniu, jakie rozpowszechnił Konrad Lorenz

— jest mechanizmem wrodzonym, genetycznie kształtowanym, o tyle kształtowanie stosunków międzyludzkich stanowi w dużej mierze kon‑

sekwencję naśladowania wzorców. I owe wzorce są właśnie drugim czyn‑

nikiem wyróżniającym. W pewnej mierze ich kształt jest dziedziczony społecznie, ale także modyfikowany, zależnie od aktualnych warunków.

Przychodząc do grupy, jednostka jest już wyposażona we wzorce, posiada pewne „oczywistości”. Dla działalności opiniodawczej istotne okazuje się to, że w szczególnych okolicznościach — z powodu siły oddziaływania grupy — wzorce te mogą zostać zastąpione przez wzorce oferowane przez grupę bądź zmodyfikowane. Inaczej mówiąc, może nastąpić wymiana lub przekształcenie „oczywistości”. Jednak w tej mierze ich początki

Przychodząc do grupy, jednostka jest już wyposażona we wzorce, posiada pewne „oczywistości”. Dla działalności opiniodawczej istotne okazuje się to, że w szczególnych okolicznościach — z powodu siły oddziaływania grupy — wzorce te mogą zostać zastąpione przez wzorce oferowane przez grupę bądź zmodyfikowane. Inaczej mówiąc, może nastąpić wymiana lub przekształcenie „oczywistości”. Jednak w tej mierze ich początki

W dokumencie Psychologiczne i interdyscyplinarne problemy w opiniodawstwie sądowym w sprawach cywilnych (Stron 37-47)