- utrum Tridentum an Vaticanum II ?

In document SCRIPTORES SCHOLARUM Kwartalnik uczniów I nauczycieli oraz Ich Przyjaciół Lublin (Page 91-96)

Dlatego to Sobór Vvatykański 11, po dogłębnym rozważaniu tajemnicy Kościoła, kieruje bez

wahania

swe słowa już nie tylko do

samych

synów Kościoła : wszystkich, którzy wzywają imienia Chrystusa, ale do 'wszystkich łudzi; pragnie on wszystkim wyjaśnić, w jaki sposób pojmuje obecność oraz działalność Kościoła w dzisiejszym świecie.

Konstytucja Duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, Gaudium et spes,

Soboru Watykańskiego II.

Uwagi wstępne

Kiedy pisze się tekst krytyczny, dotyczący spraw Kościoła w Polsce, autor stawia siebie w sytuacji nader trudnej i niezręcznej. Grozi mu bowiem kilka niebezpieczeństw, których istnienia, być może nawet nie przeczuwał, siadając przy biurku w zaciszu swo-jego gabinetu. Przede wszystkim staje on bowiem wobec rzeczywistości uik ogromnej

i głębokiej, że trudno będzie mu objąć ją całościowo, tak by móc pretendować do obiek-tywizmu i bezstronności. Wszak Kościół w Polsce to tradycja wielu pokoleń, historia sięgająca wieku dziesiątego. Drugie niebezpieczeństwo związane jest z ogólnie przyję-tym przekonaniem, obecnym w mentalności przeciętnego „Polaka-katolika", że Kościo-ła się nie krytykuje. Stąd nic należy żle o Nim myśleć, mówić, czy nic daj Boże pisać!

Zapomina się jednak, że grecki termin kritikas, kriiike oznacza «rozsądzać, dzielić*, a więc upatrywać w danej rzeczywistości zarówno cech pozytywnych, jak i negatywnych, a skoro Kościół to Wspólnota Wiernych, jak głosi w swych dokumentach Sobói Waty-kański II. to i głos zwykłego członka tej wspólnoty, widzącego różne aspekty jej funk-cjonowania. liczyć się może i powinien. Na szczęście Kościół Powszechny, w tym także i polski, ma w swej historii chlubny tradycję dysput teologicznych, w których krytyka, często nawet ostra i bolesna była jak najbardziej mile widziana, jeśli oczywiście dążyła ku Prawdzie.

Rzecz w tym jednak, że przeciętnego „Polaka-katolika". tak naprawdę losy Kościoła niewiele obchodzą. Instytucję tę traktuje raczej instrumentalnie, jako narzędzie

potrzeb-ne mu na przykład c!c> zbawienia właspotrzeb-nej duszy, łub celów doczesnych, najczęściej poli-tycznych. W rozumieniu przecięlnego katolika lepiej się „nic wychylać", dlatego trzeba być ostrożnym z wszelką krytyką. Krytycyzm może zaważyć na losach człowieka w życiu wiecznym, a i w życiu doczesnym, przynajmniej nad Wisłą, można być uznanym za masona, Żyda. lub komunistę (wszystkie powyższe terminy funkcjonują w świadomo-ści powszechnej jako synonimy oznaczające wroga narodu i Koświadomo-ścioła).

Piszący ten tekst jest świadomy wszystkich tych zasadzek, łącznic z niebezpieczeń-stwem przyjęcia postawy Judasza, najbardziej krytycznego z uczniów Jezusa...

Nic jest ambicją autora napisanie szkicu o charakterze teologicznym, czy historycz-nym. bo i nie czuje się on w tych obszarach kompetentny, nie będąc ani teologiem, ani historykiem Kościoła. Tekst ten jest jedynie próbą zasygnalizowania problemów, doty-czących stanu Kościoła w Polsce dzisiaj. Głos ten pada z wewnątrz Kościoła i ma na celu pobudzenie czytelników do refleksji, bo skoro Kościół jest naszą Matką, to sprawy Matki muszą i powinny interesować Jej dzieci, zwłaszcza po Soborze Watykańskim II.

Chrześcijanin - moralista czy latarnik?

Pytanie to należy postawić niezwłocznie, już na początku naszych rozważań. Dzisiaj dla wielu definicja chrześcijanina wydaje się prosta i z gruntu banalna: „chrześcijani-nem jest każdy, kto jest ochrzczony". W ten oto sposób mamy w Polsce ponad 95 % chrześcijan. Sytuacja jest więc na pozór optymistyczna i zadowalająca. Z liczby lej, sięgającej prawie stu procent, regularnie na niedzielną Mszę przychodzi jednak prze-ciętnie 30 a są takie parafie, szczególnie w dużych, nowych aglomeracjach, gdzie procent len nie sięga nawet pięciu. A przecież obowiązek uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii jest podstawową powinnością chrześcijanina. Nic warto już nawet liczyć tych, którzy w czasie Mszy przystępują do komunii, bo wszyscy pogrążylibyśmy się w sta-nie powszechnego pesymizmu.

W obiegowym myśleniu, ukształtowanym zresztą w Kościele potrydenckim, aby zo-stać chrześcijaninem wystarczyło spełnić dwa warunki. Pierwszy - być jurydycznie członkiem Wspólnoty i drugi - wypełniać Prawo, to znaczy - być dobrym: nie kraść, nic zabijać, nie cudzołożyć, a więc po prostu nic grzeszyć! Ewangelia z całym jej radykali-zmem: miłością do nieprzyjaciół, miłosierdziem względem grzesznika, nieopieraniern się złu, traktowana jest jako utopia, osiągalna jedynie przez grupę uprzywilejowaną:

mniszki czy zakonników. Wizja chrześcijaństwa (przedstawiona w Kazaniu na Górze) w odniesieniu do ich prywatnego życia nazbyt ich frustruje, wydaje się nieżyciowa.

Chrześcijanin ten jcsl więc zgorszony grzesznikami, ludźmi słabymi, którzy nie wypeł-niają Dekalogu, bo albo nie potrafią, albo tego nie chcą, uznając na przykład relaty-wizm. jako system etyczny dla nich wystarczający. W jego rozumieniu Kościół jest enklawą ludzi pobożnych o u m i a r k o w a n i e rozbudzonych potrzebach religijnych.

Nazwijmy ten typ chrześcijan umownie „ m o r a l i s t a m i " , gdyż ludzie ci, to zazwyczaj osobowości, które system moralny głoszony przez Kościół przyjmują u priori, traktując go jako monolityczny wzór do naśladowania, pragnąc narzucić go przede wszystkim innym. „Moraliści" w gruncie rzeczy zgorszeni są Panem Dogiem, trochę nadto liberal-nym i tolerancyjliberal-nym dla grzesznika (Biblijna historia syna marnotrawnego jakoś ich

nic przekonuje, łatwiej im identyfikować się ze starszym bratem - „moralistą"!). Ten typ chrześcijanina postrzega innych jako zagrożenie dla swojego życia, świat jawi mu się jako niesprawiedliwy1, zepsuty, pełen niebezpieczeństw. Dialog z tym światem jest więc z gruntu niemożliwy, bo jak można dogadać się z Nierządnicą i Demonem? Je-dyną perspektywę dla swojego życia ..moralista" upatruje w wieczności, gdyż. życie tu na ziemi jest z ..góry przegrane" i z woli Bożej nieszczęśliwe. ..Moralista" to cierpięt-nik. dla którego Kościół jest jedyną deską ratunku, (poza Kościołem nie ma zbawie-nia!). Kościół postrzega więc najczęściej w kategoriach walki politycznej. Jego zdaniem, głównym zagrożeniem dla „Mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa" jest dzisiaj masoneria i liberalizm. Kościół nie jest dziś dla niego obszarem działania Ducha Świętego.

Sobór Watykański II postrzega rzeczywistość Kościoła zgoła inaczej. Kościół nazywany jest w dokumentach soborowych „Sakramentem Zbawienia", „Światło-ścią dla Narodów". Misją chrześcijanina nie jest więc walka ze światem, ale dialog, czyli ukazanie temu światu drogi do Zbawienia (wcale niejednoznacznej z obecno-ścią w Kościele rzymsko-katolickim). Sobór Watykański deklaruje z całą ostroobecno-ścią, iż katolicy nic mają w tym świecie monopolu na Zbawienie, że Duch Święty działa rów-nież w Kościołach prawosławnych, we wspólnotach protestanckich, wśród żydów, ma-hometan, buddystów, a nawet w niewierzących, którzy swym sercem szukają Prawdy.

Misją chrześcijanina nic jest więc bycie sędzią czy sumieniem świata, religijnym mora-listą lecz światłem dla świata (lumen f>cmium). „ l a t a r n i k i e m " , który pokazuje swoim bliźnim ogromną miłość Boga do człowieka. Kto jest więc chrześcijaninem? Odpowiedź spisana na kartach Nowego Testamentu wydaje się być jasna i klarowna: chrześcijani-nem jest len. kto ma naiurę Jezusa Chrystusa . Istotą natury Człowieka-Boga jest dialog i otwarcie (ot. na przykład spisane na kartach F.wangelii pełne miłosierdzia i przebacze-nia wizyty w domach proslytutck czy kolaborantów), a więc tak naprawdę - miłość do nieprzyjaciela! A więc ilu mamy chrześcijan w Polsce i gdzie oni są? Pytanie staje się otwarte i aktualne...

Aby być chrześcijaninem trzeba mieć wiarę, trzeba być nieustannie katcehizowanym.

Dzisiaj formacja religijna przeciętnego „Polaka-katolika" jest płytka i niewystarczająca, gdyż kończy się na poziomie Pierwszej Komunii. Nic więc dziwnego, że wiara dziecię-ca. „sielska, anielska" później w; „wieku męskim" jest po prostu nieużyteczna. Należy więc dziś, u progu Trzeciego 'tysiąclecia uświadomić sobie jasno, że wielu ludzi od-chodzi od Kościoła nie ty lko i wyłącznie ze względu na miażdżycy wpływ zlaicyzo-wanych środków masowego przekazu, ale również dlatego, że Kościół na poziomie l o k a l n y m nie daje solidnej f o r m a c j i duchowej. Współczesny człowiek potrzebuje zupełnie nowej katechezy, którą Jan Paweł II nazwał słusznie Nową Ewangelizacją. Praw -da jest gorzka: katolicy w Polsce powinni zacząć myśleć o ^ e w a n g e l i z a c j i , a Polska, podobnie j a k Francja, być może powinna być ogłoszona k r a j e m misyjnym...

Parafia - Twierdza czy Sakrament Zbawienia?

Jeśli teraz, przeniesiemy nasze rozważania dotyczące wizji chrześcijanina na płaszczy-znę rzeczywistości parafialnej, lokalnej, to mogą pojawić się pytania, dotyczące kon-kretnej obecności katolika w życiu Kościoła lokalnego. Parafia, w której świeccy nie

mają nic do powiedzenia, a księża funkcjonują jako pośrednicy między Bogiem a zgro-madzonym ludem, wydaje się anachroniczna, w żaden sposób nic przystająca do myśli Soboru Watykańskiego II. W myśl teologii posoborowej proboszcz, stojąc na czele K o ścioła lokalnego, jest odpowiedzialny za zbawienie wszystkich ochrzczonych zamie-szkujących na terenie parafii, a nie tylko tych, którzy regularnie przychodzą na Mszę świętą raz w tygodniu. TVp duszpasterstwa sakramentów (ograniczający się do udziału w niedzielnej Kucharyslii. przystąpienia do Pierwszej Komunii, corocznej spowiedzi), zalecany przez Sobór Trydencki, wydaje się zupełnie nieskuteczny w przypadku ludzi, którzy nie przychodzą do Kościoła, bo nie mają wiary. SolwSr Watykański zaleca, by paru fi u była Wspólnotą Wspólnot, to znaczy, by pojawiało się w niej jak najwięcej małych grup formacyjnych, takich jak istniejące dziś wspólnoty ncokatechumenalne, charyzmatyczne, czy oazowe. W odnowionej strukturze parafii najważniejsi są świeccy, gdyż to właśnie oni mają szansę dotrzeć do łych. którzy do Kościoła już nic przychodzą, a z którymi kontaktują się na co dzień w pracy, czy przy innych okazjach. W ten oto sposób świeccy wspomagają posługę duszpasterską księży, a wierni przestają być ano-nimową masą. stając się rzeczywistą Wspólnotą Braci i Sióstr, przypominającą w swej strukturze wspólnoty pierwotne z początków chrześcijaństwa. Ten typ duszpasterstwa jest również korzystny dla duszpasterzy, którzy angażując się emocjonalnie w problemy świeckich przestają tęsknić za zniesieniem celibatu. Ludzie dziś odchodzą do różnych sekt, gdyż potrzebują Kościoła - Wspólnoty, a nic Kościoła Twierdzy. Model przed-soborowy Kościoła, tak wartościowy i skuteczy w czasach komunizmu, dziś służyć może jedynie pielęgnowaniu dewocji. Chrześcijanie stają u końca X X wieku przed zgo-ła innymi problemami, poszukując rozwiązań i ratunku w Kościele. Dlatego małe wspól-noty są szansą dla odnowy Kościoła, są tego Kościoła nadchodzącą Wiosną. W Kościele polskim jednak nowy typ duszpasterstwa przyjmuje się słabo...

Oczywiście należy dodać, że z soborowych zaleceń i tak wiele wprowadzono w życie (Msza Św. w języku polskim, bardziej zrozumiale, odnowione znaki liturgiczne). Chcąc być obiektywnym należy dodać, że Kościół polski jiośiada oczywiście bardzo wiele cech pozytywnych, (chociażby rozpowszechniona tradycja pieszych pielgrzymek do różnych Sanktuariów), o których nie piszę szerzej, bo są one powszechnie znane.

Niektórzy, broniąc zastanego stanu rzeczy mówią, że Kościół potrzebuje czasu na realizację postanowień soborowych, tylko czy dziś, w dobie komputerów i internetu można pozwolić sobie na zwolnione reakcje?

Kościół polski - Sobór Trydencki czy Watykański I I ?

Po tych kilku spostrzeżeniach poczynionych przez autora niniejszego szkicu można łatwo pokusić się o kilka uwag dotyczących rzeczywistego sianu Kościoła polskiego na poziomie lokalnym trzydzieści lat po zakończeniu obrad Soltoru Watykańskiego II.

Uwaga pierwsza: formacja przeciętnego, współczesnego Polaka-katolika jest po-wierzchowna i niewystarczająca, sprowadzaj;jea się zazwyczaj do słabej znajomości głównych prawd wiary. Obecność ludzi świeckich w życiu Kościoła lokalnego jest spo-radyczna, ograniczona najczęściej do udziału w niedzielnej Mszy Św. oraz pomocy przy pracach budowlan>ch w nowo powstających świątyniach.

Uwaga druga: postanowienia dotyczące reformy struktury parafii (Wspólnota Wspól-not) funkcjonują przede wszystkim na poziomie wypowiedzi Konferencji Plenarnych Episkopatu Polski, natomiast nic zawsze są wprowadzane w życic na poziomic lokalnym.

Uwaga trzecia: ekumenizm i dialog z niewierzącymi praktykowany jest w parafiach raz do roku. w czasie Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan. Spotkania międzywy-znaniowe na poziomie Kościoła lokalnego, szczególnie w miejscach, gdzie obok siebie żyją bracia z różnych Kościołów, są sporadyczne.

Uwaga czwarta: liturgia dla wielu katolików jest nieczytelna, mimo wprowadzenia języka narodowego. Brewiarz (tłumaczony na język polski lat trzydzieści) ze swoją

li-turgią godzin nadal nic jest wprowadzony w życie jako modlitwa całego Kościoła, poza formacjami małych Wspólnot i Ruchów religijnych,

licclcsia Polona - utrum Tridentum an Yaticanum II ?...

ruszyli

niedzielni katolicy

w B o ż e C i a ł o

rozgadani roześmiani w bezładnej gromadzie

a wiersz a wczoraj a to a tamto Chrystus Pan karmi

bo on bo ona bo poszli Bąd/ze pozdrowiona

no i ja no i wtedy no i słuchaj O zbawcza Hostio

idą

Hostia jest kawałkiem opłatka taki drobiazg

miłość abstrakcją wiara mszą

poszli

niedzielni katolicy żałośni i biedni w swej niewiedzy

M a r i a Dorota Jastrzębska

In document SCRIPTORES SCHOLARUM Kwartalnik uczniów I nauczycieli oraz Ich Przyjaciół Lublin (Page 91-96)