M 19 (1102).
W a r s z a w a , d n i a 1 0 m a j a 1 9 0 3 r .Tom X X II.
T Y G O D N I K P O P U L A R N Y , P O Ś W I Ę C O N Y NAUKOM P R Z Y R O D N I C Z Y M .
PRENUMERATA „WSZECHŚWIATA44.
W W arszaw ie : rocznie rub. 8, kwartalnie rub. 2.
Z p rz e sy łk ą p o c z to w ą : rocznie rub. 10, półrocznie rub. 5.
Prenumerować można w Redakcyi Wszechświata i we wszystkich księgarniach w kraju i zagranicą.
Redaktor Wszechświata przyjmuje ze sprawami redakcyjnemi codziennie od godziny 6 do 8 wieczorem w lokalu redakcyi.
A d r e s R e d a k c y i : M A R S Z A Ł K O W S K A N r . 118.
POGLĄDY NA PO W S T A W A N IE PŁC I. ') W śród badań zjawisk przyrody żyjącej nasuwało się od szeregu lat pytanie, ja k się w ytw arza płeć organizmów żywych, od czego zależą te różnice zarówno w budowie morfologicznej, ja k właściwościach fizyolo- gicznych, które stw ierdzam y u osobników' tego samego gatun k u, a różnej płci. B a
dania racyonalne na ten tem at rozpoczęły się od czasu, gdy właściwie zyskaliśm y so
bie kryteryum , p u n k t oparcia dla oznacza
nia isto ty płci, gdyśm y poznali, że właściwa różnica płci polega na zdolności produko
w ania pewnego określonego rodzaju elemen
tów płciowych.
Przez płeć rozum iem y zbiór cech anato micznych, które danem u organizmowi n a
d ają zdolność produkow ania w odpowied
nich w arunkach elementów rozrodczych określonego rodzaju. Elem enty płciowe m o
gą być męskie (plemniki), albo żeńskie (jaj
ka). Oba rodzaje ty ch elementów m ogą być w ytw arzane u niektórych gatunków zwie
rz ą t i niektórych gatunków roślin przez te
go samego osobnika; takie indyw idua nazy
wam y obojnakam i, albo herm afrodytam i.
') Z cyklu wykładów o dziedziczności, wy
głoszonych w uniw. Jagiell. w ciągu zimowego półrocza 1902/1903 r.
Ślim ak np. produkuje w gruczole t. z w.
obojnaczym zarówno plemniki, ja k jajka. Ale u wielu zwierząt, u wielu gatunków roślin spotykam y, zwłaszcza u osobników w yż
szej organizacyi, budowę t. zw. rozdzielno- płciową. W ty ch przypadkach widzimy u jednych osobników zdolność w ytw arzania wyłącznie elementów męskich, u innych znowu gruczoł płciowy, k tó ry produkować może tylko, i wyłącznie elem enty żeńskie, t. j. jajka. A zatem ta zdolność do produk- cyi tego lub tam tego rodzaju elementów płciowych je st jedynym probierzem rozpo
znaw ania płci. Zw racam szczególną uwagę na ten fak t z tego powodu, że to jest mo
m ent, który stanow i także o rozpoznawa
niu pew nych anomalij. W dawniejszych czasach, gdy tego kryteryum nie było, gdy
śmy na budowę zew nętrznych narządów płciowych kładli główny nacisk, w tedy m nó
stwo osobników uważano jako osobniki her- m afrodytyczne, czyli obojnakie. Dziś mó
wić możemy o obojnakach tylko wtedy, gdy stw ierdzona je s t obecność zarówno elemen
tów płciowych męskich, ja k i żeńskich.
Znajomość budowy elementów płciowych zarów no jednego, ja k drugiego rodzaju, jest dla badań embryologicznych ogromnie waż
na. W szczegóły się tu wdawać nie mo
żemy, tem bardziej, że m a to być przedm io
tem jednego z późniejszych wykładów. Za
znaczyć jednak pragnę, że, ja k badania wy-
2 7 4 WSZECHŚAVIAT
kazały, zarówno plem nik, ja k jajko, jest kom órką, w której w szystkie ch a ra k te ry styczne składniki kom órki w ykazać się da
dzą. Przystosow anie tylko do czynności, k tó ra przypada w spraw ie rozw oju plem ni
kowi i jajk n , w yraża się jed n a k w ybitnie w ich budowie morfologicznej, a to daje w łaśnie możność łatw ego rozpoznania, czy m am y do czynienia z kom órką płciową m ęską, czy żeńską.
Plem nik m a budowę, k tó ra jest wyrazem przystosow ania tego elem entu do w ykony
w ania żwawych ruchów . P lem nik je s t więc kom órką, w której niem a wcale ty ch m ate- ryałów zapasowych, czyniących ru ch y b a r
dziej ociężałemi. Ilość plazm y zredukow a
na jest do niezbędnego m inim um . Jajk o natom iast obfituje w m atery ały odżywcze, zapasowe. Może ich być mniej lub więcej, zależnie od tego, z jakim g atu n kiem zwie
rzęcym m am y do czynienia; dalej, m ate- ry ał ten może być bardzo rozm aicie w k o mórce tej rozmieszczony i to są wszystko
czynniki, od któ rych zależy k sz ta łt i roz
m iary jajka.
P atrząc n a zw ierzęta lub rośliny rozdziel- nopłciowe, widząc, że w ciągu akcyi rozrod
czej pewnego osobnika raz tw orzą się in d y w idua męskie, raz żeńskie z tej samej p a ry rodzicielskiej, przyrodnik zadaje sobie p y tanie, ja k a je s t przyczyna, że z ty ch ele
m entów płciowych, któ re organizm rodzi
cielski w yprodukow ał, w ytw arza się raz osobnik o tej samej budow ie anatom icznej, co ojciec (pod względem płciowym ), to zno
wu osobnik o budow ie anatom icznej, cechu
jącej organizm m atki.
Chodzi nam tu ta j o to, czy je s t związek m iędzy płcią jednego z rodziców, a płcią potom ka, innem i słowy chodzi nam o od
powiedź na pytanie : 1) czy płeć je s t dzie
dziczna i, o ile je s t tak ą, od czego zależy odziedziczenie jej po ojcu, w jak ic h zaś w a runkach dziedziczy ją organizm po matce; i 2) jeżeli płeć nie jest odziedziczana, od cze
go zależy jej pow staw anie. Ju ż same zesta
w ienia statystyczne każą nam przypuszczać, że m am y do czynienia z jakiem ś praw em n a tu ry , norm ującem stosunki liczbowe mię- ! dzy obu płciami, zarówno u człowieka, jak zwierząt. W edług zestaw ienia Bodio w cią- j gu la t pięciu (1887 — 1891) liczbie 100 ;
J now onarodzonych dziewcząt odpowiadało chłopców :
we F r a n c y i... 104,6 w Niemczech . . . 105,2
A u s t r y i .... 105,8 H iszpanii . . . . 108,3 P o s s y i ... 105,4 i t. d.
Obserwacyą samą rozwoju organów płcio
w ych u zw ierząt wyższych rozstrzygnąć ca- [ łej rzeczy nie można. Obserwacya uczy nas
0 tem, że organizm zw ierząt wyższych, a więc i organizm człowieka w początkach rozw oju em bryonalnego ma płeć wcale nie wyróżnioną. U człowieka np. widać, że w pierwszych trzech miesiącach życia em bryonalnego rozwój postępuje tak, że w ła
ściwie oznaczyć płci niepodobna. Dopiero w późniejszych okresach życia śródmacicz- nego rozchodzą się drogi rozw oju dla indy
widuów m ęskich i żeńskich. Z tej obser
wacyi w yprowadzać wniosek, że płeć się nie dziedziczy, bo widać, że tw orzy się póź
n iej—byłoby zupełnie niesłusznem . W ia
domo, że jedn ą z cech rozwoju jest homo- chronizm w dziedziczeniu : cecha, która na tem polega, że w tym samym okresie roz
woju, w którym się pojaw iła pew na cecha u rodziców, w ystępuje ona także w pokole
niu potomnem. Je stto zatem równocze- sność w torze rozwojowym. G dyby płeć była dziedziczną, to m ożnaby jej późne w y
różnianie sprowadzić do praw dziedziczenia homochronicznego. T a więc obserwacya nie wystarcza.
K w estyę, zdaje mi się, zatem najlepiej byłoby wyrazić w ten sp o só b: 1) albo płeć, czyli późniejszy rozwój w szystkich or
ganów płciowych tkw i in potentia w ja jk u 1 potem w danej chwili się ujaw n ia—w ta kim razie płeć zależy wyłącznie i jedynie od organizm u żeńskiego, a organizm ojca nie m a tu żadnego udziału; 2) albo płeć za
leży od jakichś czynników, działających w chwili zapłodnienia—w takim razie do
puszczony jest także w pływ elem entu m ę
skiego; albo wreszcie 3) płeć nie je s t wcale zależna od żadnych czynników, których szu- kaćby trzeba wśród n a tu ry elementów płcio
wych, ale w ytw arza się dopiero później w rozw ijającym się ustroju w skutek jakichś w pływ ów w ciągu dalszego życia—wtedy
,\ó 1 8 W SZECHŚW IAT 2 7 5
oczywiście wykluczam y zupełnie dziedzicz- j ność płci.
Badania, które były prowadzone w tym i kierunku, polegają częścią na obserwacyi z zakresu biologii różnych gatunków zwie
rząt, częścią na eksperym entach.
I. W eźm y najpierw pod uwagę pierw szą ew entualność czyli rozważmy, co prze- ' mawia za tem, że płeć jest ju ż w jajku pre- j destynow ana. Przeglądając rezultaty ba- I dań nad różnemi zwierzętami, spotykam y czasem fakty, przem aw iające za tem, lecz ! tylko u pew nych grup zwierzęcych. I tak badania K orschelta dowiodły, że u niektó- ! rych zwierząt m iędzy jajkam i istnieje t. zw. j dimorfizm, to znaczy, że samica składa dwa j rodzaje jajek . W grupie jajek otoczonych wspólnym kokonem, mieszczą się u zwie
rzęcia Dinophilus apatricis dwa rodzaje ja- i jek, które już morfologicznie są od siebie j
zupełnie różne. J a jk a jedne są duże, inne znów małe. Obserwacya K orschelta (1882) wykazała, że tu ta j z jajek m ałych tw orzą się zawsze indyw idua męskie, z jajek dużych indyw idua żeńskie. Że cała rzecz zależy w yłącznie od jajka, to na to m am y dowód i w tem, że tu rozw^ój odbywa się bez za
płodnienia, rozwój jest partenogenetyczny (dzieworodny), wszelki więc wpływ plem ni
ków jest tu ta j wykluczony. Oprócz Dino
philus są także inne g rupy z działu wrotków (Rotatoria), oraz mszyc (Aphididae), gdzie już z budow y morfologicznej jajk a widać, czy m a się rozw inąć z danego indyw iduum j osobnik męski, czy żeński.
Jeżeli ta k jest, jeżeli się przypuszcza, że indyw idualność jajk a s£anowi o płci danego osobnika, k tóry się z tego jajk a ma rozwi
nąć, to w tedy trzeba zapytać od czego za
leży produkcya jajka, które predestynuje [ płeć męską. B adania były prowadzone eks
perym entalnie i to w ten sposób, że podda
wano organizm m atki, a zatem organizm produkujący jajka, działaniu wpływów ze
w nętrznych. N astępnie obserwowano roz
wój płci u indywiduów, które się z tych ja jek rozw ijały. Przez zmianę w arunków ze
w nętrznych badacze starali się zmienić czyn
niki w ew nętrzne w ustroju, czynniki, które są może decydujące dla różnicowania się J płci w jednym lub drugim kierunku. Zw ró
cono uw agę najpierw na wpływ tem peratu
ry : zauważono mianowicie, że u raczków Cladocera, lub mszyc Aphididae, gdy n a stanie chłodniejsza pora roku, w tedy zw ie
rzęta te znoszą jaja, z których m ogą się rozwinąć wyłącznie indyw idua męskie. Co do tej obserwacyi, możnaby ją zakwestyo- nować z uwagi, że tu działać m ogły inne wpływy, które nie były obojętne dla roz
woju płci. Doświadczenia, wykonane póź
niej, nie dały dotychczas rozstrzygającej odpowiedzi. Rzecz m iała się tak : W r. 1891 robił doświadczenia Maupas, zmieniając tem p eraturę otoczenia, przyczem podawał, że inne w arunki otoczenia pozostały te same.
W ynik tych doświadczeń potwierdzać miał wniosek w ysnuty z bezpośredniej obserwa
cyi w przyrodzie, mianowicie, że u w ro t
ka H ydatina senta, gdy samica zostawała w tem peraturze niższej, znosiła jajk a prede
stynowano do tworzenia płci męskiej, gdy zaś była w otoczeniu cieplejszem, wtenczas w ydaw ała jajka, z których rozwijały się in dyw idua żeńskie. Ale te doświadczenia M aupasa, z których zdawał się wypływać wniosek, ż e n a sprawę różnicowania płci u sa
micy ma wpływr tem peratura, zostały w ro ku 1897 zakwestyonowane przez M. Nuss- baum a. M. Nussbaum pow tarzał doświad
czenia M aupasa nad H ydatina senta i obser
wując sposób znoszenia jajek u tego zwie
rzęcia i ilości, które one znoszą, doszedł przez porównanie z liczbami, podawanem i przez M aupasa do wniosku, że w jego do
świadczeniach zw ierzęta utrzym yw ane być m usiały w złych w arunkach hygienicznych, że dalej te w arunki nie były jednakow e , w różnych eksperym entach. W edług M.
| Nussbauma Maupas nie zwrócił uw agi na czynnik regulacyjny, jak im jest odżywia
nie samicy. Te w pływ y odżywiania Nuss
baum badał dokładnie i system atyczni^ i do
szedł do wniosku, że jeżeli indywiduum młode przed okresem dojrzewania, a więc
| w czasie, gdy się w yróżnicow ują organy rozrodcze, jest obficie żywione, w takim ra zie usposabia się je do produkcyi jajek, z których m ają się rozwinąć wyłącznie osob
niki żeńskie, jeżeli natom iast żywi się je gorzej, wtenczas organizm produkuje jajk a, z których pow staw ać m ają osobniki męskie.
Dalej M. Nussbaum wykazał, że żywienie silniejsze po ukończonym rozwoju płciowym
2 7 6 W SZECHŚW IAT A 2 18 nie m a n ajm niejszego znaczenia an i w p ły w u
n a płeć potom stw a.
Co do te m p e ra tu ry , to N u ssb au m p rz y p i
suje je j w p ły w w y łączn ie p o śre d n i o tyle, że przez d ziałan ie wyższej te m p e r a tu ry cała w y m ian a m a te ry i się podnosi, p rzez to za
potrzeb o w an ie p o k a rm u się te ż podnosi, a w ięc, g d y w d an em alcw aryum ilość jeg o je s t n ieznaczna, w te d y się ta k ż e znaczn ie w cześniej b ra k p o ży w ien ia d aje odczuć, a zarazem d uża ilość p o k a rm u je s t g r u n tow niej zużytkow ana.
N adzw yczaj ciekaw e je s t u k s z ta łto w a n ie stosunkó w u ra c z k a A rte m ia salin a. To zw ierzę ro zm n ażać się m oże w te n sposób, że tw o rz y n a jp ie rw n iera z c a ły szereg p o koleń bezpłciow ych, k tó re się ro z w ija ją d ro g ą dziew orództw a z ja je k n iezap ło d n io n y ch . A le od czasu do czasu w y stę p u je p okolen ie płciow e, pokolenie, k tó re g o p ro d u k ty płcio w e m uszą przejść okres k o p u lacy i przed rozpoczęciem rozw oju. J a j k a ta k ie m a ją inne w łaściw ości, są to t. zw. ja jk a zim ow e. | M ają one w łasność p rz e ch o w y w an ia się n ie- j raz d łu g i czas w w a ru n k a c h b ard zo nieko- | rz y stn y c h , są one b ard zo n a w p ły w y ze- | w n ę trzn e odporne. O tóż S chem an k o w icz j w ykazał, że jeżeli się zw ierzę ta k ie trz y m a j w ak w ary u m , to ono się ro z m n a ż a bezpłcio- | wo ta k długo, p o k ąd się je trz y m a w w odzie o norm alnej k o n c e n tra c y i soli. Je ż e li się zm ieni k o n cen tracy ę, to w obec zw iększonej za w arto śc i soli m ożna zauw ażyć, że sam ice pi’oduko w ać za czy n a ją ja jk a , z k tó ry c h ro z w in ąć się m a ją w y łączn ie sam ce. T o sam o m a w y stęp o w a ć u raczk ó w D a p h n ia i M oi- na. T u zatem tw o rzen ie się p łci zależne je s t od k o n c e n tra c y i soli w w odzie. W tej zw iększonej k o n ce n tracy i, o ile tw o rz ą się obok ja je k p re d e sty n o w a n y c h n a sam ców , ja jk a sam icze, to są to t. zw. ja jk a zim ujące, a w ięc ta k ie , k tó re niezbędnie p o trz e b u ją j zap łodnienia. P o w s ta ła tu w ięc ca ła g ene- j
ra c y a płciow a, p o w sta ły ja jk a p rzezn a czo n e j n a sam ców i ja jk a trw a łe , k tó re m u szą b y ć j zapłodnione.
Ze w szy stk ich ty c h spostrzeżeń i d o św ia d czeń w y c ią g n ąć m ożna, m ojem zd an iem , j dw a w n io s k i: 1) że p łeć je s t u ty c h zw ie
rz ą t, t. j. u g ru p y w ro tk ó w , p re d e te rm in o - Wiina w ja jk u , że n ie m a ją n a n ią w p ły w u ( ani proces za p ło d n ie n ia , ani dalsze lo sy za-
| ro d k a i w a ru n k i, w k tó ry c h on się znajduje;
[ 2) że w w a ru n k a c h d la in d y w id u u m nieko-
J rz y stn y c h , czy to będzie zw iększenie k o n c e n tra c y i ro ztw o ru , w k tó ry m się rozwój o db yw a, czy g łó d, czy też o bn iżona te m p e ra tu r a (nie chodzi t u o to narazie, czy jej w p ły w je s t p o średn i, czy b ezpo śred ni)—we i w szy stk ich ty c h szkodliw ych w a ru n k ach , o ile one d z ia ła ją w okresie różn ico w an ia się
| elem en tó w płciow ych, p o w sta ją ja jk a pre-
| d esty n o w a n e n a sam ców . W w a ru n k a c h
; k o rz y s tn y c h tw o rz ą się ja jk a p re d e s ty n o w a n e n a sam ice.
Z a n im p rzejdziem y do za stan o w ien ia się n a d tem , co p rz em aw ia za d ru g ą ew e n tu a l
nością, t. j. że za p ło d n ien ie m oże d ecy do w ać o płci, p ra g n ę zaznaczyć, że te d ane p o zy ty w n e, k tó re zeb raliśm y co do zależ
ności p łci w yłącznie od sam ego ja jk a , odno szą się jed y n ie do zw ierząt niższych, że te obserw acye b y ły rob io ne ty lk o n a odłam ie ś w ia ta • zw ierzęcego, u k tó re g o istn ie je ro z
wój dziew orodny, że ich b y n ajm n iej nie m o żn a przenosić n a zw ierzęta w yższe, nie m ożna ich u ogólniać, bo p am iętać należy, że to je s t g ru p a zw ierząt, co się zu pełnie in a czej ro z w ija ją i in n y ch do ro zw o ju p o trz e b u ją w arun kó w .
I I . T eraz przechodzim y do odpow iedzi n a d ru g ie p y ta n ie , czy proces z a p ło d n ie n ia m a w p ły w n a rozw ój p łci i ja k im w pływ te n b y ć m oże. M usim y znow u odbyć wę-
| d ró w k ę przez św iat zw ierzęcy i p oszukać i w śród zjaw isk b io lo giczny ch teg o św iata fak tó w , k tó re b y n a m p rz em aw iały za tem n aszem założeniem . P rz y k ła d u k lasyczneg o d o sta rc z a ją n a m sto su n k i z ży cia pszczół.
W p n iu pszczelim , gdzie się cały szczep m ie
ści, zn a jd u je się ty lk o je d n a t. zw. królow a, k tó ra m a je d y n ie w cały m szczepie ro z w i
n ię te odpow iednio g ru c zo ły płcio w e żeńskie, zd oln e do p ro d u k c y i ja je k . D alej w ty m szczepie m ieści się około 10 000 ro bo tn ic, k tó ry c h o rg a n y płciow e żeńskie nie są d o stateczn ie ro zw in ięte, w reszcie k ilk a se t sam ców, t. zw. tr u tn i. K ró lo w a w czasie lo tu w eselnego zostaje zapło dn ion a; ilość spei’m y, k tó ra się d o sta je do je j w oreczków (rece p ta- cula sem inis) je s t sto sun kow o znaczna i z tej s p e rm y zapasow ej zap łod nio ne b y ć m ogą ja jk a p ro d u k o w a n e przez k rólow ą przez k il
ka la t. B adacz polski D zierzon (1842),
.No 1 8 W SZECHŚW IAT 2 7 7
a później Siebold (1856) i L eu k art (1858) w ykazyw ali, że jajk a, które królowa składa, m ogą być albo zapłodnione, albo też nie dopuszcza ona nasienia do jajek i składa ja jk a niezapłodnione. Te ostatnie mogą się również rozw ijać drogą partenogenetyczną.
Z jaje k zapłodnionych wylęgać się m a kró
lowa, albo też robotnica, t. j. również sami
ca, u której narządy płciowe nie doszły do praw idłowego rozwoju. G dy jaj ko ma przejść drogi płciowe królowej nie ulegając zapłod
nieniu, w tedy ujście woreczka (receptaculum seminis), w którym zebrane jest nasienie, zo
staje naciśnięte przez okrężnie biegnący mię
sień i w tedy nasienie nie docliodzi do jajka.
Z takich jaje k niezapłodnionych tw orzy się samiec, t. zw. tru te ń .
Otóż, g d y z tego wszystkiego wynika, że niezapłodnione jajk o daje samca, zapłodnio
ne samicę, stąd wniosek, że plem nik m a tu wpływ decydujący i przechyla szalę różni
cowania k u płci żeńskiej.
Te obserwacye dają dowód, ja k ogromnie zmienne są stosunki w różnych grupach zwierząt. U wrotków zapłodnienie nie m ia
ło żadnego w pływ u na różnicowanie płci, tam płeć była już w budowie ja ja predeter- minowana, u tej g rupy owadów płeć zależna je s t od samego procesu zapłodnienia. Ten fakt, że z zapłodnionych jajek powstaje in
dyw iduum żeńskie, z niezapłodnionych osob
nik męski, m ożnaby jeszcze w inny sposób objaśnić. I ta k np. Lenhossek jest zdania, że tu właściwie nie samo zapłodnienie roz
strzyga w spraw ie powstawania płci, ale, że jajk a ju ż w okresie tworzenia się ule
gają w yróżnieniu na takie, które dadzą po
czątek trutniom , i takie, z których się roz
winą osobniki żeńskie. Tu są zatem już w ja jn ik u dwa rodzaje jajek. Gdy jajko z predestynow aną płcią męską przechodzi przez przewody wyprowadzające, w tedy m e
chanizmem odru cli owym zaciska się zwie
racz zbiornika nasienia, i do jajka, które nie potrzebuje zapłodnienia, plem nik nie w nika. Mechanizm ten nie jest czynny w te
dy, gdy przechodzi jajko z predeterminowa- ną płcią żeńską, — w tedy plem niki wydoby- w ają się z woreczka i jajk o ulega zapłod
nieniu.
Ci autorowie, którzy przyjm ują ten ro
dzaj objaśnienia kwestyi, nie uznają jakie
gokolwiek wpływu zapłodnienia na tw orze
nie się płci. Są oni zdania, że płeć je s t już w ja jk u wyróżnicowana, a plem nik nie bie
rze w tem żadnego udziału. In n i jednak autorowie, uznając zależność między proce
sem zapłodnienia, a spraw ą pojaw iania się płci za udowodnioną, zaczęli uogólniać i roz
szerzać ten fa k t na inne grupy zwierząt, tw orząc rozm aite przypuszczenia, od ja kich właściwości elementów męskich i żeń
skich zawisłe je s t pojaw ianie się wyróżni- cowania płci u zwierząt, które nie mogą się rozwijać partenogenetycznie, a raczej nie roz
w ijają się drogą dzieworództwa w zwykłych w arunkach. Te spekulacyjne przypuszcze
nia dały motyw do pow stania najrozm ait
szych hypotez. Tam, gdzie organizm po- j tom ny rozwija się zawsze z zapłodnionego jajk a, tam gdzie do jego pow stania nie- j zbędne jest współdziałanie obu rodzajów j elementów, tam trzeba, przypuszczając za- I leżność rozwoju płci od procesu zapłodnie-
| nia, brać pod uw agę m otywy, które wywo
łują przewagę jednego z nich na dalszy roz- [ wój. Przyjm ow ać wtenczas trzeba, że te morfologicznie różnowartośoiowe elem enty zawierają in potentia zarodek swojej płci.
Od przew agi jednego lub drugich zależy wy różnicowanie płci męskiej lub żeńskiej, czyli przyjm uje się w całej rozciągłości za
patryw anie o dziedziczności płci.
Jako jeden z takich motywów przyjm o
wano n aturę elementów płciowych, zależną od wieku rodziców. H ofacker i Satler na podstaw ie zebranej przez siebie statystyki doszli do przekonania, że starsze z rodziców m a większe szanse przekazania swej płci po tomstwu. Ten wpływ wieku rodziców ba- i dany był potem (1883 r.) przez Bernera;
! autor ten m iał do dyspozycyi obszerniejszy
J m ateryał, wnioski oparł na statystyce bo-
J gatszej i w edług niego wiek wogóle nie ma
j wpływu.
B erner badał stosunki urodzin w bardzo wielkiej liczbie m ałżeństw, w których ludzie byli różnego wieku. Bez względu na to, czy oboje rodzice byli starzy czy młodzi, czy po jednej, czy po drugiej stronie była róż
nica wieku, stosunek płci u nowonarodzo
nych był tego rodzaju, że na 100 dziewcząt rodziło się 104—106 chłopców.
Prócz spraw y w pływu wieku rodziców na
2 7 8 W SZECHŚW IAT N> 1 8 pow staw an ie p łci p o to m stw a z a s ta n a w ia n o
się te ż n ad k w e sty a , czy p o w sta n ie p łc i nie je s t zależne od k o n c e n tra c y i n asien ia , albo też świeżości elem entów p łciow ych. J a s n ą je st rzeczą, że ja jk o n p ., k tó re zo stan ie za
p łodnio ne n a p o cz ątk u m e n stru a c y i, je s t świeższe, n iż ja jk o , do k tó re g o doszedł p lem n ik do piero z końcem m e n stru a c y i lub po jej ukończeniu. P tłiig e r doszedł do w niosku , n a p o d staw ie ek sp e ry m e n tó w n a d k o n c e n tra c y ą sp erm y działającej n a ja jk o , że płeć m a zależeć w łaśn ie od k o n c e n tra c y i n asien ia i od chw ili za p ło d n ie n ia ja jk a . W e d łu g niego fa k t, czy ja jk o zo stało z a p ło d n ione z początkiem , czy z k o ńcem m en stru a c y i je s t ro z strz y g a ją c y m m o m en tem p od w zględem w y tw a rz a n ia się płci. P o dobną m yśl sp o ty k a m y i w in n y c h p ra cac h . T h u ry obserw ow ał, że ro d ziło się w ięcej sa mic, jeżeli sam ica sp ó łk o w ała n a p o c z ą tk u m en stru acy i, a n a to m ia s t jeże li spółk o w an ie odbyw ało się z końcem m e n s tru a c y i p o w staw a ć m ia ły osobniki m ęskie. T a z a sad a inaczej w y ra żo n a oznacza, że ja jk o sta rsz e d a sam ca, ja jk o m łodsze sam icę. T ę sam ę zasadę w p ro w ad za D iisin g , ale rozszerza ją i do plem ników , tw ierd ząc, że p le m n ik m niej św ieży usp o sab ia do w y tw o rz en ia sam icy, m ło d szy —sam ca.
Otóż obie te zasad y stosow ane do lu d zi będą d aw ać re z u lta t teg o ro d z a ju : J a jk o , k tó re w czasie ew olucyi w y d o sta n ie się z ja jn ik a , m oże się sp o tk ać w kob iecych d ro g a c h ro d n y c h z p lem n ik ie m . W ta k im razie plem niki, k tó re p o p rz e d n io m o g ły się d o stać do m acicy, o cz ek iw ały n a ja jk o . W ten c zas ja jk o będzie św ieże, p le m n ik i m niej świeże. Św ieżość j a j k a u sp o sa b ia do w y ró żn ico w an ia się p łc i żeńskiej, nieśw ie- żość p lem n ik ó w rów n ież p ro w a d z i do teg o re z u lta tu , stą d w niosek, że jeże li sp e rm a z a trz y m a się w d ro g a ch ro d n y c h , a n ią zo sta je za p ło d n io n e ja jk o , p o ch o dzące z n a stępnej m en stru ac y i, w ten czas w y tw o rz y się o sobnik żeński. Jeż eli n a to m ia s t m e n s tru a - cya w p rzó d się odbyła, a plem n ik i p o c h o dzą ze sp ó łk o w an ia po, nie z p rz ed m en-
') Mówiąc o elementach płciowych, że są młodsze lub starsze, rozumiem przez to, że zo
stały wcześniej lub później wydzielone z gruczo
łu płciowego.
stru ac y i, w te d y n a p lem n ik i czeka ja jk o , czyli ja jk o je s t nieśw ieże, starsze, p lem niki świeże, m łodsze. J a jk o starsze usp o sab ia do w y ró żn ico w ania p łci m ęskiej, do tego sam ego u sp o sab ia p lem n ik m łody, a zatem w y nikiem m a by ć w ty c h p rz y p ad k ac h p o w stan ie p łci m ęskiej. To tłum aczen ie rz e czy, k tó re n asu w a się z pojęć, p o d aw an y ch p rzez n ie k tó ry c h au toró w , je s t dość tru d n e do u do w od nienia.
(DN)
D r. E m il Godlewski,
Docent Uniw. Jagiell.
T F O R Y A N A U K O W A L A T A W C A
(w wykładzie popularnym).
(dokończenie).
V II.
W y ło ży w szy głów ne p o s tu la ty te o ry i P o t te ra , zkolei p rzech od zim y do o k reślenia t.z w . k ą ta g ra n ic zn eg o lataw ca.
Ł a tw o je s t zauw ażyć, że g d y szybkość w ia tru się zw iększa, k ą t, ja k i tw o rzy p o w ierzch n ia la ta w c a z poziom em , się zm n iej
sza. R ozum ie się rów nież, że w obec p ew neg o ciężaru naszego lataw c a, szybkość w ia tru m oże b y ć zb y t m ała, ab y ciśnienie je g o by ło w stan ie u n ieść lataw ca, n aw et g d y on u tw o rz y m ożliw ie n ajw ięk szy k ą t z po w ierzchn ią. Czyli, innem i słow y, dopóki w ia tr je s t z b y t słaby n asz lataw iec p ozo
sta n ie n a pow ierzchn i ziem i. A więc k ą t p om ięd zy p o w ierzch n ią lata w c a a p o zio
m em , ja k i się tw o rzy w obec tak ieg o w iatru , k tó ry w y starcza je d y n ie do u trz y m a n ia la ta w c a n a poziom ie, a nie do w zniesienia lataw c a, n azyw am y k ą te m g ran iczn y m .
W ty m p rz y p a d k u sznur, przym ocow any do lataw ca, p rz y jm ie położenie rów n oległe z poziom em , czyli k ie ru n e k siły IM będzie ró w n o le g ły z poziom em . R o z p a trz m y ten p rz y p a d e k geom etrycznie.
M am y la ta w c a A B (fig. 9), k tó reg o p u n k ty O i G z o sta ły określone zn an y m sposo
bem , i p rz y p u śćm y , że szn u r zo stał p rz y m ocow any w d ow olnym p u n k cie M; g d y lataw ie c n asz o trz y m a ł p o d w p ływ em o k re
ślonego w ia tru położenie w skazan e na figu-
jsr« i 8 WSZECHŚW IAT 2 7 9 rze, czyli je s t pochy lo n y clo poziom u pod
k ątem a, w ierny ju ż , że w ty m p rz y p ad k u trz y s i ł y : siła ciężkości, ciśnienie w ia trn i napięcie sznura, zbiegają się w jed n y m p unkcie I, o trzy m a n y m n a zbiegu p ro sto p adłej do p oziom u IG , k tó ra w yobraża
ciężar lataw ca, i prosto p ad łej do płaszczyz
n y la ta w c a ON, k tó ra re p rez en tu je ciśnienie w ia tru n a lataw iec, a w ięc napięcie sznura zostanie skierow ane w zdłuż IM . T a k się m a rzecz w zw y k ły m p rz y p ad k u , g d y siła w ia tru w y sta rc z a niety lk o do u trz y m a n ia la ta w c a n a poziom ie, lecz i do w zniesienia g o w g órę (IM je s t n achylone do poziom u).
L ecz m y szu k am y tak ieg o p rz y p ad k u , g d y s iła w ia tru je d y n ie p o d trzy m u je lataw ca w położeniu poziom em , czyli sznur je s t po
ziom y, a w ięc lin ia IM będzie rów noległa z poziom em . Jeż eli IM będzie poziom em , la ta w ie c będzie w rów now adze n a poziom ie ziem i, a więc n ie będzie w s ta n ie się wznieść, czy li o trzy m a m y dla a znaczenie m axim um , in n em i słow y k ą t gran iczn y . Je ż e li w tej chw ili n asz lataw ie c m a um ocow any szn u r w ta k im p u n k cie M, k tó ry w edle teo ry i je s t n ajb ard ziej odpow iednim (korzystnym ) dla w zniesienia się lataw ca, tem bardziej nie w zniesie się on w razie innego przym ocow a
n ia sznura. W ty c h w a ru n k a c h k ą t a la
ta w c a z poziom em n az y w am y k ątem g ra nicznym bezw zględnym . W ykreślen ie tego k ą ta je s t następ u jące. P rzy p u śćm y , żeśm y zad an ie ju ż rozw iązali (fig. 10); a je s t to k ą t szu k a n y przez nas; A B p rz ed staw ia w tedy p o zy c y ą lataw ca, a OM = —^— . OGr ON bę
dzie k ieru n k ie m p ro sto p ad łej składow ej ci
śn ien ia w iatru , a I F będzie k ierun kiem n a pięcia sznura. T ró jk ą ty p ro sto k ą tn e G IM
• n , . * IM OM
i I(JM są podobne j d ają n am ( ^ ^ czyli IM 2 = GM . OM. P o n iew aż z zało
żen ia i bud ow y w y n ik a, że GM = 3, a OM = 1, w ięc IM 3 = 3, a IM = V 3 . N astępn ie z p u n k tu M opuszczam y p ro sto p a d łą n a poziom , oczy w istem je st, że G R będzie ró w n y m IM , a w ięc do staw a kąta, ja k i tw o rzy lataw iec z poziom em , w y razi się:
G R VZ 1
cosa = = —— = — : .
GM 3 K 3
J e s t to k ą t niezależny od w y m iaró w la ta w ca, a więc dla w szystk ich m ożliw ych la ta w ców w arto ść jeg o p ozo staje niezm ienną, w stop niach je s t on ró w n y m 54°44/8,2".
Z sam ego określenia k ą ta gran iczn eg o w y
p ływ a, że g d y lataw iec je s t pod ty m k ątem po chy lony do poziom u, w znieść się n a d po
ziom nie może; n asu w a się przeto p y ta nie, p rz y ja k im w ietrze lataw iec określonego k ształtu , po w ierzchni i w agi tw o rz y k ą t g ra n ic zn y z poziom em . W ten sposób okre
ślam y n ajsłab szy w iatr, ja k i je s t niezbędny
d la w zniesienia się naszego lataw ca. W ia tr te n przez an a lo g ią n azy w am y w iatre m g ra nicznym . P ro s ty ra c h u n e k pozw ala nam znaleźć o gó ln y w yraz d la szybkości w ia tru
| graniczneg o. P rzy p u śćm y , że szybkość te-
| go w ia tru znaleziono, je s t ona v m etró w n a
2 8 0 W SZECHŚW IAT jYs 1 8 sekundę. L a ta w ie c je s t p o ch y lo n y p o d k ą
tem a = 54°44'8,2''; ciśn ien ie n a p łasz
czyznę skierow ane w zdłuż p ro sto p a d łe j do niej będzie w y ra żo n e przez ró w n a n ie (7 ):
Ma = 0,113 S v 2s in 2a .
J e s t ono w y ra żo n e w k ilo g ram ac h . M oże
m y p rzy p u ścić, że la ta w ie c n asz je s t ja k b y p rz y m o co w an y w p u n k cie M w te n sposób, że się m oże ty lk o naokoło p u n k tu te g o o b ra
cać pod w p ływ em d w u n a ń d ziałający ch s i ł : siły ciśn ienia i siły ciężkości. S iły te m ogłyby sprow adzić p ew ie n ru c h obrotow y naokoło p u n k tu M, lecz la ta w ie c n a sz je s t w edle założenia w ró w now adze, o d d ziały w a
n ia p rzeto ty c h d w u s i ł : ciśn ien ia i ciężko
ści, p o w in n y b y ć ró w n e i sk iero w an e w k ie ru n k a c h w ręcz przeciw n y ch ; g d y ż ty lk o w obec istn ie n ia teg o w a ru n k u n ie będ ziem y m ieli ru c h u obrotow ego n ao k o ło p u n k tu M, poniew aż siły te b ę d ą się w zajem n ie ró w n o w ażyły.
J a k obliczyć w ielkości o d d ziały w a n ia ty c h d w u sił? R zu ca jąc okiem n a fig . 10 w idzi
m y, że m ożem y p rz y p u ścić ja k o b y siła ON (ciśnienie) o d d ziały w a ła n a p u n k t M zapo
m ocą dźw igni, k tó rej ra m ię j e s t ró w n e OM.
W m echanice n a z y w a m y ta k ie p rz y p a d k i d ziała n ia obrotow ego sił n a p u n k ty n ie le żące n a p rostej w skazującej k ie ru n e k siły — m o m en tam i sił obro to w y ch . M o m en t je s t ró w n y iloczynow i siły p rzez odległość jej k ie ru n k u d ziała n ia od p u n k tu czyli osi obro
tu . (Odległość m ierz y się p ro sto p a d łą , sp u sz
czoną z p u n k tu n a k ie ru n e k siły).
A w ięc m o m e n t o b ro to w y ciśn ien ia ON będzie r ó w n y: M om ent ciśn ien ia = O N . M O,
gdzie ON je s t siłą M a , w z ię tą z ró w n a n ia 7-go, c z y li : M om ent ciśnienia = 0,113 S v 2sin 2a . OM. S iłę zaś G P , ciężar lataw ca, poniew aż nie je s t p ro sto p a d łą do GM , roz
łóżm y na dw ie składow e G R i G S, z k tó ry c h G R sk ieru jm y w zdłuż la ta w c a , a d ru g ą G S w k ie ru n k u p ro sto p a d ły m do lataw c a.
Oczywiście, że pierw sza sk ła d o w a n ie je s t w stan ie sprow adzić ru c h u o b rotow ego n a około p u n k tu M, d ru g a zaś G S będzie m iała m o m en t obrotow y, k tó ry się r ó w n a : M o
m e n t o b ro to w y siły ciężkości = G S . G M ,
gdzie G M je s t o dległością k ie ru n k u siły od p u n k tu o brotu. P o n ie w aż G S = G P c o s a , ostatecznie m am y : M o m en t o b ro to w y cięż
kości lataw ca = G PcosaG M . P o n iew aż p rz y jęliśm y , że n asz lataw iec je s t w rów now adze,
d w a określone m o m en ty p o w in n y b y ć ró w ne, sk ąd m am y rów n anie :
ON . OM G P c o s a . GM (8) N azw ijm y G P przez P , OM —a, a O G —b, w te d y GM = a 4- b. W sta w ia ją c w ró w n a n ie (8) znaczenie dla ON, o trzy m an e -w ró w n a n iu (7), m a m y :
0,113 S v 2sin 2a . a = P (a -f- b)cosa .
P rzy p o m in am y , że cos a = —L_, a więc sin 2a = 0 , a zatem :2
O
0,113 S v 2| = P — — 1
3 a V3
a + b ró w n a się 3 a n a zasadzie k o n stru k - cyi, co je st w idocznem z ry su n k u ; z czego w y n ik a :
P P
’ ’ = s - 5 T 0 5 3 = a -9 ! 2 s - ® a w ięc ró w n a n ie szybkości w ia tru granicz-
= 7 /2 2,9 92 S~
W o b ec tej szybkości w ia tru lataw ie c nasz będ zie zaw ieszony n a poziom ie ziem i, czyli w znieść się nie będzie w stanie. J e ż e li sto- s u n ek -0- , t. j. ciężaru la ta w c a do je g o po-P w ierzchn i, inaczej w ag ę jed n eg o m e tra k w a d ra to w eg o pow ierzch n i lata w c a nazw iem y ciężarem w łaściw y m lataw c a, łatw o będzie zn aleźć w ia try g ra n ic zn e d la lataw ców o ró ż
n y c h ciężarach w łaściw ych. P rz y k ła d w y-
| ja ś n i użycie naszego ró w n a n ia.
P rzy p u ść m y , że m a m y lataw ca, m ającego 4 m 3 pow ierzchni, w ażącego 2 l<g\ sto su n ek P/S d a n am ciężar w łaściw y lataw c a ró w n y | . P y ta n ie , ja k i w ia tr je s t niezbędny, ab y nasz la ta w ie c m óg ł iść w górę.
W razie szybkości
7 / 22,992 S
n asz lataw iec p o zo stan ie n a p o w ierzch n i ziem i, a w ięc w szy stk ie w iększe szybkości ju ż g o uniosą. W sta w m y w pow yższe w y-
rażen ie znaczenie dla P /s — 5, obliczyw szy o trzy m am y v = 3,35 m (w przybliżeniu).
A więc m a m y niższą gran icę szybkości w ia tru niezbędnej dla naszego lataw ca; w ia tr 0 szybkości 3,50 m, 4 m i t. d. popędzi n a szego la ta w c a w p rzestw orza. Sądzę, że nie będzie od rzeczy p rzy to czy ć w tem m iejscu tab licę w iatró w u łożoną przez Coulom ba 1 B ordę, z ciśnieniam i, ja k ie w y w ierają n a 1 m 2 pow ierzchni.
Szybkość Ciśnienie
OKREŚLENIE W IATKU w me- w kg
trach na 1 mr
W iatr zaledwie odczuwany . . . 1,00 0,14 Lekki w ia te r e k ... 2,00 0,54 W iatr ś r e d n i ... 4,00 2,17 W iatr mocniejszy:
nadymający żagle... 6,00 4,87 nailepszy dla młynów... 7,00 6,64 mocny... 8,00 8,67 odpowiedni dla okrętów . . . 9,00 10,97 W iatr jeszcze mocniejszy :
mocny b ardzo ... 10,00 13,54 zmuszający do zwijania gór
nych żagli. . ...12,00 19,50 W iatr bardzo m o c n y ... 15,00 30,47 W iatr b u rz liw y ... 20,00 54,16 B u r z a ... 24,00 78,00 Biu-za g w ałtow na... 30,05 122,28 H uragan... 36,15 176,96 Huragan nadzw yczajny... 45,30 277,87 Z tej ta b lic y w y p ły w a, że w zależności od szybkości w ia tru m ożem y u ży w ać lataw ce o różnej w adze w łaściw ej. A więc dla zw y
k ły c h w iatró w odpow iedni je s t lataw iec o ciężarze w łaściw ym ró w n y m 1/s ; g d y w iatr p rzek racza szybkość 5 m n a sekundę, ta k lekko zb u d o w an y lataw iec łatw o m ógłby b y ć zniszczony, należy p rzeto używ ać la ta w ców o w adze w łaściw ej rów nej 1/ 2. W r a zie g w ałto w n e g o w ia tru koniecznie użyć p o trz e b a lataw c a o ciężarze 1 kilo n a m e tr k w a d ra to w y pow ierzchni. L ata w iec ta k i łatw o się w zniesie, a jednocześnie posiad a w y trz y m a ło ść k o n stru k cy i, niezbędną ze w zg lęd u n a silne ciśnienie, n a ja k ie będzie w ystaw ion y.
K o ń cząc nin iejszą ro z p raw k ę pozw olę so
bie celem o g arn ię cia przebieżonej przez nas d ro g i podać k ró tk ie jej streszczenie.
Otóż ok reśliliśm y kolejno, pod w pływ em ja k ic h sił zn a jd u je się lataw iec, zaw ieszony w pow ietrzu ; n a stęp n ie pod aliśm y sposób obliczenia ty c h sił, znaleźliśm y p u n k ty , w k tó ry c h siły te działają, i k ieru n k i ich
od działyw ania. O pierając się n a pow yż
szych w iadom ościach, przeszliśm y do kw e- styj bardziej złożonych i określiliśm y n ie
k tó re najk orzystniejsze w y m iary d la la ta w ca, n akoniec znaleźliśm y m in im u m p rę d k o ści w iatru , niezbędnego dla un iesien ia la ta w c a o określonym ciężarze w łaściw ym .
C hcąc o g arn ąć całk o w itą te o ry ą lataw c a, należałoby ro z p a trz y ć b ard ziej złożone ty p y lataw có w , t. zw. kieszeniow e i kom orow e, czem pozw olę sobie zająć uw agę cz y te ln i
ków AYszechświata w bliskiej przyszłości.
B . Orłowski.
ERNEST MACH.
FIZ Y K A A BIOLOGIA.
PRZYCZYNOWOŚĆ A CELOWOŚĆ.
( Dokończenie).
Jeżeli d a n y je s t co do sw ych położeń i prędkości d obrze określony (np. przez siły centralne) u k ła d m echaniczny, to jeg o kon- fig u ra c y a je s t oznaczona ja k o fu n k c y a cza
su. Z n a się ją d la dow olnego czasu przed i po czasie początkow ym , m ożna więc p ro rokow ać na przyszłość oraz w stecz. W obu przecież p rz y p ad k ac h zastrzeg a się, że nie zachodzą zakłócenia z zew n ątrz, że przeto u w ażać m ożna u k ła d w pew nem zn aczeniu za zam k n ięty , izolow any. Z a zupełnie iz o lo w an y od pozostałego św iata nie m ożna uw ażać żadnego u k ład u , albow iem oznacze
nie czasu, a w ięc i prędkości, p rzypuszcza ju ż zależność od p a ra m e tru , określonego przez drogę, p rz e b y tą przez ciało, leżące poza u k ład em (przez p lanetę). F a k ty c z n a zależność w szelkich spraw od położenia j e d nego ciała niebieskiego, jeżeli naw et- nie je s t zależnością bezpośrednią, je s t ręk o jm ią zw iązku w ew nętrznego całego św iata. A n a logiczne ro zw ażania m ożnaby p rz ep ro w a
dzić w p rz y p ad k u dow olnego u k ła d u fizycz
nego, n aw et jeżeli nie ro z p a tru je m y go jak o m echaniczny. W sz y stk ie zależności, po zn a
n e do kładn ie i jasn o , pojm ow ać się d a ją j a ko o b ustron ne zw iązki jednoczesne.
R o zw ażm y w przeciw staw ieniu do teg o pospolite pojęcia p rz y czy n y i sk u tk u . K ie dy słońce p ro m ien iu je n a p ew ne ciało, po-
2 8 2 W SZECHŚW IAT M 1 8
grążone w jakim kolw iek ośrodku, mówimy, że słońce, lub ciepło słoneczne je s t przyczy
ną ogrzew ania się owego ciała, ogrzew ania, następującego praw idłow o po dojściu p ro m ieni słonecznych. Z drugiej strony nie można przyjm ować owego ciała, lub zm iany jego tem p eratury, za przyczynę zm iany tem p eratu ry słońca, m ożnaby to zrobić wówczas, gdyby jedynie słońce i uw ażane ciało znajdow ały się w bezpośrednim wza
jem nym związku. AV tym ostatnim razie obie zmiany byłyby jednoczesne i wzajem- nieby się określały. Lecz w rzeczywistości w pływ ają nadto ogniwa pośrednie, elem enty
■ośrodka, które określają zm iany nietylko w uważanem ciele, lecz oraz i w innych
•elementach i ulegają zm ianom pod w pły
wem tych elementów. Podobnież ciało to znajduje się w związku z niezliczonemi ele
m entam i, i znikom a jed y nie część jego pro m ieniowania dosięga z pow rotem słońca.
Analogiczne okoliczności zachodzą, gdy cia
ło rzuca obraz na siatkówkę, w yzw ala czu
cie wzrokowe, poczem zostaje pam ięć tego czucia, chociaż pam ięć ta nie odbudowuje bynajm niej obrazu n a siatkówce. W yższość pojęcia funkcyi nad pojęciem przyczyny polega dla m nie na tem, że pierw sza zm u
sza do sform ułow ań w yraźnych i ostrych i unika zarzutu niezupełności, nieokreśle
nia i jednostronności, ciążącego n a pojęciu przyczyny. W rzeczy samej pojęcie p rzy
czyny je st prowizorycznem pierw otnem n a
rzędziem pomocniczem, do którego ucieka
m y się z m usu. Sądzę, że czuć to m usi każdy przyrodnik nowoczesny, k tó ry zasta
nowi się np. n ad wyw odam i Milla o m eto
d ach badania doświadczalnego. P ró b a ich zastosowania nie pozAvoliłaby mu w yjść po
za wnioski ,.jaknajprow izoryczniejsze;i. Moż
na dom niem yw ać się funkcyonalnej zależ
ności m iędzy zjaw iskam i, bardzo od siebie odległemi w przestrzeni i czasie, m ożna pró
bować prorokow ania na daleką przyszłość lub przeszłość—i robić to z powodzeniem.
Lecz podstaw a, na której opiera się myśl, będzie tem mniej pew ną, im większa będzie odległość. D latego to, nie ujm ując wielko
ści m yśli N ew tona, tak w ażnym je s t postę
pem fizyki nowoczesnej, że żąda ona, gdzie może, uw zględniania ciągłości w przestrzeni i w czasie.
6
.Mogłoby się zatem wydawać, że pojęcie funkcyi w ystarcza zarówno w dziedzinie fizycznej ja k biologicznej, i że m ogłoby ono zadość uczynić wszelkim wym aganiom . R óż
ne bardzo pozory dw u tych dziedzin w ie
dzy nie pow inny nas odstraszać. Bardzo blizko spowinowacone g ru p y zjaw isk fizycz
nych, ja k elektryczność statyczna i elek
tryczność galw aniczna, m ają pozory tak różne, że w początku ich znajomości tru d - noby chyba było się spodziewać sprowadze
nia obu do jednych i tych samych fak tów podstaw owych. Zjaw iska m agnetyczne i chemiczne, które w pierwszej dziedzinie są zaledwie dostrzegalne i z trudnością m ogłyby w niej być odkryte, w ystępują w drugiej bardzo silnie, gdy naodw rót zja
wiska pondero - m otoryczne i napięciowe ukazują się łatw o i bez specyalnych poszu
kiw ań tylko w pierwszej. Otóż wiadomo, ja k obie dziedziny wzajem nie dopełniają się i objaśniają. B adania dzisiejsze dążą prze
cież do rozjaśnienia n a tu ry elektryczności pow stającej przez tarcie na podstaw ie zna
jom ości elektryczności galw anicznej. A na
logiczny związek zachodzi zapewne też mię
dzy dziedzinami fizyczną a biologiczną.
Obie zaw ierają pewnie jedne i te same fak ty podstawowe, ale niektóre strony ty ch fak tów w ystępują w sposób dostrzegalny w jed nej z dziedzin, inne znów w drugiej, tak że nietylko fizyka może w yśw ietlać pewne spraw y biologiczne, ale i biologia może taką samę pomoc okazywać fizyce. Z niezaprze- czonemi zasługam i fizyki dla biologii moż
na porównywać zdarzenia, w których bio
logia rzuciła światło na nowe fa k ty fizyczne (galwanizm , kom órka Pfeffera i t. d.). F i
zyka więcej jeszcze zdziała w biologii, gdy przez biologią sama fizyka bardziej jeszcze się rozwinie.
7.
Gdy ktoś, obyty jedynie z rozważaniami fizycznemi, wkroczy w dziedzinę biologii i dowie się, że danem u zwierzęciu w y rastają osobliwe organy, z których będzie ono k o
rzystało celowo w późniejszem dopiero sta-
.Ne 1 8 WSZECHŚWIAT 2 8 3
dyum życia, że wykonyw a ono czyny in stynktow ne, których nie mogło się nauczyć, a które w yjdą na korzyść jedynie przyszłe
mu pokoleniu, że przystosowuje ono swoję barwę do otoczenia, aby mogło się ukryw ać przed dom niem anem i przyszłem i wrogami, ten może dopraw dy łatwo dojść do przy
puszczenia, że działają tu jakieś specyalne czynniki. Tego zagadkowego działania przy
szłości na odległość już dlatego nie możemy traktow ać jako czegoś odpowiedniego za
leżnościom fizycznym, że nie istnieje ono jako działanie ścisłe i niedopuszczające wy
jątku, gdyż wiele organizmów przygotow uje się do przyszłego stadyum życiowego, lecz mimo to ginie, zanim go dożyje. Skoro przecież zważymy, że w życiu pokoleń pro
cesy pow racają peryodycznie, to prześw iad
czymy się, że pojmowanie pewnego sta
dyum życiowego, jako czegoś przyszłego i działającego na odległość jest nieco do
wolne i ryzykow ne, i że można nań patrzeć ja k na przeszłość, która pozostawiła po so
bie ślady, co oczywiście znacznie zmniejsza niezwyczajny, niepojęty pierwiastek. Ma
m y wówczas nie pewną możliwą przyszłość, która m ogłaby działać, lecz przeszłość, k tó ra się z pewnością pow tórzyła niezliczoną ilość razy i z pewnością działała.
A by przytoczyć przykłady, że fizyka jest zdolna skutecznie współzawodniczyć w roz
wiązaniu kw estyj napozór specyficznie bio
logicznych, w spom nijm y w spaniały rozkw it embryologii doświadczalnej, m echaniki roz
woju z jej m etodam i fizyczno-chemicznemi.
Bardzo również godnym uw agi jest p rze
prowadzony przez O. AVienera dowód praw dopodobnego związku między fotografią barw ną a przystosowaniem się barw w przy
rodzie ’). Prócz tw orzenia się w arstw w czu
łym n a światło ośrodku pod wpływem sto
jących fal świetlnych, odtwarzającego b a r
wę oświetlającego światła, jako barwę in terferencyjną, zabarwienie odpowiadające oświetleniu może powstać jeszcze w inny sposób. Istn ieją czułe na światło substan- cye, które przybrać m ogą praw ie każde zabarwienie. Skoro w ystaw im y je na dzia-
!) O. W iener. Farbenphotographie und Far- benanpassung in der Natur. Annalen Wiede- manna t. 55 (1895), str. 225.
łanie oświetlenia barwnego, to zachowają one jego barwę, albowiem nie pochłaniają już promieni tej samej barw y, a więc nie ulegają w dalszym ciągu zmianom pod wpływem światła. AVedług obserwacyi Poul- tona l) prawdopodobnem jest, że wiele przy stosowanych barw poczwarek motyli po
w stało w ten sposób. W podobnych tedy przypadkach „przyczyny sprawczej “ należy szukać niedaleko od „celu", który jest osią
gany. Powiedzmy trz e ź w o : stan rów no
w agi określony je s t przez okoliczności, w j a kich zostaje osiągnięty.
8.
Pojęcia „przyczyny spraw czej“ i „celu”
pochodzą pierwotnie, tak jedno jak i drugie, od wyobrażeń anim istycznych, co bardzo jeszcze wyraźnie daje się okazać na p rzy kładzie badań starożytnych. Zapewne dziki nie będzie sobie łam ał głowy nad swojemi własnemi rucham i dowolnemi, które m u się w ydają naturalne i zrozumiałe same przez się. Skoro wszakże postrzeże w przyrodzie ruchy nieoczekiwane i uderzające, tedy in stynktow nie dopatruje się w nich analogii ze swojemi własnemi rucham i. Nasuwa mu to myśl o woli własnej a cudzej 2). Stop
niowo w ystępują coraz wyraźniej podobień
stw a i różnice spraw fizycznych i biolo
gicznych z podstawowym schematem aktów woli, i tem samem pom agają ostrzejszemu zarysowaniu konturów pojęć. W świado
m ych aktach woli przyczyna i cel zlewają się jeszcze ze sobą. W ielka prostota spraw fizycznych, ich obliczalność, coraz bardziej
]) Poulton. The Colours of Animals. Londyn j 1890.
2) Pokazałem mojemu trzyletniemu synowi maszynę elektryczną Holtza i wprawiłem ją w ruch; malec cieszył się widokiem gry iskier.
Kiedy jednak puściłem rączkę maszyny a ona szła dalej sama, cofnął się wylękniony i widocz
ne było, że uważał ją za żywą. „Ona leci sama!14 krzyczał zmieszany i przestraszonym. Być może, że czemś podobnem jest zachowanie się psów, które biegną ze szczekaniem za każdym jadącym wozem. Przypominam sobie, że jako trzyletnie dziecko zląkłem się, kiedy' pułapka za naciśnię
ciem otworzyła się i objęła mi palec. Uważałem ją za żywą. jak zwierzę.
2 8 4 W SZECHŚW IAT
w ypierają pojm ow anie anim istyczne. P o jęcie przyczyny stopniowo przechodzi, przez różne postaci pośrednie, w pojęcie zależno
ści, w pojęcie funkcyi. Tylko w zjaw iskach życia organicznego, m niej sprzeciw iających się rozum ieniu anim istycznem u, u trzym nje się pojęcie celu, pogląd o postępow aniu świadomem celu, a gdzie nie m ożna takiego postępow ania przypisać samej istocie orga
nicznej, tam w yobraża się sobie in n ą istotę, opiekującą się tam tą i świadomą swych ce
lów (przyrodę i t. p.).
Animizm (antropomorfizm) nie je s t sam przez się błędem ze stanow iska teoryi po
znania, bo w takim razie błędem byłaby wszelka analogia. B łąd tk w i jed y n ie w s to sowaniu tego poglądu w przypadkach, w k tó rych niem a zupełnie, albo niema w ystarcza
ją c y c h przesłanek do takiego stosowania.
9.
K ażdy organizm i jego części ulegają praw om fizycznym. S tąd w ypływ a u p raw niona dążność do stopniowego fizycznego pojm owania organizm ów i uznaw ania sta nowiska „przyczynow ego“ za jed y n ie w y starczające. Skoro przecież spróbuje się to przeprowadzić, to zawsze n ap o tk a się zupeł
nie swoiste cechy św iata organicznego, dla k tó ry ch w zbadanych dotychczas zjaw i
skach fizycznych niem a analogii. Organizm jest układem , k tó ry może zachow ać swój ustrój (skład chemiczny, stan cieplny i t. d.) w brew w pływ om zew nętrznym , k tó ry przed
staw ia dynam iczny stan rów now agi o znacz
nej trw ałości x). O rganizm może przez wy
datek energii przyciągnąć do siebie in ną energię z otaczającego ośrodka, k tó ra tam tę s tra tę zastąpi lub naw et przew yższy 2). M a
szyna parow a, k tó ra sam a zaopatruje się w węgiel i sam a się podpala, je s t tylko sztucznym i niedołężnym obrazem organiz
mu. Organizm posiada te w łasności w b a r
dzo m ałych swych częściach i z nich się od
radza, t. j. rośnie i dalej się rozpładza. F i
zyka będzie zatem m usiała czerpać z bada- spraw organicznych jako takich wiele m a
*) Hering. Vorgange in der lebendigen Sub- stanz. Lotos, Praga 1888.
-) Hirth. Energetisclie Epigenesis. Mona
chium, 1898. Str. X, XI.
now ych jeszcze świateł, zanim p o tra fi spra
w y te opanować 1).
Porów najm y nasze ak ty woli z zaobser
wow anym n a nas samych, w ystępującym ku naszem u w łasnem u zdziwieniu odruchem lub z odruchem pewnego zwierzęcia. W obu ostatnich razach będziemy się czuli skłonni uw ażać całą sprawę za określoną fizycznie przez chwilowe w arun k i w organizmie. Otóż to, co nazyw am y „woląt£, jest tylko ogółem warunków pewnego ruchu, częściowo świa
domych i związanych z przew idyw aniem ich wyników. Jeżeli zanalizujem y te warunki, 0 ile podpadają pod świadomość, to nie znajdziem y nic prócz śladów w pamięci po
przednio przeżytych faktów i ich skojarze
nia (asocyacyi). Zdaje się, że przechowy
w anie takich śladów i ich skojarzeń stanowi podstaw ową funkcyę organizmów elemen
tarnych, jakkolw iek tam nie możemy już mówić o świadomości, o uporządkow anym układzie wspomnień.
G dyby m ożna było uważać pam ięć i sko
jarzenie za podstawowe własności organiz
mów elem entarnych, to przystosowywanie byłoby zrozum iałe 2). Sprzyjające sobie wzajem zjaw iska częściej się spotykają, niż
by to wypadało ze stosunku praw dopodo
bieństw a złożonego, i pozostają skojarzone- mi. Obecność żywności, poczucie sytości 1 ru ch u połykowego pozostają związanemi.
To, że w ontogenii pow tarza się w skróceniu filogenia, byłoby równoległem do owego znanego zjawiska, że m yśli pow racają z upo
dobaniem na raz ju ż utorow aną drogę, i w podobnych w arunkach pow stają w po
dobny również sposób. W i-zeczywistości każdy organizm rozw ija się embryonalnie oraz później w bardzo podobnych w arun
kach. Otóż nie wiemy, co odpowiada fizycz
nie pamięci i kojarzeniu. W szystkie próby w ytłum aczenia są bardzo naciągane. Zdaje się, jakby nie było tu ta j żadnej praw ie ana
logii między zjaw iskam i organicznem i a nie-
r) Hering. Zur Theorie der Nerventhatigkeit.
Lipsk 1899.
Herine. Ueber das Gedachtniss ais allge- meme Funktion der organisirten Materie. W ie
deń 1870.
Ma 1 8 WSZECHŚW IAT 2 8 5
organicznemi. W fizyologii zmysłów mo
żemy wszakże, być może, posuwać naprzód badanie psychologiczne i fizyczne aż do wzajemnego ich zetknięcia i odkryć na tej drodze nowe fa k ty x). Badanie takie nie doprowadzi do dualizmu, lecz do nauki, obejmującej św iat organiczny i nieorganicz
ny, i przedstaw iającej fakty obu dziedzinom wspólne.
Tłum. M . H .
K R O N IK A NAUKOW A.
— Niezależność pochodni słonecznych od protuberancyj. Przed kilku już laty astronom Deslandres wypowiedział pogląd, że protuberan- oye słoneczne są identyczne z pochodniami (fa- culae), występującemi w okolicy plam, czy to na brzegu wschodnim słońca podczas pojawiania się, czy na zachodnim podczas znikania. Niedawno jeszcze Tringalli ogłosił obserwacye długo trzy
mającej się grupy plam, zdające się potwierdzać hypotezę Deslandresa. Ale już dawniej, rychło po ogłoszeniu poglądów Deslandresa, wypowie
dział się stanowczo przeciw nim Hale, a Mascari na podstawie trzechletnich obserwacyj (1894—
1896) również dowodził niezależności obu zjawisk.
Mascari prowadził dalej w sposób nieprzerwa
ny swoje dostrzeżenia nad słońcem w obserwato- ryach w Catanii, Rzymie i Zurychu; w obszernej j pracy, świeżo ogłoszonej w Rozprawach To w.
spektroskopistów włoskich na podstawie ogrom
nego materyału obserwacyjnego okazuje on po- j
nownie, że hypoteza tożsamości pochodni i pro
tuberancyj nie może się ostać, że są to zjawiska j zupełnie od siebie niezależne.
(Naturw. Rundsch.). ot. h. h.
— W m iędzypaństw ow ym w z lo c ie balo
nów d. 9 stycznia r. b. wzięły udział następują
ce państwa : Francya, Niemcy, Austrya, Hiszpa
nia: Rossya i Stany Zjedn. (Blue Hill). W Itte- j ville, w nowej stacyi aeronautycznej, założonej przez Teisserenc-de-Borta, o dwadzieścia pięć mil ang. na południe od Paryża, najniższa tem- | peratura — 65,2° C osiągnięta została na wyso- kości 10 650 ot, przyczem na powierzchni ziemi j temperatura wynosiła 5,1°; do wysokości 520 m temperatura rosła i dosięgła 9,2°, poczem zaczęła j
spadać. W Strasburgu temperatura — 6 3 ,lft za- |
*) Pierwszy nieśmiały szkic tej myśli, w Fech- nerowskiem jeszcze zabarwieniu, podałem w Com- pendium d. Physik fiir Mediciner. 1863. Str. 234.
rejestrowana została na wysokości 10 600 m, na dole wynosiła ona 1,5°, temperatura dosięgła punktu zwrotnego (maximum) na wj^sokości 50 w, a wynosiła ona wówczas 9,5°. W Berlinie mi
nimum temperatury było — 50° na wysokości 11400 ot, na dole 5:8°, punkt zwrotny 6,3° na 537 m. W W iedniu osiągnięto: na dole 1,0°
do 10,0° na wysokości 4090 n i i — 60° na 10 230 m. Balony z załogą ludzką puszczone zostały w Monachium, Berlinie, W iedniu i Gua- dalajarze. Pas wysokiego ciśnienia barome- trycznego rozpościerał się nad południo-wscho
dem kontynentu; wzloty z Itteville i Strasburga odbyły się, jak się zdaje, pod wpływem depre
sja, leżącej ku zachodowi.
(ang. Naturę). m. h. li.
— W p ły w obecności kwasu na rozszc ze pianie enzym owe tłuszczu. Connstein, Hoyer i W artenberg *) wykazali obecność w nasionach j różnych roślin, a zwłaszcza rącznika (Ricinus) I szczególnego enzymu, który jest w stanie prawie
doszczętnie rozłożyć tłuszcz na glicerynę i kwas tłuszczowy. Jeżeli rozetrzemy nasiona rącznika z wodą i pozostawimy mieszaninę w piecu, to po
| upływie 24 godzin można wykryć pewną ilość kwasu tłuszczowego. Przyjmowano dotąd, że tu , jest granica reakcyi, że więcej tłuszczu enzym
J nie rozszczepi skutkiem tamującego wpływu po
wstałego kwasu. W edług wymienionych bada
czów rzecz się ma wręcz odwrotnie. Jeżeli mie
szaninę dłużej w piecu pozostawimy, to dopiero te
raz rozpoczyna się godne uwagi rozszczepianie, które postępuje z nadzwyczajną szybkością i do
chodzi prawie do końca.
Kwasu ryeynolei nowego
Na początku doświadczenia . 3%
Po 1-ym d n i u ... 5
Po 2 d n ia c h ... 58
Po 3-ch d n i a c h ... 85
Po 4-ch d n i a c h ... 95 Taki obrót sprawy następuje skutkiem tego, że do szybszego rozszczepiania tłuszczu potrzebna I jest obecność dostatecznej ilości kwasu. Reak
cyą można odrazu przyśpieszyć przez dodanie od
powiedniej ilości kwrasu octowego, a nawet siar- czanego. W tedy rozszczepianie idzie nadzwyązaj szybko. Odkrycie to autorowie opatentowali, jako tani. i prosty sposób otrzymywania glice
ryny i kwasów tłuszczowych.
(Rev. gen. d. Science). W. Sz.
— 0 antyenzymach. Wiadomo, że robaki, mieszkające w charakterze pasorzytów w drogach trawiennych, nie podlegają wcale działaniu en- zymów proteolitycznych tak samo, jak i sam żo-
l) Patrz Chemik Polski, t. II, str. 1201.