tańcząc z Baśniowymi Bohaterami. z dawidem

W dokumencie Guliwer. Kwartalnik o książce dla dziecka, 2017, nr 3 (121) (Stron 74-79)

modrzejewskim rozmawia urszula motyka

Wszyscy znamy bajkę o Czerwonym Kapturku oraz o sprytnym Kocie w butach.

Na świecie istnieje wiele adaptacji daw-nych baśni Charlesa Perraulta. Jednak Da-wid Modrzejewski, twórca znanego na Lu-belszczyźnie Projektu Wodzirej oraz młod-szej jego odmiany – Projektu Wodzirej Kids – zaproponował innowacyjną ich interpre-tację oraz formę w postaci Tańcobajek, czy-li bajek opowiedzianych tańcem.

skąd pomysł na tańcobajki?

Od mniej więcej dwunastu lat pracu-ję jako instruktor tańca dla dzieci. W liceum śpiewałem w chórze, później grałem w te-atrach licealnych, m.in. w lubelskim młodzie-żowym teatrze Panopticum, co bardzo wiele mi dało. Na studiach zacząłem grać w teatrze ITP, działającym przy Katolickim Uniwersyte-cie Jana Pawła II, który to, oprócz teatralno-ści, dał mi jedną bardzo ważną rzecz – prze-kaz. Zdałem sobie wtedy sprawę, że spektakl jest po coś, nie jest samą sztuką dla sztuki, ale przekazuje jakąś głębszą treść, zawiera jakąś dobrą wartość. ITP jest religijne, ale nie do końca. Mówią o wartościach wsze-lakich. I to we mnie zawsze działało. Jak za-cząłem pracować z dzieciakami tanecznie, najpierw uczyłem ich cha-chy, walca, ale uważyłem, że to ich nie wciąga. Później za-cząłem pracować jako wodzirej, gdzie isto-tą pracy jest pociągnięcie ludzi do

wspól-nej zabawy, do jakiejś aktywności. Praca ta dała mi warsztat animowania grupy, zarów-no dorosłych jak i dzieci. Przekonałem się, że animacja taneczna jest doskonałą formą do włączania – także najmłodszych – w ja-kąś zabawę. Przez tych kilka lat brakowało mi połączenia tejże formy ruchu, aktywno-ści tanecznej z jakąś treaktywno-ścią. Zobaczyłem, że to, co robię, jest bardziej fitnessem, zumbą, ruchem dla ruchu. Jednak to tańce fabular-ne angażują ludzi. Moment, gdy się prze-bieram, lub gdy robimy wspólnie jakiś ta-niec – indiański, egipski, góralski na przy-kład – wtedy nadajemy aktywności nową treść, tworzymy fabułę, a fabuła całą swo-ją mocą wciąga ludzi. I nie mówię tu tylko o dzieciach, bo dorośli też dają się jej po-rwać. Za tą fabułą dopiero kryje się pew-na aktywność fizyczpew-na. Miałem pragnienie stworzyć coś własnego, autorskiego, żeby nie opierać się na tym, co już jest, tylko wyjść z propozycją jakiegoś tematu. Marcin Wą-sowski, którego znam właśnie z Teatru ITP, zaczął pisać dla mnie teksty. Najpierw zro-dził się pomysł, że może stworzymy jedną piosenkę o jakiejś konkretnej tematyce, np.

o góralach. On taki tekst napisał, ale prze-leżało to sobie kilka miesięcy w szufladzie, po czym stwierdziłem, że to nie to, że to mu-si być jakaś ciągłość – cała fabuła. Nie może to być jedna piosenka lub kilka oderwanych od siebie utworów, doszedłem do wniosku, że one muszą razem tworzyć pewną całość, mieć wspólny mianownik. Zauważyłem wte-dy, że przecież dobrym i ciekawym tematem są bajki dla dzieci. Znalazłem więc sobie taki słowotwór jakim jest tańcobajka. Zaczęliśmy

pracować nad pierwszą tańcobajką i jako pierwszy na warsztacie znalazł się Czerwony Kapturek jako coś znanego. Chciałem mieć na początek coś popularnego, aby nie tłu-maczyć treści, ale skupić się właśnie na for-mie. Z tej współpracy powstały bardzo fajne teksty. Muzykę stworzyli Urszula Kasprzak- -Wąsowska oraz Michał Iwanek, którzy tak-że wyśpiewali piosenki. Wyszły z tego czte-ry tańce: Czerwonego Kapturka, Wilka, Babci i Gajowego. Fabuła również została opo-wiedziana w piosence. Okazało się, że mu-zyka wykorzystana w tejże bajce – poleczka, rock’n’roll, walczyk – jest bardzo chwytliwa.

Że dzieciaki szybko to łapią. Mój pomysł był taki, żeby je angażować teatralnie, żeby to była namiastka teatru, namiastka aktywno-ści, więc wymyśliłem czapki. Dzieci zakłada-jąc te czapeczki, czerwoną – Czerwonego Kapturka, z zębami i oczami – Wilka, wcho-dzą w tę postać i łatwiej jest im się z nią utoż-samić. Jestem poniekąd trochę aktorem, ale przede wszystkim osobą prowadzącą, wo-dzirejem, który spaja całość, który uczy, ale nie skupiam na sobie całej uwagi. Okazało się to merytorycznym strzałem w dziesiąt-kę. Dzieci, które tego doświadczały, świet-nie się w to angażowały – przeżywały emo-cje i ruchem, tańcem, aktywnością faktycz-nie przeżywały tę historię.

jak myślisz, co daje dzieciom udział w tańcobajce?

Myślę, że są to przede wszystkim emo-cje. Emocje i to, że dzieci są częścią tych emocji. One współtworzą ten spektakl.

Oczywiście odgrywają pewne przygotowa-ne role, nie ma tam bardzo dużo spontanicz-ności, to nie jest „impro”. Dzieci potrzebu-ją jednak trochę porządku, poprowadzenia, dlatego trudno byłoby zrobić z nimi pełną improwizację. Nieistotne jest, czy dziecko zatańczy dokładnie tak jak ja. Każde dziecko

wykonuje poszczególne ruchy po swojemu, i to jest też ważne. Ja nie oczekuję, że dzieci zrobią równo i dokładnie choreografię. Nie na tym to polega. To nie jest pokaz. To nie jest teatr, gdzie widzowie oglądają i ocenia-ją. To jest teatr dla teatru, w sensie przeżycia dla przeżyć, a nie dla widzów. Wyszedłem z założenia, że widzowie są aktywni, biorą w tym udział. Nawet jeśli rodzice towarzy-szą dzieciom, to zawsze ich zapraszam, że-by też że-byli aktywni. Istotą sprawy jest fakt, że dzieci mogą to wszystko przeżywać, że dają cząstkę siebie.

nie baliście się, że taka inna forma

Do przedszkoli przyjeżdża mnóstwo te-atrzyków, które są lepsze i gorsze. Robią je aktorzy, może nie zawsze zawodowi, którzy mają coś wspólnego z teatrem lub wręcz po prostu nie mają. Wydawało mi się, że jest to o wiele za mało. Uważam, że w dzieciach jest większy potencjał, że chcą uczestniczyć aktywnie w spektaklu. Może same tego nie powiedzą, ale widać, że chcą. Poza tym, po co mają tylko siedzieć pół godziny, godzinę.

Myślę, że dużo więcej dostaną emocji, dużo więcej przeżyć, jeżeli będą mogły same coś zrobić. Maria Montessori mówiła: pozwól mi samemu coś zrobić. Nie rób za mnie, ale pozwól mi samemu. I tańcobajki idą trochę w tym nurcie, żeby pozwalać dzieciom włą-czać się aktywnie. To było i jest odważne.

powiedz mi, jak interpretujecie czer-wonego Kapturka i Kota w butach – czyli waszego Kota w butach...i kapeluszach?

Czerwony Kapturek z tego, co wiem, nie był bajką dla dzieci. Bo kto pozwala córecz-ce samej iść przez ciemny las, wiedząc, że

tam są dzikie zwierzęta? To jest abstrakcja.

Gdzie był ojciec? To jest moje pytanie od po-czątku: gdzie jest ojciec tego dziecka? Mo-że ojciec był gajowym? To był mój pomysł, że może to ojciec, skoro mieszkają w lesie, ojciec może pracować jako gajowy. Więc w sumie ojciec uratował bajkę. Jaka jest pu-enta tej bajki? Nie ufaj nieznajomym, mamo, nie wypuszczaj córki samej do lasu. Trudno o jednoznaczny morał. Zawsze podpowia-dam dzieciom, że warto słuchać rodziców.

W tańcobajce wybrzmiewa bardzo mocno, że mama daje przestrogę: Uważaj na wilka.

A Czerwony Kapturek śpiewa: ja wszystko wiem i dobrze znam, na każde pytanie odpo-wiedź dam. Jest trochę zadziorna, trochę sa-mochwała, pozjadała wszystkie rozumy i nie posłuchała mamy, zrobiła po swojemu. Dla-tego tak to się skończyło, że wilk ją podszedł i przechytrzył. Ta bajka ma wiele warstw, tak naprawdę można na spokojnie ze starszy-mi dziećstarszy-mi rozkładać ją na czynniki pierw-sze. Specjalnie Czerwony Kapturek został tak napisany, żeby ubarwić postać Kaptur-ka. To nie jest taka zwykła dziewczynka, ale dziewczynka jak wiele cztero- czy pięciola-tek, które są najmądrzejsze, wszystko wie-dzą lepiej, same chcą wszystko zrobić. Mam córkę w tym wieku, więc wiem, że ona za-wsze wszystko wie najlepiej. Szliśmy trochę tym tropem, by pokazać różne oblicza, że dzieci takie są...

może właśnie, żeby się zobaczyły jak w lustrze?

Tak, trochę dzieci się widzą w lustrze.

Oczywiście, Wilk w tańcobajce jest postacią atrakcyjną, sam jego taniec jest bardzo po-rywający. Dzieci utożsamiają się z Wilkiem, uwielbiają tańczyć wilczego rock’n’rolla. Wil-kowi na przykład głośno się odbija, ale prze-prasza za to. Czyli pokazujemy, że życie nie jest czarno-białe. Nie musimy osądzać

Wil-ka, wyciągać wniosków, że jest źle wychowa-ny. Wilk właśnie pokazuje, że skoro coś ta-kiego się wydarzyło, warto przeprosić i iść dalej. Tekst jest o tym, że Wilk jest postacią sprytną, groźną, kogoś ugryzł, ktoś cierpi z tego powodu, aczkolwiek tekst jest jed-nocześnie bardzo humorystyczny pod tym względem: wczoraj ugryzł pana Zdzisia, dziś pan Zdzisiek z nerwów kicha. To wszystko ma być bajkowe, ma być ciekawe. Babcię chcie-liśmy pokazać jako osobę kochaną, bliską, która piecze, gotuje, u której jest kolorowo i naprawdę ciepło w domu. Może są to na-sze wspomnienia naszych babć? Może to są nasze marzenia? Chcieliśmy ją pokazać w sposób bardzo ciepły i dlatego do jej oso-by zasugerowany jest piękny walczyk. Szyb-ko uczę dzieci tego najprostszego tańca, a później nic piękniejszego niż zatańczyć ze swoją babcią walczyka. Natomiast Gajo-wy to człowiek, który uratował tę bajkę. Do niego pasuje marsz, tutaj dbamy o porządek w lesie. Ta piosenka także pokazuje, że mu-simy dbać o las, o zwierzęta, o naturę. Gajo-wy trzyma w ryzach i przedszkolaki i wszyst-kich w lesie. W lesie nie hałasujemy, nie śmie-cimy. Mamy tutaj też taki aspekt proekolo-giczny, można powiedzieć.

a Kot w butach?

Kot w butach...i kapeluszach jest zupeł-nie inną bajką, która powstawała przez po-nad pół roku. Nie chciałem, żeby była to ba-nalna historia o księżniczce, która zakochuje się w księciu i koniec. Oczywiście patrzyłem też na to, co dzieci zainteresuje. Jak przycią-gnąć chłopców do tańca? Jest wiele bajek z księżniczkami, przy których dziewczyn-ki czują się świetnie, ale co z chłopakami?

Mógłby być jakiś rycerz... Wszystko przed nami. Kot w butach jest bajką nieoczywistą.

Można ją pod względem moralnym różnie interpretować. Kot nie działa w stu

procen-tach uczciwie. On oszukuje, wykazuje się sprytem. I teraz można to różnie potrakto-wać. Można jasno powiedzieć, że kot jest zły, bo oszukał. Pokazaliśmy w naszej tań-cobajce, że kot wykorzystał dobre strony, że szczęściu trzeba pomagać. Pokazaliśmy, że pozory mylą. To, że Jasiek jest biedny, nie oznacza, że jest słabym człowiekiem. Może ma dobre serce, może jest dobrym chłopa-kiem, tylko trzeba mu troszeczkę pomóc to pokazać. Więc Kot wykorzystał swoje umie-jętności: to, że umie łapać myszy to, że tro-chę nagiął prawdę z królem, z kąpielą Jaśka, gdy udawał, że się topi i król oddał mu swo-je szaty. Wystarczyła tylko ta zmiana szat, by zupełnie inaczej zaczęto postrzegać Jaśka.

Chcemy pokazać w tańcobajce, że nie szata zdobi człowieka. Kot mówi, że ludziom trze-ba czasem pomóc, aby wzrok innych dotarł do serca, bo tam jest cała prawda o człowie-ku. Kot wydobywa z nas dobro, mobilizuje nas i motywuje, aby pokazać to dobro, po-dzielić się swoim talentem. Spotkałem się z opinią, że przekaz Kota w butach...i kape-luszach jest bardzo terapeutyczny. Mówimy, że skarb masz w sobie, w innym miejscu, że strach ma wielkie oczy, ale mało mocy. Ta pio-senka jest z nutką grozy, ale ma jasny prze-kaz: my sobie ze strachem poradzimy. Jeże-li masz ciemno w pokoju – zapal światło. Te teksty są bardzo mądre. Wyszliśmy z zało-żenia, że piosenki nie powinny opowiadać fabuły. Te piosenki mogą być wykorzysta-ne, zaśpiewawykorzysta-ne, zatańczone w wielu innych kontekstach. Tam nie ma nic o Kocie w bu-tach. Natomiast ja dopowiadam treść w for-mie monodramu. I te treści są wypełnione piosenkami, które mają mieć dobry przekaz.

Ta tańcobajka jest terapeutyczna, także dla-tego, że skłania do rozmowy, jak wykorzy-stywać swoje talenty, przełamywać lęki. Ale też trzeba jasno pokazywać: kłamanie samo

w sobie nie jest dobre i cel nie uświęca środ-ków. Ale trzeba z dziećmi o tym rozmawiać.

Oczywiście kłamstwo jest kłamstwem, ale nie zawsze wszystko jest takie jednoznacz-ne. Kot w butach jest zupełnie inny niż Kap-turek. Ja z założenia chciałem pójść dalej, chciałem stworzyć coś dla starszych dzie-ci. Czerwony Kapturek można powiedzieć, że jest dla przedszkolaków, już od trzecie-go roku życia, nawet w żłobku to grałem.

I fajnie, dzieciaki to łapały. Ta bajka jest pro-sta. Kot w butach już taki nie jest. Jest trud-niejszy w przekazie. Coś więcej się dzieje, są mniej oczywiste tańce, nie takie łatwe do sklasyfikowania, wszystko jest w takim swingowym retro klimacie, wszystko jed-nak na współczesną nutę. Notabene teksty do tej tańcobajki także napisał Marcin Wą-sowski, Urszula z Michałem skomponowa-li muzykę, ale głosu w kocich piosenkach użyczył Łukasz Jemioła – lubelski wokalista jazzowy. Chciałem Kotem trafić do starszych dzieci, które nie chcą śpiewania dziecięcego.

To ich nie bawi. Oczywiście Czerwonego Kap-turka też wykorzystałem w podstawówce, ale w formie warsztatów teatralnych. Przyj-mowaliśmy postacie i w ten sposób drugo-klasiści fantastycznie w to weszli.

istniało ryzyko, że forma przyćmi treść? że dzieci skupią się tylko na tań-cu?

Tak, forma jest angażująca, ale treść ca-ły czas gdzieś wybrzmiewa. Też jest tak, że dzieciaki chłoną bardzo dużo, choć nie wi-dzimy od razu efektów. Dlatego też do Czer-wonego Kapturka jest już płyta, do Kota bę-dzie, by ta muzyka towarzyszyła dzieciom. Te narracje pomiędzy piosenkami też mają być nagrane, by dzieci mogły je sobie odtwarzać w domu. Jednorazowe przeżycie tańcobaj-ki jest świetnym doświadczeniem, a dzieci, które mogą tego słuchać później w domu,

mogą przesiąkać dalej tą treścią. Na pewno po jednym spektaklu nie są w stanie zapa-miętać całej treści, ale ja się o to nie martwię.

Dzieci są bardzo bystre. Trzeba uwierzyć w dzieci, w ich percepcję i w ich możliwości.

Trzeba dzieciom zaufać i dać im przestrzeń, do tego, żeby przyjęły pewne treści i żeby to w nich też pracowało.

jakie kolejne tańcobajki macie w planach?

Gdy tylko zrobiłem Czerwonego Kap-turka, rozpisałem od razu scenariusz do tań-cobajki biblijnej. Mam takie marzenie, pra-gnienie, by Biblię opowiedzieć tańcem. Nie wiem, czy i kiedy to zrobię. Teatr jest trud-no sprzedać. Ale myślę pozytywnie. Chciał-bym też wyjść poza formę bajek, które zna-my, podejmować ważne tematy, które dzie-ciom towarzyszą w ich codzienności. Myślę o emocjach, relacjach z kolegami, koleżan-kami. Dlaczego dzieciakom nie podpowia-dać, jak radzić sobie pozytywnie z emocja-mi? Chcę dotknąć poważnych tematów, któ-re dziś są tematami psychologicznymi. Mo-że zrobić konkretne bajki terapeutyczne do pracy z dziećmi z zaburzeniami, wykorzysty-wane w arteterapii.

tutaj także przejawiałaby się chore-oterapia, prawda?

Tak, zdecydowanie tak. No właśnie, to jest moje doświadczenie, o którym

wcze-śniej nie powiedziałem. Był taki czas, że byłem zakochany w choreoterapii. Robi-łem kursy, uczestniczyRobi-łem w weekendo-wych warsztatach DMT (Dance Movement Therapy), chyba najpoważniejszej w Europie brytyjskiej szkoły terapii tańcem i ruchem, które dały mi szerszy punkt widzenia. Nauczy-łem się, że ruch otwiera, że jest diagnostycz-ny. Obserwując dziecko w ruchu, napraw-dę możemy zobaczyć wiele innych spraw, z którymi dziecko się boryka. Moja tańcobaj-ka może być dobrym narzędziem diagno-stycznym, terapeutycznym, do pracy nad konkretnymi, realnymi zaburzeniami. Dla-czego by nie iść dalej i nie stworzyć choreo-arteterapii? Taniec jest czymś, co drzemie w nas od maleńkości. Mamy w sobie rytm, poczucie rytmu. Dzieci są uspakajane muzy-ką, rytmem serca matki, kołysankami. Taniec jest także sposobem na przełamanie barier, w sposób bezpieczny i dobry, mam tu na myśli tańce, zabawy integracyjne. Tworzą się relacje. Czasem samo tupanie powoduje, że dzieci wyrzucają z siebie emocje.

można by pomyśleć, że z tak znanych baśni nie da się już nic nowatorskiego wysnuć. jednak wasze interpretacje po-kazują, że – mimo upływu kilku wieków – bajki te są wciąż aktualne. utwierdza-cie w przekonaniu, że klasyka nigdy nie umrze. dziękuję za rozmowę.

nA lAdAch KsięGARsKich

Krystyna Heska-Kwaśniewicz

W dokumencie Guliwer. Kwartalnik o książce dla dziecka, 2017, nr 3 (121) (Stron 74-79)