Za początek boomu w Polsce uznaje się powszechnie rok 1968, w którym nakładem wydawnictwa Czytelnik ukazała się Gra w klasy Cortazara w przekładzie Chądzyń-skiej. Jak już wspominałam, nie była to pierwsza wybitna powieść współczesnego pi-sarza latynoamerykańskiego, jaką wydano w Polsce, żadna jednak z opublikowanych wcześniej nie stała się wydarzeniem wydawniczym. Powieści Carpentiera i Rulfo wzbudziły zainteresowanie krytyków, ale nie miały wielkiego odzewu wśród czy-telników. Dopiero dzieło argentyńskiego pisarza wywołało ich zachwyt i zwróciło uwagę na literaturę pochodzącą z kontynentu, który nie był dotąd postrzegany jako obszar, na którym powstają wartościowe książki.

W tym samym roku wychodzą jeszcze trzy ważne powieści: Królestwo z tego świata Carpentiera, Śmierć Artemia Cruz Fuentesa (obie w przekładzie Wojciechow-skiej) i Dziesięć palców chilijskiej pisarki i feministki Mercedes Valdivieso (tłum.

Mikoład Bieszczadowski). Ponadto ukazuje się antologia noweli argentyńskiej pt.

Spotkanie, zredagowana przez Kazimierza Piekarca. On również przetłumaczył wszystkie zawarte w niej utwory.

Dane liczbowe pokazują, że do roku 1972 aktywność wydawców w zakresie li-teratury iberoamerykańskiej pozostawała na podobnym poziomie, ze średnią sześciu tytułów rocznie. Pojawiło się jednak więcej książek wybitnych autorów współczes-nych, którzy już zdobyli popularność w Hiszpanii i innych krajach europejskich. I tak np. w 1969 roku wychodzi zbiór opowiadań Cortazara Dla wszystkich ten sam ogień (tłum. Chądzyńska). W 1970 roku – m.in. Zwierciadło Lidy Sal Asturiasa (tłum.

Aleksandra Olędzka-Frybesowa), opowiadania Reveultasa Zasnąć w ziemi (tłum.

Krystyna Rodowska) i Zła godzina, pierwsza w Polsce książka Garcíi Marqueza w przekładzie Jana Zycha. W 1971 roku ukazuje się w sumie pięć tytułów, w tym Równina w płomieniach Rulfo (tłum. Zych), W tym mieście nie ma złodziei Garcíi

Marqueza (tłum. Chądzyńska) oraz, dziewięć lat po barcelońskim debiucie, Miasto i psy Vargasa Llosy. W roku 1972 polski czytelnik otrzymuje m.in. przekłady dwóch tomów opowiadań Borgesa: Fikcje (tłum. Piekarec) i Alef (tłum. Chądzyńska, An-drzej Sobol-Jurczykowski), Krainę najczystszego powietrza Fuentesa (tłum. Ma-rzyńska) oraz Syna człowieczego Roa Bastosa (tłum. Zygmunt Wojski).

Rok 1973 wydaje się przełomowy, jeśli chodzi o liczbę wydanych książek pi-sarzy iberoamerykańskich. Wychodzi wtedy czternaście tytułów. Potem ta liczba wzrasta jeszcze bardziej, do dwudziestu tytułów w roku 1974. Największa aktyw-ność polskich wydawców, jeśli chodzi o literaturę Ameryki Łacińskiej, przypa-da na drugą połowę lat 70. W roku 1976 ukazuje się dwadzieścia pięć tytułów, w 1977 – dwadzieścia trzy. Warto przypomnieć w tym miejscu, że w latach 1955– –1967 wydano w sumie dwadzieścia pięć tytułów z literatury latynoamerykańskiej.

Gdyby porównać te dane z liczbami dotyczącymi wydawanej w Polsce w tym sa-mym okresie literatury angielskojęzycznej, to w 1977 roku opublikowano czterdzie-ści dwie pozycje z literatury północnoamerykańskiej i pięćdziesiąt sześć – z angiel-skiej. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że w tych liczbach mieszczą się wznowienia dzieł klasycznych (m.in. Josepha Conrada, Karola Dickensa, Williama Szekspira), a także literatura dla młodzieży (np. powieści Jacka Londona, Marka Twaina, Jame-sa Curwooda). Tymczasem w wypadku literatury iberoamerykańskiej zdecydowanie przeważały w tym okresie pierwsze wydania; w 1977 roku wydano po raz drugi Opowiadania Cortazara oraz O bohaterach i grobach Sábato, a po raz trzeci – Syna człowieczego Roa Bastosa.

Nakłady wydawnicze były w tym okresie bardzo wysokie – w wypadku utworów wybitnych liczyły kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy. Najważniejsze dzieła wyda-wano nawet w nakładach stutysięcznych. Zdarzało się również, że utwory o nie-zbyt wysokich walorach artystycznych publikowano w dużych nakładach; tak było w wypadku powieści argentyńskiej pisarki i tłumaczki literatury francuskiej Silviny Bullrich pt. Jutro powiem dość (tłum. Wojciechowska), którą w roku 1978 wydano w sześćdziesięciu tysiącach egzemplarzy.

Mimo to już wtedy, w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, krytycy zapowiadali rychły koniec boomu. Wskazywano, że w ofercie wydawniczej pojawia się coraz więcej książek o znikomych wartościach intelektualnych i artystycznych (Marrodán 1978: 477–482). Czytelnicy mieli rzeczywiście powody do rozczarowania, co było logiczną konsekwencją polityki wydawniczej. Polegała ona na publikowaniu utwo-rów najważniejszych pisarzy nie według chronologii ich powstawania, lecz na wyda-waniu w pierwszej kolejności ich najgłośniejszych i najlepszych książek. To musiało rozbudzić bardzo wysokie oczekiwania. Podobnie jak w Hiszpanii pod koniec lat 60., polscy odbiorcy nieustannie domagali się arcydzieł na miarę Stu lat samotności.

Dane liczbowe potwierdzają stopniowy spadek zainteresowania wydawnictw lite-raturą iberoamerykańską w Polsce w drugiej połowie lat 70. W 1978 roku liczba no-wych tytułów na rynku zmniejszyła się do szesnastu. W kolejnych latach utrzymywa-ła się na podobnym poziomie: w 1979 roku – dwanaście, w 1980 roku – szesnaście, w 1981 roku – dziewięć, w 1982 roku – siedemnaście, w 1983 roku – dziesięć. Za to selekcja utworów przeznaczonych do druku była znacznie staranniejsza. Zaczęły

pojawiać się tomiki poetyckie i eseje. Nie zapominano o aktualnej twórczości najlep-szych pisarzy. Na przykład w 1980 roku wyszła Jesień patriarchy Garcíi Marqueza, w 1981 roku – Terra Nostra Fuentesa, w 1982 roku – Harfa i cień Carpentiera. Na-kłady liczyły 10–20 tys. egzemplarzy w wypadku prozy i 5–10 tys. egzemplarzy, jeśli chodzi o poezję i krytykę literacką.

Polski boom zatem stopniowo, ale nieuchronnie wygasał. Można usłyszeć nie-kiedy opinie, że zakończył się właśnie na początku lat 80. Jak już wspominałam, wskazuje się niekiedy rok 1984 – rok śmierci Cortazara – jako datę graniczną, po-nieważ pisarz ten jak żaden inny w naszym kraju był kojarzony z boomem i cieszył się wśród czytelników popularnością czy wręcz uwielbieniem porównywanym do zachwytów, jakie wywołują gwiazdy popkultury (Komorowski 1977: 129). Moim zdaniem jednak czynnikiem, który przypieczętował kres boomu, było ogłoszenie stanu wojennego w grudniu 1981 roku. Używając kategorii Bourdieu, można powie-dzieć, że wydarzenie to w zasadniczy sposób zmieniło relacje siły w polskim polu literackim i spowodowało jego istotne modyfi kacje.

Zgodnie z koncepcją Bourdieu (2001: 329) pole literackie stanowi część pola władzy i jest mu podporządkowane. Pole władzy jest przestrzenią, w której są ulo-kowane podmioty i instytucje dysponujące kapitałem niezbędnym do zajmowania pozycji dominującej w różnych polach, przede wszystkim ekonomicznym i kulturo-wym. Posiadacze różnego rodzaju władzy toczą w jego ramach walkę o zachowanie lub transformację kapitału symbolicznego lub ekonomicznego.

Wkrótce po ogłoszeniu stanu wojennego najdosłowniej rozumiana władza, czy-li urzędnicy różnego szczebla, działający z ramienia nowo utworzonej Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, zaczęli brutalnie ingerować w pole literackie. Ich celem było zdominowanie pola w celu zmaksymalizowania zysków politycznych. Przeja-wem ich działań było zawieszenie wszystkich czasopism, w tym także literackich i kulturalnych. Niektóre z nich po pewnym czasie (niekiedy dopiero po kilkunastu miesiącach) wznowiły prace redakcyjne, część z nich w ogóle zlikwidowano. W ten sposób przestały istnieć „Literatura” i „Kultura”, ogólnopolskie tygodniki będące lekturą obowiązkową dla wszystkich uważających się za inteligentów. Tym samym uległy rozproszeniu środowiska opiniotwórcze, niejednokrotnie skupione właśnie wokół czasopism. Dezintegracja środowisk twórczych była również skutkiem inter-nowania lub aresztowania osób zaangażowanych w działalność opozycyjną. Wielu twórców i dziennikarzy wyjechało na emigrację w wyniku osobistej decyzji bądź pod presją władzy. W ten sposób zniknęły autorytety, z których opiniami należało się liczyć i które kreowały hierarchie artystyczne.

Do roku 1981 na łamach czasopism literackich i kulturalnych proza iberoame-rykańska była regularnie omawiana i recenzowana, pisano także o nowych książ-kach, zanim ukazały się ich polskie przekłady. Ponadto w wielu innych popularnych pismach, zwłaszcza tygodnikach, odnotowywano i komentowano nowo wydane po-zycje. Do takich pism należał np. gdański tygodnik „Czas”, również zlikwidowany w 1981 roku. Zniknięcie tych pism z kulturalnej mapy Polski oznaczało zerwanie wypracowanej przez dwadzieścia lat tradycji myślenia i pisania o literaturze Ameryki Łacińskiej.

W dokumencie Recepcja przekładów literatury iberoamerykańskiej w Polsce w latach 1945-2005 z perspektywy komunikacji międzykulturowej (Stron 64-67)