• Nie Znaleziono Wyników

Rodzina jako kategoria naturalna i przedmiot badań oraz studiów w polskiej tradycji (szkic naukoznawczy)

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2021

Share "Rodzina jako kategoria naturalna i przedmiot badań oraz studiów w polskiej tradycji (szkic naukoznawczy)"

Copied!
12
0
0

Pełen tekst

(1)

Stanisław Majdański

Rodzina jako kategoria naturalna i

przedmiot badań oraz studiów w

polskiej tradycji (szkic

naukoznawczy)

Studia nad Rodziną 10/1-2 (18-19), 171-181

(2)

Studia nad Rodziną UKSW 2006 R. 10 nr 1-2(18-19) Stanisław M A JD AŃSKI

RODZINA JAKO KATEGORIA NATURALNA

I PRZEDM IOT BADAŃ ORAZ STUDIÓW W POLSKIEJ TRADYCJI (SZKIC NAUKOZNAWCZY)

R odzina to podstaw ow a n atu ra ln a społeczność antropologiczna. W ia­ dom o to od zarania ludzkości, spontanicznie, bez specjalnej naukowej r e ­ fleksji. W szelako od pew nego czasu stanow i przedm iot specjalnego zain te­ resow ania i zastanow ienia jak o odrębny przedm iot zorganizowanych b a ­ dań i studiów. D zieje się tak po pierwsze dlatego, że w dobie powszechnej scjentyzacji wszystkie dziedziny kultury podlegają naukowej „obróbce”. Być m oże je st w tym coś z utopii, ufającej, że nauka wszystkiemu zaradzi, niem niej należy się z tym liczyć i podjąć to wyzwanie także na po lu rodziny.

Innym pow odem zainteresow ania się, także naukow ego, rodziną i jej problem am i, je st powtarzający się co pew ien czas kryzys rodziny. Jest on niebezpieczny, bo zagraża istnieniu całych społeczeństw i narodów , jako że w spierają się o ne n a rodzinie, tw orząc niejako „rodziny rodzin”. R odzina stanow i o podobieństw ie genetycznym w ram ach poszczególnych narodów dzięki zachow aniu ciągłości i rozw oju pokoleń. Dotyczy to wszystkiego, co wiąże się z człowieczeństwem, począwszy od człowieka rozum ianego jako indywiduum po ludzkość; sam ego bytu ludzkiego w sensie ta k biologicz­ nym, ja k i duchowym, n a m iarę ludzkiego com positum . W pierwszym wy­ p ad k u chodzi głównie o problem atykę rodzinno-dem ograficzną, w drugim rolę przesądzającą odgrywa składow a etyczna. O ba względy w arunkują się zresztą w zajem nie, co zauw ażono od daw na (przypomnimy choćby kryzys w okresie up ad k u cesarstw a rzymskiego).

Dziś tedy św iadomie, po w iekach dośw iadczeń i pozytywnych, i negatyw­ nych, podejm ujem y, także naukow o, problem atykę rodzinną. W yodrębnia­ my kategorię „rodziny” w jej różnorodnych dym ensjach - jako przedm iot zorganizowanych badań naukowych czy studiów, a więc w zakresie eduka- cyjno-dydaktycznym, ja k i takiej czy innej, ale zawsze podstaw ow ej, jak rów nież praktycznej - troski o rodzinę. Problem atyka ta budzi zain tereso ­ w anie i państw a, i Kościoła, zwłaszcza że w kontekście rodziny m ówi się n a ­ w et o w ładaniu bronią dem ograficzną. „Kołyski to p o tęg a” - pow iadał je ­ den z polskich pionierów problem atyki rodzinnej; zawczasu już d ow arto­ ściował on problem atykę rodzinną i przew idział wiele z tego, czym zajm u­

(3)

jem y się dzisiaj. Dziś wszyscy jesteśm y czujni na rozm aite wskaźniki zd ro ­ wia i niezdrow ia rodziny.

K ategoria ludzkiej rodziny jest tedy egzystencjalnie doniosła i lokuje się w ogólniejszej kategorii „życia”-„biosu”; w jego różnych, nie tylko m a te ­ rialnych, param etrach. Ludzkość rozum iała to instynktownie, jeszcze przednaukow o czy przedfilozoficznie, i w tych właśnie kategoriach w idzia­ ła świat i siebie. Potem dochodziło do bardziej lub m niej rozwiniętej racjo­ nalizacji optyki „biosu”, jej filozofizacji czy scjentyzacji. R odzina je st więc zanurzona jako kategoria w sferze „biosu”, w jego szerokim , egzystencjal­ nym znaczeniu, i ta k to należy rozum ieć, jeśli chce się uchwycić tę p ro b le ­ m atykę w panoram ie różnych dyscyplin naukowych.

Myślimy bowiem i poznajem y - w ram ach ta k czy inaczej pojętej nauki, w tym antropologii - w kontekście życia, co znajduje swoje odzw ierciedle­ nie w języku, w m etaforom yśleniu i etym om yśleniu różnych epok i kultur. Bywa, że odchodzim y od spojrzenia „biologizującego”, zostawiając jed n ak subtelny ślad w języku, świadczący, że pierw otne podejście było właśnie biogeniczne, b iostrukturalne i bioaplikacyjne. Teraz wracam y - ja k się p o ­ w iada - do „świata pierw otnych znaczeń”, odw ołując się także do pojęć „rodzinnych” z ich odniesieniem do naturalnej kategorii rodziny ludzkiej, k tó ra nas tu pierw szoplanow o absorbuje. D aje się to prześledzić, jeśli się dostatecznie bacznie b a d a rozwój języka, filozofii, nauk. Świadczy o tym w ogóle m yślenie-poznanie etnogeniczne, m etaforogeniczne czy etymoge- niczne, doniosłe strukturalnie i aplikacyjnie w ram ach różnych kategorii, którym i także w naukach o rodzinie operujem y.

I tak, do tych kategorii i związanych z nim i p ro ced u r myślowo-poznaw- czych zaliczamy od daw na pojęcie gatunku, rodzaju czy różnicy gatunkowej z teo rii predykabiliów (quinquae vocis); one z kolei składają się na to, co n a ­ zywamy definiow aniem klasycznym, to zaś dalej wiąże się z innym i o p e ra ­ cjami, ja k podziały (typologie), tw orzenie sądów czy dyskursów. D o typowo biologizujących, a przynajm niej eksbiologicznych, pojęć należy też k atego­ ria „natury” - physis, to jest, w dosłownym tłum aczeniu, „przyrody” . To nic, że po tem nauką o „przyrodzie m artw ej” nazw ano to, co zwie się dziś fizyką (brzm i paradoksalnie, ale przecież obok liczenia się z genezą, rozeznajem y się też w zaskakującej niekiedy zm ianie znaczeń w ram ach językowych ko­ notacji). Tak w idziano pierw otnie świat - jako dynamiczny, żywy ipsychicz- ny, w ram ach etnom yślenia animistycznego, z owym panzoizm em i panpsy- chizm em dobrze jeszcze widocznym w filozofii klasycznej. D ochodził czę­ sto do tego pierw otny egzystencjalnie doniosły artyficjalizm (którego swo­ istości dziś czasem nie potrafim y zrozum ieć).

„R odzina” - szczególnie cenny je st tu polski źródłosłów - je st w łaśnie ta ­ ką kategorią biologiczną, w dosłownym, oryginalnym, a nie wtórnym , „roz­

(4)

rzedzonym ” czy nadużytym, znaczeniu, ja k czasem „rodzaj” lub „ n atu ra”. To wszystko je st tak ą czy inną pochodną od „rodzić”. N aw et nie trzeba o d ­ woływać się tu do bliskoznaczników, których je st wiele, a k tóre wzbogacają wizję w ram ach rodzinnego „biosu” . W yakcentow ana je st tu wyraźnie funk­ cja rodziny egzystencjalno-prokreacyjna, k tó ra nie wyklucza innych jej funkcji, owszem, raczej je im plikuje. W idać to dobrze gdy m ow a w o d n ie­ sieniu do rodziny o „wspólnocie życia i m iłości”, co ta k um iejętnie ekspo­ nował abp Kazim ierz M ajdański.

Tak w ięc mówimy tu o rodzinie w kategoriach co najm niej eksbioge- nicznych czy biologizujących, takich ja k filozoficznie pojęty „rodzaj” czy „gatunek”, ja k rów nież „ n a tu ra ” - physis - „przyroda”. N ad to pojęcie „ ro ­ dzić” wiąże się z drugim podstawowym pojęciem - „n a ro d u ”, odnoszącym się nie tylko do kategorii znajdującej swoje odbicie w języku, ale i do ludz­ kiej rzeczywistości, związanej z kategorią „rodziny”. Pośrednio wiąże się to także z kategoriam i „dołączonym i”, nabudow anym i, takim i ja k „p ań ­ stw o” oraz „K ościół” . U w idocznione je st to w pracach polskiego pioniera zainteresow ań rodziną: „Państw o rodziny”, „N aród i K ościół” (nie w yda­ na), a także w innych.

„R odzina” i „ n aró d ”, pow tarzam y z naciskiem , są to dwie społeczności - w dosłownym znaczeniu w łaśnie naturalne: obie kategorie pochodzą od „rodzić”. Inaczej: są to dwie sprzężone ze sobą podstaw ow e kategorie a n ­ tropologiczne, egzystencjalnie doniosłe. D o nich to odw ołują się: „p ań ­ stwo” i „Kościół” - rzeczywistość polityczna i eklezjalna, z jej odniesieniem istotnym do N ad-natury, Meta-physis. Tak ja k to mówi Biblia, począwszy od Księgi Rodzaju. O dniesienie eklezjologiczne je st istotne zwłaszcza dzisiaj, gdy widzimy, ja k pleni się kryzys rodziny i ja k prawdziwie walczy o nią w ła­ ściwie tylko Kościół katolicki. Z nam iennie Jan Pawel II oświadcza, że czło­ w iek je st drogą Kościoła, że rodzina je st K ościołem domowym, że drogą K ościoła je st człowiek, a więc i ludzka rodzina.

In n a sprawa, której dotykam y w tym szkicu, to „nauki o rodzinie”. N aj­ prościej m ożem y je ta k nazwać, podobnie ja k różne „nauki” o kulturze ijej działach - sztuce, religii, m oralności i tak dalej. W szystkie bowiem dziedzi­ ny kultury dan e są dziś w perspektyw ie i przez pryzm at wiedzy naukowej. W ten sposób tworzymy (sub) dyscypliny wiedzy naukow ej, czy też ich zbio­ ry lub typy, nazywając je nie dowolnie, ale w edle możliwie n atu raln ie w yod­ rębnionego przedm iotu, dawniej „gatunku” naukow ego. To nazywanie jest m niej ścisłe, gdy się je bierze od strony w zasadzie m aterialnej, bez dalsze­ go dookreślenia, a także ujm uje się je w pluralis. Liczba m noga pozostaje także wtedy, gdy utworzymy nazwę z użyciem bardziej zobowiązującego poznaw czo odgreckiego sufiksu „-logia”: nauki filozoficzne, nauki m a te ­ matyczne, nauki hum anistyczne i tak dalej.

(5)

W w ypadku dyscypliny związanej z rodziną byłyby to nauki, powiedzmy, „fam iliologiczne”. Tę term inologiczną propozycję słyszy się także w singu­ laris: „fam iliologia”, aczkolwiek w tedy wydaje się to w łaśnie bardziej zobo­ wiązujące. W praw dzie w przypadku „fam iliologii” czy „nauk familiologicz- nych” m am y zbitkę nieco niehom ogeniczną, bo łacińsko-grecką, jednakże takie „hybrydy” nie budzą zasadniczego sprzeciwu semiotyków, epistem o- logów, m etodologów , naukoznaw ców - zwłaszcza dzisiaj, gdy p an u je duża sw oboda w w yróżnianiu nauk, czasem w ram ach już nie interdyscyplinary- zmu, ale raczej postm odernistycznego „M ischungu”.

Nasz czołowy m etodolog nauk, Stanisław Kamiński, zalecał tego typu luźniejsze, u jęte w pluralis, nazewnictwo wtedy, gdy zbiór n au k jest połączo­ ny tożsam ością przedm iotu m aterialnego, a poszczególne nauki różnicują się zaledwie się zarysowującymi przedm iotam i form alnym i - jeśli trzymać się tradycyjnej m etody dyferencjacji dyscyplin. W w ypadku badań dotyczą­ cych kategorii rodziny nie m a obaw o zbytnią dyspersję poszczególnych działów wiedzy o rodzinie. W szystkie one są bowiem zjednoczone identycz­ nością genetyczną rzeczywistości rodzinnej w danym narodzie. Człowiek- -osoba jest bowiem zawsze w rodzinie i w narodzie. „Fam iliologia” byłaby chyba docelowo nazwą najbardziej odpow iednią, gdyby w iedza o rodzinie um ocniła się i rozw inęła badawczo, dydaktycznie, organizacyjnie.

Zauważm y, ja k wielce żywotne historycznie je st w yodrębnianie n au k o ­ wych dyscyplin w edle p rzedm iotu m aterialnego, a po tem form alnego. Po­ w iadam y tu „przedm iot”: obiektywizująco, bo poznanie orientuje się (m o­ m en t intencjonalny właśnie) na przedm iot, je st w tym sensie tranzytywne. M ożem y się przy tym wyrażać „biologizująco” w ram ach gatunkow ania n a ­ uk, n ad to spacjogenicznie, bo tak a je st geneza zakresu - zbioru p rzedm io­ tów, do których odnosi w interpretacji zakresowej definicja zwana klasycz­ ną: per genus proxim um et differentiam scpecificam, bo m ożna ją parafrazo ­ w ać w term inach cech generujących odnośne zbiory. Powiada się w związ­ ku z tym: to przedm iot. W danym razie jest nim rodzina; ona sam a określa m etody badania, zwłaszcza od strony stopnia precyzacji wiedzy o rodzinie. Z aznaczał to już A rystoteles, w każdym razie do niego się tu nawiązuje (po­ czątek „Etyki N ikom achejskiej”).

J. Kalinowski pow iadał, że przed m io t form alny tworzy para: cel i m e to ­ da, przy czym cel określa m eto d ę. Jest to pew ne uproszczenie, doniosłe dydaktycznie. Jak przystało na spadkobierców subtelniejszej scholastyki, właściwie moglibyśmy do w ew nętrznych wyznaczników form alnych danej nauki dod ać jeszcze form ę logiczną w znaczeniu ścisłym. Ja k to zastoso­ wać do „rodziny” ?

O kreślanie i w yodrębnianie n au k sugeruje ich zbiór rozłączny i adekw at­ ny, w sensie logicznym odw ołuje się do takich czy innych pochodnych defi­

(6)

nicji klasycznej, zinterpretow anej najprościej w term inach klasyfikacyj­ nych, a nie typologicznych. Te ostatnie bardziej przylegają aplikacyjnie do badanej rzeczywistości hum anistycznej, w danym razie rodzinnej. W przy­ p ad k u zaś stosow ania pojęć klasyfikacyjnych trzeba by dodaw ać różne czynniki-warunki aplikacyjne, by zbliżyć się do skom plikowanej rzeczywi­ stości społecznej, do której (z istoty) należy rodzina, podobnie ja k i naród. U jęcie typologizacyjne koresponduje też lepiej z podkreślanym dziś p o d ej­ ściem interdyscyplinarnym , a nie dem arkacjonistycznym . Dotyczy to w spo­ sób oczywisty „rodziny”, bez w chodzenia w szczegóły.

W m etodologii-epistem ologii oraz sem iotyce interdyscyplinarystycznej, zakładającej m iędzynaukow e dystynkcje, ale i przekraczającej je legalnie, sugeruje się - kontrolow ane i krytyczne - dynam iczne podejście do nauk, w tym n au k o rodzinie; chodzi więc nie tylko o statyczne relacje pom iędzy nimi. M am y tu na myśli p rzed e wszystkim transm isje term inów , m etod, w ogóle form poznania, ta k by dotrzeć do p rzedm iotu nauk, uzyskując przy tym odpow iedni postęp poznawczy na tle pewnej przem ienności m etod, term inów czy kategorii. D aje to zawsze przyrost poznawczy. W idzi się w związku z tym p o trzeb ę innego niż d o tąd w yodrębniania, grom adzenia i integrow ania poszczególnych dyscyplin.

R ealizuje się to w yodrębnianie na przykład przez zaprezentow anie ze­ społu charakterystycznej problem atyki, to jest przez p o d an ie zestaw u py­ tań, na k tóre w inno się odpow iedzieć (S. K am iński). Poza tym wystarczy scem entow anie m erytoryczne kręgu dyscyplin w edle tego, ja k to dyktują zintegrow ane w sposób naturalny aspekty fenom enu rodziny, a więc tak, ja k to je st dan e a parte rei przez rodzinną com m unio personarum . Słowem, trzeba zaufać poznawczo jednoczącej, scalającej roli tego n aturalnego „ro ­ dzaju”, jakim je st rodzina. Nie m a nic bardziej naturalnego niż rodzina, a dalej naród! D an e to je st w odpow iedniej, dostępnej każdem u intuicji m oralno-społecznej czy doświadczeniu.

Gdy chodzi jeszcze o nazewnictwo, to proponujem y, ja k już zasugerow a­ no, raczej liczbę m nogą: nauki o rodzinie, czy też fam iliologiczne - m ając na uw adze singularis w przyszłości, gdy nastąpi rozwinięcie tego typu badań i studiów. W ydaje się, że wolno by też używać w pewnym znaczeniu nazwy „rodzinoznaw stw o”. W ystępuje w tej nazwie wyraz: „rodzina”, nawiązujący do funkcji prokreacyjnej, co jest w sposób rozwinięty w idoczne w rodzinie w ielopokoleniow ej, nie zatom izow anej. Rodzinoznawstwo przypom ina więc źródłow o-egzystencjalną funkcję daw ania życia, pow iązaną niero z­ łącznie z funkcją czy więzią m iłości rodzinnej, m ającej swoje źródło w m iło­ ści wzajem nej m ałżonków . A bp K. M ajdański podkreślał: rodzina jest w spólnotą życia i miłości - m ożna też tę kolejność odwrócić, to w zasadzie na jed n o wychodzi.

(7)

N auki o rodzinie tw orzą dany przedm iotow o zespół nauk. „Z espół” to dobry term in, wskazujący n a coś więcej niż zwykły zestaw - zbiór, w sensie mnogościowym czy m ereologicznym . Jest to w każdym razie zbiór swoisty i naturalny - ciągle to pow tarzam y - to znaczy rów nież wskazujący na licz­ ne relacje, pokrew ieństwowe, ancestralne, rodzinne. O n e to w sposób n a ­ turalny porządkują, tw orzą silną więź społeczną, jak ą stanow i rodzina. Nie m a bowiem niczego m ocniej integrującego niż relacje m iędzypokoleniow e, egzystencjalnie doniosłe w ram ach ludzkiego „gatunku”, prolongujące je ­ go działanie i istnienie. Przypomnijmy: operari sequitur esse, ja k m aw iano w średniow ieczu, petryfikując etniczne i potoczne doświadczenie.

Dziś postępująca dysocjacja społeczna dotyka rodziny, atom izuje i osa­ m otnia ludzi, nie daje siły koniecznej w pokonyw aniu różnych życiowych przeszkód i w pracy dla d obra wspólnego i w spom agania innych. U tru d n ia to bardzo b rak stratyfikacji społecznej pionow ej, integracyjnej w ram ach różnych więzi, aż po rodzinno-narodow ą. Owszem, społeczeństw o staje się coraz bardziej rozbite, w ram ach stratyfikacji równoległej, horyzontalnej, wiekowej. D zieje się ta k w obrębie źle pojętego agizmu. Rzecz znam ienna, konstatacja wiekowa staje się pierwszą charakterystyką postaci, rozum ie się w ram ach poszczególnych grup wiekowych, i to z akcentem na „juvena- lizm ”. Szkoda. Ludzie bowiem są z natury typowymi „gniazdow cam i”, co dom aga się raczej naturalnych ośrodków życia społecznego, m niej środków technicznych, od telefonu poczynając.

Zm ierzam y ku zakończeniu tych uwag i refleksji, k tó re są szkicem luźno uporządkow anym w edle tego, co wyznaczono w tytule. Należy dodać jesz­ cze kilka uwag o naukach o rodzinie. N ajlepiej byłoby, gdyby ich „wieniec” wynikał z natury rzeczy, z owej sytuacji rodziny, własnej, wew nętrznej, z jej zadań i potrzeb, choć także z tego, co na zewnątrz. Gdy chodzi o nauki o ro ­ dzinie, koncentrujące się w okół przedm iotu m aterialnego, jakim jest rze­ czywistość rodzinna, to m ożna to uczynić standardow o raczej z zewnątrz, w sposób ułatwiony, typowy dla epistem ologów i m etodologów , i z korzy­ ścią bardziej dla rozw oju sam ej epistem ologii i m etodologii niż dla nauk o rodzinie. O tóż istnieją gotowe siatki nauk, klasyfikacyjne (lub raczej ty­ pologiczne), k tóre narzuca się n a dany przedm iot, badany czy nauczany, wyznaczając w ten sposób różne jego sfery czy aspekty, w tym w ypadku sfe­ ry życia rodzinnego.

Byłaby to więc droga w yodrębniania poszczególnych dyscyplin o rodzinie na kanwie ogólnej klasyfikacji-typologii nauk. Potem ew entualnie stosuje się odpow iednie korektury ze względu na sam ą rzeczywistość, w tym wypad­ ku rodzinnej empirii; nie wszystko bowiem daje się w ten sposób zrealizo­ wać. Być m oże naw et lepiej byłoby postąpić tu odw rotnie: zacząć od wyła­ niających się niejako z oglądu samej rzeczywistości rodzinnej n au k o rodzi­

(8)

nie, a potem tak w yodrębniony zestaw nauk uzupełnić tym, co wynika z ko­ rygującej roli ogólnej epistemologii, m etodologii n auk czy semiotyki.

Należy podkreślić, że zapow iedziane tytułem refleksje są sform ułow ane głównie z myślą o polskiej tradycji zainteresow ań problem atyką rodzinną i troską w tym względzie. Tradycja ta liczy sobie już w iek bez m ała. Jej p u n k ­ tem docelowym i praktycznie zwrotnym była inicjatywa organizacyjna: utw orzenie 32 lata tem u najpierw zakładu, a po tem instytutu studiów (w podwójnym tego wyrazu znaczeniu) n ad rodziną - przez abpa K azim ie­ rza M ajdańskiego. D ziałał on przedtem jako profesor teologii m oralnej, ja ­ ko re d ak to r „A teneum K apłańskiego”, z kolei jako biskup. Był autorem szeregu p rac i inicjatyw skierowanych na rodzinę. Przedsięwzięcie związa­ ne ze stw orzeniem instytutu wynikało z realnych potrzeb: odrodzenia (znów term in od „rodzić”) rodziny, a poprzez nią i narodu, p o rozbiorach i trzech kolejnych wojnach, pierwszej światowej, bolszewickiej i drugiej światowej. Pozostaw ało ono też w związku z natężeniem propagandy neo- m altuzjańskiej, wym ierzonej przeciw rodzinie.

Podobną inicjatywę planow ał jego starszy b ra t Walenty, który zaczynał swoją działalność od w spom nianej pracy „Państwo rodziny”, wydanej w ro ­ ku 1935, ogłoszonym przez episkopat rokiem rodziny. Inicjatywa instytutu rodziny zaistniała już przed drugą w ojną światową, a wyraźnie została o d ­ notow ana w czasopiśm ie założonym przez o. M aksym iliana K olbego, z k tó ­ rym W alenty M ajdański w spółpracow ał propagując spraw ę rodziny, w tym w ielodzietnej, i rozwijając działalność, którą nazw ano po tem pro life. W p o ­ w ojennym już „Rycerzu N iepokalanej” W. M ajdański zaproponow ał pow o­ łanie specjalnego instytutu i zgrom adzenia pośw ięconego rodzinie. Jest rzeczą m ało znaną, że w latach 60. ubiegłego w ieku realizację idei p o d o b ­ nego instytutu rodziny zaproponow ał W. M ajdańskiem u w spółpracujący z nim ks. Franciszek Blachnicki, do czego je d n a k nie doszło.

Z ałożony przez abpa Kazim ierza Instytut je st nowością w skali ogólno­ polskiej, europejskiej i światowej. Instytut „studiów n ad rodziną”, „nauk o rodzinie”, „nauk familiologicznych”, „fam iliologii” czy „rodzinoznaw- stw a” - wszystkie nazwy są dobre, każda m a swoje zalety. Trudno stanow ­ czo je d n ą z nich preferow ać. I tak, i inaczej m ożna nazywać poznaw cze ce­ le i wysiłki w arunkujące rozwój rodziny w Polsce, w E u ro p ie i świecie. Z tym że rodzinoznaw stw o to chyba nazwa o nastaw ieniu najbardziej p ra k ­ tycznym, ja k inne term iny z sufiksem „-znawstwo”.

Pow tarzam y raz jeszcze: rodzina, a o b o k tego n aród, stanow i p o d s ta ­ wową rzeczywistość antropologiczną, ludzką. Przyszłość świata idzie przez rodziny - tę myśl wyraził Jan Paw el II. Tędy też idzie rozwój n a ro ­ dów, składających się na ludzkość, rod zin ę narodów . Myśli te pow stały na gruncie polskiej tradycji rodzinoznaw czej i tro sk i o rodzinę, tw orzone by­

(9)

ły znacznym wysiłkiem pracy b raci M ajdańskich. Pom ijam y tu liczne szczegóły i w iele osób. S tało się to na tle n a u k o m oralności, z teologią m o raln ą na czele - lub szerzej, teologią praktyczną. Teologia ta, ja k i inne działy teologii, stała się dyscypliną integrującą oryginalnie nauki o ro d zi­ nie w ram ach In sty tu tu Studiów n ad R odziną. In teg racja ta je st fundow a­ na także przez odn o śn ą klasyczną etykę filozoficzną w sprzężeniu z takąż an tropologią. Teologia z filozofią fu n d u ją i in teg ru ją w iele, w iele n au k z siatki dyscyplin szczegółowych, m ogących coś w nosić n a te m a t rodziny, od socjologii przez psychologię, pedagogikę, m edycynę i inne. N ie w cho­ dzim y w szczegóły.

W podejściu epistem ologiczno-m etodologicznym do n au k o rodzinie - że posłużymy się tym najm niej zobowiązującym term inem - nie podobna nie odw ołać się do podstaw ow ego rozróżnienia, wyniesionego jeszcze ze starożytności: doxa - episteme, eksponow anego przez w spółczesną (m eta) filozofię klasyczną. Powiedzmy krótko: kiedyś w rzetelnej (m eta) nauce chodziło o wiedzę am bitną, certywną, w m iarę m ożności ultymatywną, sło­ wem epistem alną. Dziś w ielu zadow ala się „doksą”, i tę teoretycy m ają skłonność „kanonizow ać”. Z a m ę t (m eta) filozoficzny sięga tu p o stm o d er­ nizmu, gdzie już nie chodzi o interdyscyplinarność, zatraca się bowiem w ogóle świadom ość dystynkcji.

Jeśli ta k pom yślane są, czy realizow ane, n au k i szczegółow e o ro d zi­ nie, to co b ęd zie je u m acn iać od poznaw czej strony? D otykam y tu p r o ­ b lem u zdrow ej lub chorej rodziny i zdrow ej lub chorej n au k i o rodzinie. Spraw y te m ogą być i bywają sp rzężone. W zw iązku z tym w łaśnie tak isto tn a je s t ro la teo lo g ii i zw iązanej z nią filozofii, zw anej klasyczną. Teologia, a be z p o śre d n io teo lo g ia m o ra ln a czy etyka teologiczna, s ta n o ­ wi p rzecież k o n firm u jące o d n iesien ie w zakresie w szelkiej w iedzy o czło­ w ieku, w tym w iedzy o ro d zin ie. P ełn i w raz z filozofią funkcję w yjaśnia­ ją c ą o sta teczn ie i certyw nie k o n firm u jącą w zględem n a u k (szczegóło­ wych) o rodzinie. I w tedy d o p ie ro n au k i te - też z po m o cą filozofii - n a ­ św ietlone i skonfirm ow ane teologicznie odp o w ied n io funkcjonują. Teo­ logia w zasadniczym swym zręb ie nie je s t w iedzą do k saln ą, złożoną z niepew nych hip o tez, o p in ii czy „poglądów ”, ale stanow i w łaśnie p o ­ znaw cze epistem e, cognitio certa. Jeśli ju ż przypom inam y w ątek doksal- ny, to p rzek ształco n y na „o rto -d o k sję ” (czy i o ile je s t to to sam o, co epi- stem e - to osobny p ro b lem ).

W pływa to oczywiście na sam ą ideę rodziny i jej realizację - jeżeli teo lo ­ gia i związana z nią filozofia oraz dyscypliny szczegółowe zajm ujące się ro ­ dziną m ają być w swych am bicjach praktyczne (a tak a je st polska tradycja). W obec inwazji (m eta) idei poznaw czo demobilizujących, to jest doksalizu- jących wiedzę, istnieje dziś paląca potrzeb a tw ardego odniesienia teo lo ­

(10)

giczno-filozoficznego. Oby teologia współczesna, także wobec problem ów rodziny pozostała w ierna sobie, swej funkcji eksplikacyjno-konfirmacyjnej, zespalając - wraz z filozofią - nauki o rodzinie.

Być m oże nauki o rodzinie - jak o praktyczne - należałoby usytuować w obrębie lub blisko katolickiej nauki społecznej. Jako że rodzina, a dalej naród, to społeczność na tu ra ln a, k tó rą w inna interesow ać się w łaśnie sp o ­ łeczna doktryna K ościoła. M im o jej rozw oju trw ają ciągle dyskusje co do jej złożonego epistem ologiczno-m etodologicznego statusu. Papież Jan Paweł II przychylał się do tego, że je st o na działem teologii m oralnej szczegółowej. P rzed w ojną pow iadano raczej: etyka społeczna. Praktyka wskazuje, że zbliża się o na czasem naw et do socjologii (jakiej?), a nie za­ wsze teologii i filozofii społecznej w swych fundam entach (albo socjologii teologicznej lub filozoficznej?). W ynik tych dyskusji przydałby się w precy- zacji nie tylko i nie tyle nazew nictw a, co u stalenia statu su wiedzy o rodzi­ nie, by możliwie najlepiej zagw arantow ać p o stęp w tej dziedzinie, ta k d o ­ niosłej praktycznie.

Jak z powyższego widać, m am y polską rodzinoznaw czą tradycję. Łączy się on a siłą rzeczy z inną polską tradycją - etyczną, zwieńczoną postacią i dziełem Papieża Jan a Pawła II. Jest do kogo i do czego nawiązywać, by tę tradycję polską - choć nie tylko - rozwijać. Oby nie stało się tak, ja k w n a ­ szym kraju bywa, że zapom ina się o antecedencjach i zaczyna wciąż od n o ­ wa. A i n a osi synchronii należy zaznaczyć, że jest wiele ośrodków zajm ują­ cych się rodziną, z czego skądinąd należy się cieszyć, ale są one za m ało zjednoczone we wspólnej sprawie. O słabia to czasem siłę troski o rodzinę, k tóra je st podstaw ą dla tego, co nazywamy dobrem wspólnym, a co stanowi politykę w danym zakresie, jako że polityka to przecież troska o dobro w spólne. A i troska także wspólna!

Ta troska wyrosła w Polsce za spraw ą Kościoła, z jego dbałości o rodzinę. Po wojnie, w ram ach Komisji E piskopatu do spraw D uszpasterstw a M e­ dycznego, a po tem - w obrębie specjalnej Komisji do spraw Rodziny. Była tu inspiracja i świecka, i stricte kościelna, hierarchiczna. Z n an e są pow o­ je n n e wysiłki poszczególnych osób, w tym biskupów, zwłaszcza b pa S tani­ sława A dam skiego, a później twórcy Komisji do Spraw Rodziny, bp a Wil- hem a Pluty. W spom inam y często nazwiska sztandarow e: S tefana kardyna­ ła Wyszyńskiego i Papież Jan a Pawła II, przedtem kardynała K arola Wojty­ ły, także kardynała A ugusta H londa.

Trudno tu oddać p ełn ą sprawiedliwość poszczególnym osobom i instytu­ cjom w ich trosce o m ałżeństw o, rodzinę i nieodłączną spraw ę obrony n ie­ narodzonych. Było tych osób świeckich i duchownych bardzo wiele, działa­ jących n a różnych szczeblach, z wielkim pośw ięceniem , często bardzo gor­ liwie. D ziałalność ta przejaw iała się zarów no w pracy publicystycznej, p ro ­

(11)

pagatorskiej, ja k i ściśle praktycznej, w szczególności w tw orzeniu poradni m ałżeńsko-rodzinnych, dom ów sam otnej m atki, w ram ach duszpasterstw a parafialnego. Były kursy dla narzeczonych, przedm ałżeńskie, opieka nad rodzinam i, szczególnie w ielodzietnym i, i tak dalej - słowem różne polskie inicjatywy w w arunkach politycznych wysoce niesprzyjających. W tamtych powojennych, a i późniejszych czasach było to bardzo trudne, naw et nie­ bezpieczne i wymagało wysiłków niem al heroicznych. P race wydawnicze z dziedziny problem atyki rodzinnej bądź pokrew nej były przez w ładze nie­ m al sparaliżow ane, zwłaszcza w związku z w prow adzeniem ustawy o d o ­ puszczalności aborcji z 1956 roku. W tym czasie szczególnie nasiliła się roz­ m aitego typu propaganda wybitnie „nie p ro ro d zin n a”. N ie wymieniamy tu nazwisk, choć należałoby!

Dziś, żeby sprawy rodziny należycie ująć, trzeba sięgać pam ięcią wstecz, choćby po to, by nie pow tarzać doświadczeń i by uzyskać p ostęp w tak tru d ­ nej problem atyce. Trzeba je d n a k m ieć też aktualne rozeznanie, by m óc p la­ now ać przyszłość. N ad er pouczający byłby w tej m ierze jakiś słownik rodzi- noznawczy osób, instytucji i problem ów . Istnieje p o tem u konieczna p o ­ trzeba - aż dziw, że nie pojaw iła się do tąd tak a inicjatywa, choć istnieje w ie­ le instytucji i osób zajmujących się czy zainteresow anych rodziną i kw estia­ m i z nią związanymi. D obrze byłoby też ustanow ić jakieś specjalne h o n o ro ­ we wyróżnienia dla tych, którzy z pośw ięceniem walczą o m ałżeństw o, ro ­ dzinę i życie nienarodzonych. Chodzi o w yrażenie w ten sposób uznania dla prom ujących rodzinę i rodzinoznawstwo.

U jm ując rzecz w wielkim skrócie, m ożna powiedzieć, że stoją przed n a ­ m i dwa zadania: dopracow anie się pozytywnego pro g ram u dotyczącego spraw rodziny i n au k o rodzinie, a także zorganizow anie stosow nego oporu w obec działań antyrodzinnych i przeciw życiu. Słowem, należy kontynu­ ować i rozwijać polskie w tym względzie tradycje, naw iązując do najw ięk­ szych: kardynała S tefana Wyszyńskiego, Papieża Jan a Pawła II, ale też w ie­ lu, wielu innych.

Stanisław Majdański: The family as a natural category and the object of research and studies in the Polish tradition (a scientific study) The category of the family belongs to the main, natural and anthropological ca­ tegories, alongside the category of the nation. On top of them are the categories of Church and State. The human person exists in the family and the nation. These two social categories are dynamic and of genetic identity. From the cognitive point of view the family is studied by a typologically stratified family sciences system. It is manifested systematically, in the structure of the Institute for Studies on the Fami­ ly at Cardinal Wyszyński University (UKSW), founded by Archbischop Kazimierz

(12)

Majdański. These sciences are integrated and established by theology, especially moral theology, coupled with the classical philosophy. The Polish knowledge of the family developed from this and from other ideas. Both theology and philosophy constitute an “epistemal” knowledge, which is important in the face of a growing tendency to doksalize sciences. The status of family sciences can also be vieved in the context of the discussion on the essence of the Catholic social science.

Cytaty

Powiązane dokumenty

[r]

Tym bardziej, że funkcjonujące w teorii oraz praktyce rozwiązania związane z wykrywaniem i reagowaniem na sytuacje kryzysowe w przedsiębiorstwach, nie przystają do

Dane są dodatnio (prawostronnie) asymetryczne wtedy i tylko wtedy gdy ich funkcja symetrii jest niemalejąca.. Wykres dowolnej funkcji symetrii leży w pewnym

Odwzorowanie liniowe przestrzeni z normą jest ograniczone wtedy i tylko wtedy, gdy obraz każdego zbioru ograniczonego jest ograniczony..

Udowodnić, że średnia arytmetyczna tych liczb jest równa n+1 r

(Fakt ten nosi nazwę Twierdzenia

(Fakt ten nosi nazwę Twierdzenia

Zastanów si¦, jak wygl¡da twierdzenie o arytmetyce granic, gdy s¡ one niewªa±ciwe.. Jego granica